Ziarnojadek wąsaty w posiadłości Medeiros
Ferreira Gullar,
"Brudny wiersz", przeł. Michał Lipszyc,
Ossolineum, Wrocław 2026, 88 stron
Zapoznając się z pozycją rodzaju „Brudnego wiersza” Ferreiry Gullara natrafiamy na dwie pułapki. Pierwszą z nich jest założenie doniosłości tego dzieła, i to założenie pożyczone, co wynika z niemożności bezpośredniego obcowania z kulturą, w której dany tekst uznano za doniosły. Ferreira Gullar jest poetą brazylijskim, a tekst „Brudnego wiersza” powstał w latach siedemdziesiątych, podczas wygnania Fellara w okresie panowania junty wojskowej, sytuacji politycznej bardzo ważkiej dla najnowszej historii tego kraju. Jako polscy czytelnicy nie jesteśmy w stanie do końca zrozumieć powodów, na podstawie których uznano istotność tej książki. Możemy oczywiście pojąć to rozumowo, ale nigdy tego nie poczujemy. To trochę tak, jakby ktoś z Belgii lub Szwecji chciał na podstawie jednej książki Andrzeja Sosnowskiego do końca zrozumieć całość aktu przebudowy horyzontu lirycznego polskiej poezji wynikający z recepcji twórczości tego poety i jednocześnie próbować pojąć zmianę idiomów poetyckich, jakie zaszły w polskiej poezji w związku z przemianami po roku 1989. Jedynym sposobem na uniknięcie tej pułapki jest odczytanie naiwne, ignorujące nieco kontekst historyczny i kulturowy. Jest to posunięcie podwójnie uwalniające, ponieważ odbrązawia tekst dla czytelnika, a autorowi daje szansę przemówić czystym tekstem, obronić się samą jego wartością bez odnoszenia się do akademickich przypisów z historii literatury. Po przyjęciu takiej strategii „Brudny wiersz” broni się jak najbardziej, a nawet nie tyle się broni, co podbija czytelnika.
„Poema sujo”, jak w oryginale nazywa się dzieło Gullara, to podzielony na kilka części kilkudziesięciostronicowy poemat, w którego centrum znajduje się pamięć, ciało i miasto. Podmiot w tej poezji pędzi, zmienia scenerie i wspomnienia, rzucając wokół siebie okruszki znaczeń układające się w nadspodziewanie poruszające wyobraźnię obrazy. Ważnym czynnikiem pomagającym w osiągnięciu tego efektu jest rozstrzelony, można by rzec post-futurystyczny układ wiersza, potęgujący wrażenie jednocześnie przygodności jak i uniwersalności rzeczy dziejących się w tekście. Dobrym przykładem tego zabiegu może być poniższy fragment:
w przeciwieństwie do układu słonecznego
tych systemów
nie podtrzymuje słońce lecz
ciała
które wokół nie go krążą:
nie podtrzymuje ich stół
lecz głód
nie podtrzymuje ich łóżko
lecz sen
nie podtrzymuje ich bank
lecz nieodpłatna praca
(Brudny wiersz, s. 66)
Na przestrzeni czterech wersów poeta przemierza odległość od kosmicznego do prywatnego, dosłownie od słońca do łóżka, dodatkowo wstawiając obraz w ramy dyskursu społecznego. Mimo iż już w tym fragmencie widzimy niezaprzeczalny kunszt autora, to nie jest niestety możliwe, by dostatecznie zaprezentować jego maestrię, ponieważ „Brudny wiersz” najlepiej funkcjonuje jako całość, jako konstelacja nawracających motywów, wizji i mikro-pieśni afirmujących opisywaną przez poetę piękną, ale i okrutną rzeczywistość. Jednym z najbardziej wdzięcznych dla mnie powracających motywów są opisywane z niezwykłą uważnością południowoamerykańskie ptaki:
A ja nigdy wcześniej nie myślałem że istnieje
historia ptaków
mimo że znałem ich tyle
od
szafranki krasnoczułej (w klatce
pana Nero) i gołąbka łuskowanego
(na grzebiecie dachu)
aż po ziarnojadka wąsatego
(te łapało się na łące w klatkę)
kardynałek krasnogłowy
wyglądał jak dygnitarz
w galowym stroju;
kleszczojad był pracownikiem
służb oczyszczania miasta;
urubu, Kreol we fraku;
bentewi wielki,
policjant w kepi
i gwizdkiem w ustach
wciąż zarobiony
(Brudny wiersz, s. 42)
Tak naprawdę nie wiemy jak wyglądają przywołane przez poetę zwierzęta, ale same ich nazwy są tak naładowane poetyckością, że poddajemy się urokowi przytoczonych strof. Możemy zauważyć tutaj drugą pułapkę, którą czytelnik nieświadomie zastawia na siebie podczas lektury „Brudnego wiersza.” Pułapką tą jest wynikająca z europocentryzmu idealizacja egzotyki. Nieznana wcześniej liryka, opisująca rzeczy dziejące się za oceanem, dziejące się w zupełnie odmiennej sytuacji kulturowej, a nawet zupełnie odmiennej strefie klimatycznej, oczarowuje nas innością. Jest to pułapka w którą wpadam bez żenady i tłumaczenia się. Nieznane wcześniej nazwy uwodzą samym swoim brzmieniem, ale jakże się nie zachwycić, kiedy ucho pieszczone jest nazwami takich miejsc jak Rua dos Prazeres, równina Perizes czy też posiadłość Medeiros. Na usłyszane nazwy nakładamy swoją mentalną siatkę poznawczą, całkowicie fałszywą, ponieważ posiadłość Medeiros Gullara nigdy nie będzie posiadłością z naszych wyobrażeń, wyobrażeń w których klisze przenikają się z autentyczną chęcią uczestniczenia w rzeczywistości opisywanej przez wiersz, które to doświadczenie będzie jednak zawsze trochę niedostępne. Podczas lektury „Brudnego wiersza” przypominamy trochę Amerykanina, który zapragnął sobie przyrządzić mizerię według znalezionego w sieci przepisu, albo w najlepszym przypadku znającego polską kuchnię z polskich restauracji na Greenpoincie. Zarówno on, jak i my wiemy, że to nie będzie ta mizeria, ale jego zaangażowanie jest autentyczne pomimo całkowitej imersji w symulacji.
Co nam pozostaje po zdaniu sobie sprawy z istnienia dwóch powyższych pułapek? Pozostaje to, co najważniejsze, czyli czysta przyjemność obcowania z tekstem, tekstem który zabiera nas tam, gdzie jeszcze nie byliśmy, a nawet, poprzez wspomniane pułapki, zabiera nas tam gdzie nie planował. Tak jak już pisałem wcześniej, „Brudny wiersz” należy brać jako całość. Przytaczanie jedynie jego wycinków jest jak fotografowanie fragmentu gobelinu, by udowodnić umiejętności jej tkacza. Pozwolę sobie jednak ponownie na ten daremny trud, w nadziei że fragment ten zachęci do całości:
To nie był dom: dom
ma krzesła stoły fotele
Może
świątynia? Ale
bez nisz bez ołtarza bez świętych?
Co to była ta niby fabryka?
gdzie wykuwał się wiecznie
w iskrach ściernic w hutniczym skwarze
gdzie wiecznie był innym
wieczorem
takim który nie miał nic z tego zmierzchu
który teraz widziałem w oddali
za drogą żelazną
za przystanią
za wodami rzeki Anil, tam
gdzie ślepnie od słońca za ruinami
fortu w Ponta d’Areia
u wejścia do zatoki
(Brudny wiersz, s. 19)
Rafał Derda
CZYTAJ TEŻ