POLE / 2 (5) / 2024

Karol Samsel


WIELORYBY, NAJLŻEJSZA PRZYPRAWA ZIEMI

1(9)

 

Wypadałoby może powiedzieć, że Annie Ernaux jest
dzieckiem sukulenta i anioła. Z tego powodu w prze-
ważającej mierze, współczesna ernauxologia przypo-
mina, na dziś dzień, jedynie autoerotyzm – na chybo-
czącej się zawrotni wielostronnej niezupełności. Nie-
gotowość ery, w której zostaliśmy uwięzieni – mimo
potęg, mimo możliwości naszej woli – wynika (poza
oczywistościami) także z tego, że jest to era całkowi-
tego molestowania – wszystkich naszych wstępnych

 

2(8)

 

predyspozycji. Imię diabła XXI wieku brzmi bardzo
wymownie: prostota. Onanizm sensu zawracającego
dla zachcianki ku własnym źródłom – z pielgrzymki
do mrocznego Hongkongu, ku kresowi nocy. Dekolt
bezkręgowca zdobi naszyjnik – zdarty z kręgowca –
jak chcesz to pojąć, wyłącznie, przy użyciu narzędzi
prostoty? Dekolt bezkręgowy chcesz sobie wystawić
tak, jak wystawia się sobie wnuki, syna – albo córkę,

 

3(7)

 

a proroctwo śmierci Andrzeja Leppera? A proroctwo
śmierci Waldemara Pawlaka? Opowiedz Ernaux coś
o Pawlaku, o jego życiu – a może o jego twórczości,
jak chcesz to, powtarzam, pojąć przy użyciu – narzę-
dzia prostoty? Łatwo to przewidzieć-przyjdzie dzień,
w którym czytania z księgi Annie Ernaux wyprą czy-
tania z listów św. Pawła Apostoła do Koryntian – ko-

 

4(6)

 

ryncki Lepper okaże się czyimś Swannem, koryncki
książę Gilbert de Guermantes: czyimś: Waldemarem
Pawlakiem, Waldemarem z Pawli. Nowa wersja Bib-
lii to (m.in.) Orhan Pamuk w roli Ezechiela i Patrick
Modiano w roli Hioba – Olga Tokarczuk wreszcie w
roli Koheleta, Empuzjon w pra-roli Pierwszej Księgi:

 

Królewskiej,

 

5(5)

 

właściwie – już do pewnego stopnia w prearanżacie-
-enigmacie, to chyba Ernaux jako pierwsza określiła
Europę mianem maseczki odmładzającej Ziemi, ma-
seczki działającej w bardzo zawodnym – co prawda,
systemie „najpierw grecka prognozy pogody. Potem

 

rzymska rzeczywistość”.

 

6(3)

 

Cóż – powiedziałbym, że to raczej Australia jest ma-
seczką odmładzającą Ziemi. Dlatego i celnie byłoby
pomyśleć od podstaw: australijski Rzym. Przydałby

 

7(2)

 

się wielki australijski epos nieziemsko-angażowany,
1.  „Pieśń  o  powszechnej  motoryzacji  Jowisza”  lub

 

8(1+1)

 

„Noce i dnie jednego kupiecko-przemysłowego wie-
ku na Wenus”. I to prawdziwe zadanie – dla Ernaux!

 

            *

 

Niech się wyrazi,
niech się zesłowi
(franka z Francji)
Frannie Ernaux –

 

ryc. Jarema Chyrzyński

BŁĄD W UPOSAŻENIU ŚWIATA PRZEDSTAWIONEGO W WIERSZU PONIŻEJ

1(9)

 

Najważniejsze to pozbyć się nienawiści, pozbyć się
nienawiści, to przecież oczywiste, że wiara to tylko
obłok pudru, że ateizm to, w najlepszym razie, dłuż-
szy pochód pasterzy i owiec tworzących pewien nie-
doremontowany zespół, a „Najważniejsze to najważ-
niejsze to” pozbyć się nienawiści – l’important c’est 
de se débarrasser (de la haine). Pozbyć się brudnego
żółtego chaosu, malować pejzaż zimowy farbą, ale z
udziałem śmietany, lecz moją śmietaną jest Chrystus.

 

2(8)

 

Zapytaj Tolkiena. Potwierdzi, że moją śmietaną: Jest
Chrystus. Zapytaj Prousta, a powie, że w tej sprawie:
rację ma akurat, jak nigdy, Tolkien – i należy pozbyć
się nienawiści, należy pozbyć się miłości: złudzenia?
Za front! Bo Azja to szatnia Europy, a Afryka to szat-
nia Ameryki Północnej: mezalians w strukturach glo-
bu rodzi się wskutek stępienia takich właśnie – prześ-
wiadczeń. Mistyków, których potrzebujemy, wpierw

 

3(7)

 

należy uczynić szatniarzami, szatniarzami kontynen-
tów Ziemi. To ich zasadniczy nowicjat – zasadniczy
nawet dla niewszechstronnych enigmatyków – diga-
nie świrów, atole korali, list lila, dygresyjny poemat
zieleń: wszystko to domaga się i Arystotelesa – i ka-
nonika, masło osamotnienia zyskuje „nowy wymiar
innego znaczenia” tylko w głębokim tłuszczu ciszy;

 

4(6)

 

boję się, że za kilka tysięcy lat, na skutek banalnego
(ale rzeczowego) nieporozumienia, powierzchownie
szkolonych archeologów, Maryja zacznie być przed-
stawiana jako: superbohaterka Melinda May, Peggy
Clarke, czy fasadowa, loretańska – Wonder Woman,
że potem dziesiątki lat będziemy spali, śnili koszma-

 

5(5)

 

ry na miazdze mariologicznej, może czytali do tego
fikcyjne pisma świętego Marvela z Lyonu – że, mo-
że szturmem – owładnie nami jakiś cygański dokto-
rat o sieneńskiej agentce Carter – „Galilea to nowo-
testamentalny Disneyland”, ktoś zakrzyknie, do ko-

 

6(3)

 

goś, w pociągu, a nawet w helikopterze, a ten ktoś?
Odpowie tamtemu twierdząco: „masz wielką słusz-
ność, to Disneyland starego prawa – to helikopter i

 

7(2)

 

wszystkich nowych praw”. To może minoderia, ale
chciałbym napisać książkę, która: będzie wyglądać

 

8(1+1)

 

jak nagi urzędnik, rozebrany do snu, zatem: w stro-
ju  Apolla. Najważniejsze  to  pozbyć  się  nienawiści,


            *


niech minie,


razem z ∆.

CÓŻ WIĘCEJ, GDY WALĄ SIĘ KSIĘGI?

1(9)

 

Całe popołudnie upływa mi w płytkim śnie. Śnię na-
de wszystko o Fredrze, ale także o słówku „pasztet”,
którego nie lubił, natrętnym jak swędzące krostki na
ręku. Całe przedpołudnie minęło mi na walce o dob-
ry paszport do namiętności – o prawidłowy wniosek
w jego sprawie. Usta oblepia mi silikon zdjęty z cia-
ła Afrodyty, z którym pieściłem się jeszcze tej nocy,
ale który (jeśli mam być szczery) towarzyszy mi co
najmniej od czasów przyznania Literackiego Nobla


Kazuo Ishiguro,

 

2(8)

 

po jakimś czasie okazuje się, że silikon Afrodyty to
laudanum Apolla, ale mnie, osobiście, ani to nie do-
tyka, ani – nie zaskakuje: podobne nieporozumienia
zawierały już powieści Margit Sandemo i May Gret-
he Lerum, na których się wychowałem – i nie mogę
wykluczyć, że to wszystko: z winy Sandemo, szcze-
gólnie już Autodafe, a to poczęło się z sandemizmu,
Margit Sandemo, kioskowy Homer lat 90-ych, była 

 

3(7)

 

pierwszą nauczycielką mojej poetyckiej wyobraźni:
Sandemo, a po niej dopiero – Herbert, i dopiero po
Herbercie – sympatyczna „córa życia” – Grethe Le-
rum. Dzień, w którym pomyliłem Margit Sandemo
z Maryją, wspominam dziś jako bardzo jasny – nie-
mal tak jasny, jak odsłonięte plecy Lucyny Winnic-
kiej w Pociągu. Naturalnie, wiele dałbym za to, by

 

4(6)

 

to Fredro, swobodnie i naturalnie, pisał bestsellery
takie, jak – Książę Czarnych Sal, Wiosenna ofiara,
Bestia i wilki, Martwe wrzosy Czy jesteśmy tutaj
sami? Czy wolno jednak wymagać aż tyle, i to od
ojca komedii? Oczywiście, że wolno…. Podobnie
jak od Ishiguro. Od nas, na co dzień, wymaga się

 

5(5)

 

gotycyzmu, więc od nich, od święta, powymagaj
my nieco kioskowej „szaropastoralnej” fantastyki
(przecież nawet Bergman to May Grethe Lerum, i
Tarkowski to May Grethe Lerum – spirytualizmu)
(przecież nawet ja to May Grethe Lerum-przecież

 

6(3)

 

nawet: May Grethe Lerum to May Grethe Lerum)
(majgreteleryzm, impresjonizm Nowego Świata i
Nowego Wieku, kto by pomyślał, całe – popołud-

 

7(2)

 

nie upływa mi na płytkim śnie, nic nie jest swoją
parą ni swoją opozycją – margitsandemizm „gna

 

8(1)


fredryzm”, „gna mussetyzm”, „gna nas” – gdzieś


            *


ku wzniesieniom prachat
                                        ).