Zaułek bez-troski (16)


Przypadek czy przeznaczenie?


 

Potknąć się można o różne rzeczy, o konar albo psią zabawkę, i wyjść z tego bez szwanku albo złamać nogę. Ja potknęłam się o śmietnik, co nie uszkodziło mi nogi ani innej części ciała, lecz zaważyło na moim życiu.  

Latem 2022 roku weszłam bez powodu do śmietnika na moim warszawskim osiedlu, gdzie przerzucone przez krawędź kontenera coś wisiało. Wzięłam do ręki – lniana kurtka koloru miętowego z niesymetrycznym zapięciem, kieszeniami i kapturem. Akurat w moim guście! Zabrałam do domu i mam do tej pory, choć nie noszę już tak często jak kiedyś. 

Do dziś zastanawiam się, co mnie wówczas pchnęło do tego śmietnika. Przypadek? Przeznaczenie? Gdybym była Greczynką z czasów Eurypidesa powiedziałabym, że maczała w tym palce Tyche, bogini losu, której zamiarów nie pojmiesz. Gdybym żyła w epoce francuskiego Oświecenia uznałabym za Wolterem, że przypadek to tylko nieznajomość przyczyny. 

A tu i teraz? 

Z kurtki nic nie wynikło. Chadzałam do śmietnika tak jak wszyscy, by wrzucić obierki, gazety i butelki, omijając wzrokiem całą nieciekawą resztę. Z pewną odrazą, bo pokrywy pojemników powlekały szare smugi brudu, które wyglądały na lepkie w dotyku. Czy tych pojemników nigdy nie myto? Podejrzewam, że nie. 

Brud zauważałam, porzucane przez sąsiadów dobra długo pozostawały przezroczyste. Być może cierpiałam na postrzeganie wybiórcze, nie widząc tego, czego nie oczekiwałam lub nie chciałam widzieć. 

Aż nagle przejrzałam na oczy? 

No właśnie tego „nagle” nie pamiętam. 

Nie pamiętam sytuacji przełomowej, która doprowadziła do tego, że od paru lat codziennie wyruszam na łowy, wracając z łupami godnymi mojej szafy jak również szaf znajomych i nieznajomych. Proces przepoczwarzania się w łowczynię ciuchów zachodził stopniowo, aż w nim utonęłam. Patrząc w lustro powiem z pełną mocą: jestem uzależniona od wypraw do śmietnika.  

Gdy mój partner przyjeżdża ze Stanów myślę „cudownie”, a gdzieś w tyle głowy majaczy niechciana myśl, że jego obecność mnie ograniczy. Nie z jego winy, z mojego wyboru. Będziemy tak zajęci sobą, że to naturalnie odsunie na bok pozostałe sprawy. A szczególnie tę jedną, której oddaję się z zapałem dwa razy dziennie. Przecież nie wstanę od mniej lub bardziej romantycznej kolacji ze słowami: sorry kochanie, zaraz wracam, tylko sprawdzę, co dziś trafiło do śmieci! 

Na szczęście mam psa. Pod opieką, do kochania i jako alibi. Wędrując po osiedlu z psem, wyglądam jak normalny człowiek, a nie nawiedzona baba, która ślini się na widok pudła porzuconych staników. Długo się wstydziłam mojego nałogu. Nie ukrywałam go, ale pomijałam milczeniem lub szukałam usprawiedliwień. W 2024 roku wychynęłam z cienia, umieszczając w dwumiesięczniku Pole tekst pod tytułem „Herezja w świecie mody”1, w którym impuls do działania miał pochodzić od mojej suczki Wiki. Napisałam: Proces rozpoczęły spacery z  psem, który skuszony cudownymi zapachami ciągnął mnie do śmietników. Poddawałam się, choć bez przekonania. Niestety ta obrazowa historyjka ma się nijak do rzeczywistości, ponieważ było zgoła odwrotnie. To ja ciągnęłam Wiki do śmietników, a ona się opierała! Z czasem przywykła i dziś prowadzi mnie jak po sznurku z jednego śmietnika do drugiego, zdziwiona w razie zmiany trasy. Ale te parę lat temu, niegotowa na pełen coming aut, szukałam okoliczności łagodzących. 

Czego się wstydziłam? 

Odpowiem w duchu Sartre’a. 

Tego, że poczuję się w obowiązku, by się tłumaczyć, jakbym była czemuś winna. Przez sam fakt tłumaczeń wystawię się na osąd słuchacza i uprzedmiotowię, jakby to on decydował o wartości moich działań. Upokarzająca perspektywa. A tak po ludzku to nie zastanawiałam się zbytnio nad tym, co mi się przydarza. Fruwałam po śmietnikach, zgarniając stosy ciuchów, w wirze akcji, oszołomiona bogactwem, które spadało z nieba. Refleksja przyszła dopiero potem. Zdobyłam tak znakomite fanty, a nocne wypady na tyle spowszedniały, że oto wychodzę z szafy wystrojona po królewsku, acz bez diademu na głowie, bo biżuterii ludzie nie wyrzucają, choć nie należy tracić nadziei, że i to się ziści. 

 

Fragment książki „Nie moda ze śmieci”

 

 

Irena Wiszniewska

 

1. Herezja w świecie mody – Irena Wiszniewska, 4 (7) / 2024 – Herezje