Zaułek bez-troski (14)


André Breton i robotnicy


 

 – Kto to jest robotnik? 

 – Robotnik to ktoś, kto na ulicy smarka w palce i strzepuje. 

 – A skąd wiesz? 

 – Widziałem. Idzie, idzie i w ruchu, nie przystając zatyka palcem jedną dziurkę i wydmuchuje gile z drugiej. Potem tak samo, choć na odwrót. 

 – A ty jak smarkasz? 

 – Ja mam chusteczki. 

 – Jedwabne? 

 – Takie też. 

 – Kupujesz je za wartość dodatkową, wytworzoną przez proletariuszy. 

 – Zgadza się. Dlatego też, by odkupić winy, wziąłem parę lekcji ulicznego smarkania i przygotowuję akcję antykapitalistyczną. Pójdziesz ze mną smarkać ostentacyjnie na każdego, kto nie ma spracowanych dłoni? 

 – Pójdę, ale ja będę puszczać gile na dziewczyny w szpilkach. 

 – Zdejmuj kaptur, musimy najpierw się zakatarzyć!  

 

Smarkali na ludzi. Gdy zabrakło wydzieliny z nosa, zaczęli na nich pluć, a słoneczko świeciło i ptaszki śpiewały. Sielanka.