Kącik Wiesi (14)
Tego dnia, gdy pod budynek wiejskiej szkoły zajeżdżała nyska, z której wyskakiwał operator wraz z pomocnikiem i wspólnie przystępowali do wyładowywania kinowego sprzętu, uczniów ogarniała niespotykana wcześniej ekscytacja. Każda czynność tego zgranego duetu – ustawianie projektora, zasłanianie czarnym suknem dużych okien – była uważnie śledzona przez spragnione atrakcji dzieci. Nikt nie przejmował się lekcjami, które ostatecznie zawieszano. Każde dziecko spośród kilkudziesięciu uczniów szkoły mogło uczestniczyć w seansie filmowym pod warunkiem, że miało dwa złote na wstęp. Niby niedużo, ale w wielodzietnych rodzinach wyszarpanie od mamy kwoty, za którą mogła zrobić podstawowe zakupy, nie było wcale łatwe.
Klasa na parterze, po zaciemnieniu i rozsunięciu na boki szkolnych ławek, zamieniała się w salę kinową. Stawał przed nią kiniarz – od zawsze łysy pan z czarną bródką – i sprawdzał bilety. Bez ważnej przepustki żadne dziecko nie przekroczyło progu sali. Można było wracać do domu, ale niektórzy krążyli po korytarzu, licząc na dobrą wolę bądź nieuwagę dozorców.
Dla szczęśliwców z biletami świat magii odsłaniał się z pierwszym pomrukiem projektora. Początkowo nadmiar bodźców oszałamiał i wywoływał palpitacje serca, ale nikt nawet nie drgnął. Dzieci siedziały jak zahipnotyzowane, nie chcąc uronić nic z szybko zmieniających się obrazów. Oto wesołe dźwięki lutni, stoły pełne jadła i na tych stołach pośród półmisków figlują błaźni, by po chwili, w okamgnieniu, wymieniać całą zastawę. Teraz dudnią oddziały ciężkozbrojnego rycerstwa i niesie się pieśń „Bogurodzica”, i napierają Krzyżacy, a wszystko jakby na wyciągnięcie ręki, toteż najbliżej siedzące dzieci robią mimowolne uniki.
Jednak to nie „Krzyżacy”, „Historia żółtej ciżemki”, czy popularny swego czasu film „O dwóch takich co ukradli księżyc” będą wspominane po latach… tylko scena z filmu o chłopcu i koniu. A było to tak. Z jakiegoś powodu, dziecko i koń przemierzali bagna. Trudna to była przeprawa, bo koń grzązł w trzęsawisku i powoli się w nim zapadał, aż w dramatycznym momencie, ponad wodą pozostawał już tylko przechylony łeb zwierzęcia. Zbliżenie na oko konia i łamiące serce prośby chłopca kierowane do przyjaciela, żeby się nie poddawał, żeby spróbował jeszcze raz wydźwignąć się z toni. Dzieci wstrzymują oddech i zasłaniają oczy… gdy naraz, resztką sił koń podrywa się raz i drugi, najpierw głowa, potem tułów i już nogi znajdują jakiś punkt oparcia.
Przetrwali! I nie ma znaczenia, że tytuł filmu zatarł się w pamięci.