DRAMATIS PERSONAE
i uwagi wstępne co do aktorów.
NARRATOR
Narrator jest po prostu głosem.
PROFESOR
Profesor musi mieć wąsy, ale nie jakieś bardo fantazyjne. Zwykłe. Jest ubrany elegancko, nim bardziej, tym lepiej, ale calutki na czarno. Wyjątkiem może być biżuteria, ale tylko w srebrze, nie w złocie. Dobrze, by palił cygaretkę, cygaro lub fajkę, ale za nic nie papierosa! Ma przy boku szpadę. Postury jest raczej „zdecydowanej”, brzuszek jest pożądany. Brodę może mieć.
GEORG
Poeta wszech czasów. Zdawać się musi młodszy od PROFESORA. Przystojny bardzo (w moim zamyśle blondyn, ale nie musi być). Najlepiej typ raczej delikatny, ale również musi mieć wąsy. Najważniejsze, by miał gest rozwlekły i rozmarzenie, ale i porywczość. Musi umieć ognistą mowę wygłosić i oddać zgrabnie ogromne uniesienie. Cały na czarno, ubrania przyległe. Bez biżuterii. Sylwetka szczupła, zgrabna. (Imię jego czyta się z niemiecka).
LAURA
Jest uosobieniem kobiecości, musi tą kobiecością epatować z całą siłą, również zmysłowością i seksapilem. Kształty musi mieć kobiece jednoznacznie, najlepiej ciężkie powieki. Cała na czarno. Bez biżuterii. Najlepiej obcisła sukienka.
LOKAJ
Jest ubrany jak typowy lokaj. Znudzony wiecznie. Też konieczny wąsik, ale bez brody.
ZŁY
Musi mieć piękne włosy, długie, zjawiskowe. Wąs/broda wedle uznania. Ma przy sobie szpadę. Cały na czarno, ubrania przyległe. Jeśli biżuteria, to złota.
WIELKI MISTRZ
Brodaty siwy starzec w białej lub lnianej szacie.
MAŁY MISTRZ
Tak samo jak wyżej, tylko czarna szata.
SCENA PRZED NUMERACJĄ ― PRZEDSTAWIENIE BOHATERÓW
[Ciemno, kurtyna nie rozsuwa się.]
NARRATOR
Teoria strun zakłada, że wszechświat składa się z co najmniej dziewięciu wymiarów. W ostatnim z nich spełnione są wszystkie czasy, zajścia i miejsca, wszystkie wersje wydarzeń są spełnione. Każda możliwa alternatywa rozwiązana na wszystkie sposoby, wszystkie możliwe scenariusze ― odegrane. Każdy żywy i martwy w każdej z istniejących chwil. Ale kilka szczególnych bytów zdołało się wydrzeć poza wszelkie wymiary za swoje szczególne osiągnięcia. Jednak istnienie w wysokich wymiarach lub wciąż poza nimi nie było dla nich przyjemne, dlatego wcielały się w formy czwartowymiarowe i modulowały wiązkami zdarzeń, biegami historii ― dla swojej wiecznej zabawy i nieskończonej radości ― tak, jak im było wygodnie. A jakie to byty? Pozwólcie, że je przedstawię, nim opowiemy jeden możliwy scenariusz spośród nieskończenie wielu, które pominiemy: [tu dalej wszystko mówi NARRATOR]
PROFESOR
[kurtyna się rozsuwa, PROFESOR wchodzi z lewej, staje na środku prezentuje się i po kwestii NARRATORA schodzi do prawej, kolejni tak samo].
Profesor, za swoje wybitne osiągnięcia w wielu dziedzinach nauki, zdołał wyrwać się poza ciąg zdarzeń, by pilnować spójności i logiki wszystkich wymiarów. To w jego bibliotece, metaforze jego umysłu, zapisane były dokonania wszystkich możliwych nauk. Jednego tylko znaleźć w foliałach biblioteki nie można było ― imienia samego PROFESORA. Wymazał je on ponoć z każdej z ksiąg, by móc zdradzić je tylko jednej osobie.
ZŁY [wychodząc pluje na scenę. może beknąć albo coś obrzydliwego…]
Poza wymiarami czaiło się również zło, okrutne, niesamowicie wulgarne, czystego zła uosobienie, ponieważ prawdziwa pełnia zło również musi zawierać. Znalazł się więc on, wstrętny i podły, zwany po prostu ZŁYM. Za to, że nie oddawał książek do biblioteki, nie doczytywał książek do końca, obcinał paznokcie podczas kinowego seansu „Pasji” Mela Gibsona, chodził w jeansach do teatru i słuchał w tramwajach słabego rapu z komórki, został strącony poza wymiary, by na wieczność być podłym skurwysynem.
LAURA
Laura, wybitna poetka, jest uosobieniem siły kobiecej ― piękna, wdzięku i delikatności. Za swoją łagodność i dobro znalazła się poza biegiem czasu i zdarzeń, by móc każdy wymiar ukoić swoją obecnością. Poza tym, gdyby nie uosobiona kobiecość ponad wymiarami, same chłopy by się po prostu pozabijały, to chyba jasne. Dlatego też bez niej wszystkie światy by się zapadły, jak męskie ego, nie pochwalone za przykręcenie półki z Ikei.
MAŁY MISTRZ i WIELKI MISTRZ
Było również dwóch mistrzów ― wielki i mały, mądrych i dostojnych, którzy poprzez tajemne buddyjskie praktyki połączone z notorycznymi przedawkowaniami LSD wydarli własną świadomość biegom rzeczy. A mądrość ich była arcywielka, bo była to Arcymądrość. Lecz dzielili się nią niechętnie.
LOKAJ
Największą zagadką jest skąd wziął się wśród nich LOKAJ ― czy podawane na czas dobrze schłodzonego mojito jest równie ważne co posiadanie całej wiedzy świata, lub bycia boginią kobiecości? Zdania mogą być podzielone… W każdym razie, usługiwał on wiernie wszystkim nadwymiarowym bóstwom, nigdy nie wołany, bo zawsze wiedział, kiedy nadejść.
[kurtyna]
Ale, ale! Ta historia zaczyna się od innej postaci. Zadecydowały wieki, że wydarł się poza czasy również największy z artystów, bóg sztuki, geniusz poezji wszystkich wymiarów. Więc: największym z poetów okazał się GEORG. Siedział on właśnie w piwniczce Auerbacha czekając na Laurę, która nawet poza biegiem czasu ― wiecznie się spóźniała.
AKT I
SCENA PIERWSZA ― PIWNICZKA AUERBACHA
[dwa krzesła i stół. GEORG siedzi, przy stole, na którym stoi szklanka mleka i przegląda album komiksów Andrzeja Mleczki, możliwie jak największy ― tak, by było dokładnie widać, co czyta. popija leniwie mleko. chwilę to trwa. dobrze by było, żeby palił fajkę identyczną jak w pierwszej scenie „Bękartów Wojny”]
LOKAJ [wchodzi]
Czy podać coś do mleczka, mistrzu?
GEORG [zaczyna się zastanawiać]
Mmm… Pasował by mi miodek.
LOKAJ
To rzecz oczywista! Pan sobie życzy felietony? Słowniczek?
GEORG
Lipowy, lipowy miodek do mleczka. [uśmiecha się]
LOKAJ
Ach. Nie spodziewałem się po panu. [wychodzi]
[GEORG siedzi jeszcze chwilę, pali, pije mleko, przegląda album. wchodzi LAURA]
LAURA
Georg!
GEORG [wstaje]
Witaj, Lauro! [ściskają się na powitanie] Siadaj, kochana. [LAURA siada, wchodzi LOKAJ, stawia słoik miodu przed GEORGIEM i do LAURY:]
LOKAJ
Coś dla najpiękniejszej? Może jabłuszko? [uśmiecha się z żartobliwą złośliwością]
LAURA [delikatnie puka w tacę, którą trzyma LOKAJ]
Mickiewicza dzieła wszystkie.
LOKAJ
Pani jak zwykle dowcipna. [kłania się, wychodzi]
GEORG
Czysta łagodność. [uśmiecha się]
LAURA
Wie, że żartuję, znamy się od wieków.
GEORG
W to nie wątpię. Ale nie przychodzisz chyba popijać mleczka i dowcipkować z lokajem…
LAURA
Nie, Georg, nie przychodzę popijać mleczka. Coś mi nie idzie w kształtowaniu bieżącego biegu czasu, i nie wiem co.
GEORG
Hmmm… a kiedy dałaś Chrystusa?
LAURA
Ze czterysta lat po Sokratesie…
GEORG
Dobrze, byle nie na raz… Gdzie się urządzasz?
LAURA
Najpierw w Grecji, potem w Polsce.
GEORG
Przeskok nie dla nowicjuszy. Literaturą się bawisz, jak mniemam, skoro przychodzisz po radę do mnie…
LAURA
Tak. Właśnie dlatego przychodzę do ciebie. Niby wszystko dobrze ― Gala nie ujawniam, Kochanowski daje podwały, potem tak jak zawsze, wiesz, romantyzm dość standardowo, z późnym Norwidem, Młoda Polska się delikatnie zlewa z pozytywizmem…
GEORG
Hmmm…
LAURA
No tak mi wyszło, ale mówiłeś, że to się zdarza…
GEORG
Fakt, to się zdarza.
LAURA
I potem nagle wszystko się wali, a XXI wiek to już totalna katastrofa. Mało kto czyta, ciągle tylko jakieś poradniki jak się wypróżniać, sonet mało kto nawet z tych, co się mają za poetów, umie napisać, Kapela mi się zalągł i to na raz z narodowcami, feministka dostaje Nobla…
GEORG
Feministka? W Polsce w XXI wieku? Jak to zrobiłaś?! Co się stało, że kobiety nie mają dotąd równych praw? Utopiłaś Safonę, czy co do cholery? Jakich praw nie przyznano dotąd kobietom?
LAURA
No właśnie przyznano wszystkie… A pod Safonę się nawet chwilę podszywałam…
GEORG
To skąd to, skoro mają prawa? Nie rozumiem…
LAURA
Nie wiem, Georg… Ja też nie…
GEORG
Laura, przecież to nie ma sensu…
LAURA [załamuje się i zaczyna łkać]
Wiem, Georg, wszystko było dobrze, przecież już mnie nauczyłeś…
GEORG [podchodzi, przytula ją delikatnie]
No już, już, spokojnie. Pójdziemy do profesora, może ci pomieszał coś dalekiego dla żartu ― dał wcześniej wojny punickie albo wykreślił Eddy…
LAURA [przestaje łkać]
Tak myślisz?
GEORG
Nooo… Albo Mieszka nie ochrzcił… Pilnowałaś?
LAURA
Myślisz, że by mógł?
GEORG
Wiesz, ma bardzo niewybredny dowcip i głęboki uraz do kobiecości…
LAURA
Ach, tak, tak… [zdaje się zmieszana]
GEORG
Ale żeby iść do profesora, musisz założyć to. [podaje jej sztuczne wąsy]
LAURA
Co to jest, Georg?
GEORG
Sztuczne wąsy. Profesor to Bóg wiedzy, ale nawet on ma swoje ograniczenia. Wie wszystko o filozofii i teorii literatury, ale tak naprawdę nie wszystko rozumie, bo teoria, czysta wiedza to nie wszystko. Profesor każdą istotę, która ma wąsa, uznaje za mężczyznę… Taki ma wyznacznik. I kropka. Kto wie, czy własnej męskości nie opiera na wąsie właśnie. Z kobietą raczej nie będzie chciał w ogóle rozmawiać…
LAURA
Georg, on jest ślepy, czy ty? Myślisz, że to zadziała? [przylepia wąsy] Przecież jestem esencją kobiecości. To tylko sztuczny wąs…
GEORG
He he, zaufaj mi. Chodźmy. [bierze ją za rękę i wychodzą na prawo]
[kurtyna]
NARRATOR
I poszli do profesora. Ten akurat wygłaszał jeden ze swoich wiekopomnych wykładów. Spytacie pewnie: „Komu wygłaszał, przecież nie miał do kogo poza wymiarami”. Otóż to. Ale gdy coś nie jest przeznaczone dla nikogo konkretnego, to najczęściej znaczy, że jest przeznaczone dla wszystkich. I wszystkim właśnie wygłaszał.
SCENA DRUGA ― WYKŁAD PROFESORA
[kurtyna rozsuwa się, PROFESOR wykłada w stronę widowni. jest jakby w trakcie. mówi bardzo powoli, z uczuciem i podniośle, gestykulując mocno]
PROFESOR
…widzicie, drodzy Państwo, efekt motyla można zastosować w pewnym sensie również do historii literatury i sztuki. Zajścia pozornie bez znaczenia potrafią całą resztę obrócić do góry nogami, jak w przewrocie akordu ― z komponentu stać się czynnikiem wiodącym i zmienić cały sens harmonii dziejów, a harmonia dziejów działa dokładnie tak, jak harmonia muzyczna. Dzieje się tak, bo jedno i drugie to tylko drgania i ich sumujące się struny. A stru…
LOKAJ [wchodzi]
Panie profesorze…
PROFESOR
Nie teraz, nie teraz, jestem zajęty! [odgania go, LOKAJ wychodzi] Na czym ja to… [gładzi chwilę wąsy] A tak, że jeden szczegół umiejscowiony odpowiednio potrafi zmienić sens całego dzieła, lub bieg historii! [gładzi się w zamyśleniu po wąsach] Ha! Wyobraźcie sobie, drodzy Państwo, że ― dajmy na to ― Nietzsche nie dostaje pomieszania zmysłów. Gdyby nie ten przeklęty koń, gdyby nie nic pozornie nie znaczący barbarzyńca, który go katuje… Gdyby nie to jedno spojrzenie, spojrzenie, drodzy Państwo! SPOJ-RZE-NIE tylko, to czy wtedy by na przykład…
LOKAJ [wchodzi]
Panie profesorze…
PROFESOR
Nie teraz, nie teraz! [odgania go, LOKAJ wychodzi] A więc tak, ― ― jeden szczegół wystarczy, by zmienić ogół. To również sąd estetyczny, fizyczny, chemiczny… Tak jak istnienie planety Ziemia uwarunkowane zostało przez szereg czynników, w których jedna zmiana mogłaby zrównać wszystko z ziemią… Jakkolwiek głupio to nie brzmi… [gładzi wąsa] Tak też jest z historią sztuki i nauki. Pomyślmy: gdyby jabłko kiedyś nie trafiło w głowę Newtona…
LOKAJ [wchodzi]
Panie profesorze…
PROFESOR [zdenerwowany]
Co?!
LOKAJ [spokojnie]
Pańska biblioteka płonie.
PROFESOR [łapie się za głowę i wybiegając krzyczy]
Co? Jak to możliwe? Jak to możliwe!
[kurtyna]
SCENA TRZECIA ― RUDERA ZŁEGO
[ZŁY siedzi przy stoliku, czyta coś Kafki ― musi być widoczne, że czyta akurat Kafkę ― i pije kawę. Ma minę wyrażającą odrazę i zniesmaczenie]
NARRATOR
ZŁY siedział właśnie w swojej zatęchłej międzywymiarowej dziurze i udawał, że czyta, ponieważ zło niemal zawsze coś udaje. A przed kim udaje, skoro wokół nikogo nie ma? A no, przed wszystkimi.
LOKAJ [wchodzi]
Czy jego skurwiałości podać coś do kawki?
ZŁY [ciska nagle książką w kąt, bardzo mocno]
Ha! Do Kafki? Jebać Kafkę!
LOKAJ
Miałem na myśli napój…
ZŁY
Zamknij się i słuchaj! Literatura tego zjebanego uniwersum rozpadnie się, a nim się rozpadnie, nie będzie łkała, a śmiała się! Śmiała ze swojego własnego upodlenia! Ludzie będą tępi i zadowoleni, bo będą tak otępieni, że nie będą widzieć, że są otępieni! Sztuka, kultura i intelekt upadną na ich oczach, zmienią się w szmatę do podłogi, którą będą ssać brudną i bezużyteczną mając to sobie za najdroższą słodycz, bowiem spaliłem, spaliłem pół biblioteki starego kurwiarza, PROFESORA!
LOKAJ
Kawał chuja z pana.
ZŁY
Dziękuję! Zrozum, prosty lokaju ― gdybym spalił całą bibliotekę, wznieśliby ją na nowo ― niemal identyczną, jak była. Ja zaś wypaliłem sześciowymiarową dziurę tam, gdzie teoria literatury mówiła o tragedii! Nie pojmą więc jej, choć się będzie działa, i na moich oczach będą śmiać się głupawo, nie rozumiejąc nawet, co się dzieje z ich sztuką, kulturą i innym ścierwem, na które sram! [spluwa] Ha! Sztuka, sztuka, sztuka! Jebać sztukę prądem. Będą się cieszyli, że ich umysły gniją. Będą jeść gówno i będzie im smakowało. Nawet nie zauważą, jak im teatry podmienię na freak fighty!
LOKAJ
To doprawdy chore. Jest pan zupełnie popierdolony.
ZŁY
Dziękuję! Czy ty wiesz, jaki wpływ to będzie miało na literaturę? Ani Leśmian, ani Norwid nie dostaną w życiu żadnej nagrody literackiej! Nagrody będą dawać za skandale, kolesiostwo albo pamiętniczki!
LOKAJ
To nie tylko skrajne kurestwo, ale i absurd.
ZŁY
Dziękuję! Ale słuchaj dalej! Schulza zastrzeli esesman już w czterdziestym drugim!
LOKAJ
Jest pan niewysłowienie podłym skurwielem.
ZŁY
Dziękuję! Ale słuchaj dalej! Nabokov nie dokończy „Oryginału Laury”! A oślepnie nie tylko Homer, ale i Joyce!
LOKAJ
Jest pan zupełnie popierdolony.
ZŁY
Dziękuję! A co tam dalej, działająca w XXI wieku feministka dostanie Nobla!
LOKAJ
To obrzydliwe.
ZŁY
Dziękuję! Mało tego! Jeszcze im się będzie podobać! PODOBAĆ IM SIĘ BĘDZIE! Bo będą rozumieć tylko komedię! Będą mieli za śmieszne, że im się sztuka wali, bo będą myśleli, że tak ma być! Że to jest sztuki rozwój, nie upadek!
LOKAJ
Idę się wyrzygać. [wychodzi]
ZŁY
Ale ja jestem popierdolony! Ja, ciemnie najpopierdolniejszy! [przewraca krzesło] Chuj wszystkim w dupę! Chyba pójdę zjeść kebaba w Teatrze Narodowym. Tak! Walić gruchę na koronacji Królowej Elżbiety albo puścić z głośników płytę Nergala na pogrzebie papieża! Tak, należy mi się chwila relaksu. [wychodzi, po chwili wraca, przewraca jeszcze stół i wychodzi]
[kurtyna]
SCENA CZWARTA ― PŁACZ PROFESORA
[pusta scena, pośrodku klęczy PROFESOR i łka z twarzą w dłoniach. po chwili wchodzi LAURA z GEORGIEM, podchodzą do PROFESORA]
GEORG
Panie profesorze! Co się stało, czemu tak pan płacze!
PROFESOR
Aaaaaaa!
GEORG [potrząsa profesorem]
Panie profesorze!
PROFESOR
Wielki poeto! Gdy powiem ci, czy zrozumiesz? Czy wy, co śpiewacie z serca umiecie poczuć, jak wam rozum niknie?
GEORG
Panie profesorze, niechże mi pan powie, niechże się pan uspokoi!
PROFESOR [nie zwraca uwagi na GEORGA, zwraca się nagle do LAURY]
Ach! Piękny młodzieńcze! Ty, ty prędzej pojmiesz mój żal, niż poeta. Z pewnością kochasz wiedzę, kto młody, ten powinien kochać wiedzę! Czy kochasz?
LAURA [zmieszana, starając się mówić nisko]
Ach! Profesorze, kocham wiedzę ponad wszystko!
PROFESOR [podchodzi do LAURY i dotyka jej ramienia, patrzy jej w oczy]
Spłonęła, wspaniały umyśle, spłonęła moja biblioteka. A właściwie jej część. Cała część teorii literatury, cała część poetyki, która traktowała o tragedii ― jest popiół, nie diament. Czy rozumiesz, zacny młodzieńcze? To tak dokładnie, jakby mi kto pół mózgu wypalił…
GEORG
Jak to, profesorze? Cóż to znaczy?
PROFESOR
Poeto! Ty tylko uczucia swoje umiesz pięknie ująć, a nie wiesz, co się wokół dzieje! Teraz już nikt nie zdolny pojąć będzie twoich heksametrów, gdzie miłosny zawód opiszesz szumem drzew! Tylko śmiać się będą! Zatopieni w bólu będą grymas mieć za uśmiech! Niezdolni pojąć ni dystychu z Shakespeare’a oglądać będą freak fighty, soap opery albo wrestling, bo z teatru nic już pojąć rady nie dadzą! To nie tylko mój upadek, lecz i twój!
GEORG
Profesorze! Kto mógł to zrobić?
PROFESOR [ironicznie]
Nie wiem, nie wiem, może lokaj…
GEORG
Lokaj?
PROFESOR
Stało się! Ja pół mózgu nie mam a ty i tak jesteś debilem… Dżordż.
GEORG
Mam na imię GEORG!
PROFESOR
Pisze się prawie tak samo…
GEORG
To dwa różne imiona!
PROFESOR
Nie zesraj się, DŻORDŻ.
LAURA
Panowie! Nie czas na sprzeczki! Giną w ludziach serca i umysły! Wszak poza wymiarami tylko jeden jest zły! On to musiał zrobić!
PROFESOR
Ach! Dzielny młodzieńcze! Masz rację, po stokroć! Twój wielki umysł i bystre spojrzenie napawają mnie otuchą i dumą! Racja! To ten podły skurwysyn musiał zaprószyć ogień w foliałach mojego umysłu!
GEORG
Ale co dalej, profesorze! Jak to naprawić?
PROFESOR
Nie wiem. Już w żadnym świecie nie pozostała ni karta mówiąca o tragedii… Sześć wymiarów dziury! Nic nie pamiętam. Jak pokierować teraz biegiem rzeczy… Wiem! Zabiję!
LAURA
Nie! Profesorze! To nic nie da! Przecież teraz tylko Zły pamięta ustępy o tragedii! Wszak co dobro zapomni, to właśnie jest w rękach zła!
PROFESOR
Och! Szlachetny chłopcze! Nadziejo nasza, ostojo! To Łaska, że jesteś z nami! Masz rację! Umysł twój zaprawdę godny jest mojego uznania, a mądrość podziwu!
GEORG
Ale co robić! Co robić?
PROFESOR
Cóż, może spróbuj o tym napisać bardzo smutną balladę, DŻORDŻ.
GEORG
Mam na imię GEORG!
PROFESOR
Pisze się prawie tak samo…
LAURA
Panowie! Opanujmy się! Nie czas na sprzeczki i akty wzajemnej agresji! Nic na niej nie zyskamy, Złego zabić nie możemy! Trzeba się prędko udać do WIELKIEGO MISTRZA. On z pewnością podpowie nam, co robić dalej!
PROFESOR
Młodzieńcze! Twój intelekt i zimna krew nie przestają mi imponować! To doskonały pomysł! Zaiste, gdybym nie ja był światów intelektem, ty byś był! Idź u mego boku! Będziesz mi godnym towarzyszem! [bierze LAURĘ pod rękę]
LAURA [zadowolona z tego] Tak, chodźmy!
PROFESOR [idą z LAURĄ w prawo]
Słyszałeś? Idziemy, DŻORDŻ.
[kurtyna]
GEORG
Mam na imię GEORG!
AKT II
SCENA PIĄTA ― DROGA DO WIELKIEGO MISTRZA
[wszyscy troje z poprzedniej sceny wychodzą lewej, LAURA z PROFESOREM pod rękę, GEORG za nimi ― jakby kontynuowali rozmowę]
LAURA [do profesora]
… i jak się da później Wojny Punickie, to Kartagina wygrywa, Horacy się nie rodzi i wszelkie toposy nikną…
PROFESOR
Tak jest, szlachetny młodzieńcze. Twoje rozumienie biegu dziejów z pewnością pozwoliłoby na wykreowanie prawdziwego raju. Doskonale wiesz, co robić!
LAURA
Może przystaniemy na chwilę?
PROFESOR
Doskonała rada, jak zwykle masz rację. Dobrze mieć kompana, którego słowa są jak kute ze złota. Jednak nie stójmy zbyt długo. Śpieszno mi usłyszeć, co mam zrobić. I już niebawem zawrócę biegiem dziejów jak karuzelą! Ocalę literaturę i sztukę!
GEORG
Ty ocalisz?
PROFESOR
A kto? Ten zacny młodzieniec zapowiada się wzorowo, lecz to młodzieniec jeszcze…
GEORG [podchodzi nieco bliżej do profesora]
Cóż ty wiesz o sztuce? Ni sonetu byś nie upisał, choćby ci miały wąsy zwiędnąć. Tyle wiesz, że czternaście wersów, tyle wiesz ― jaki rym, ile sylab. Masz tylko pusty szkielet, którego to ja jestem tchnieniem, to ja uczuciami władam nad sklepieniem wszystkich możliwych czasów! A ty ― wiesz cokolwiek o sercu, co nie anatomia?
PROFESOR
Tak? [ironicznie] Próbuj więc beze mnie ― bełkotem niespójnym opętanego niespełnioną miłością szaleńca komukolwiek powiedzieć, co czujesz! Jak powiesz? Zaś gdy nie powiesz, udowodnij, że czujesz naprawdę! Kim będziesz sam w sobie zamknięty? Monadą rzekomo drżącą, lecz wewnątrz tylko! Nie, nie tylko wiem, gdzie serce! Ja mówię gdzie ma być i tam gdzie powiem, to będzie! Ja ocalę literaturę i ja jej nadam kształt. A ty w niej zamieszkasz, gdy zechcę!
GEORG
Żałosny pyszałku! Ty, który zliczysz wersy, lecz ich nie przeczytasz, który je opracujesz, lecz ich nie doznasz. Skrzywdzony niegdyś, niezdolny już czuć szaleńcze, który w skostniałych, nieprzechodnich wzorach swoich intryg pojąłeś z miłości tylko tyle, że jest przeciwieństwem nienawiści…
PROFESOR [wyciąga energicznie szpadę i celuje w GEORGA ― wrzeszczy]
Hamuj się, poeto!
LAURA [wbiega między nich]
Przestańcie, przestańcie! [zaczyna szlochać i odpada jej wąs]
PROFESOR [podchodzi do niej]
Młodzieńcze… [LAURA spogląda na niego, PROFESOR widzi, że nie ma wąsa, cofa się] Cooo! Kobieta! [do GEORGA] Wiedziałeś?
GEORG
A ty nie, o najmądrzejszy? Nie było tego w twoich scenariuszach? [przedrzeźnia go] O, jaki jestem mądry, znam całą tabliczkę mnożenia…
PROFESOR
Morda, Dżordż.
GEORG
Czyta się z niemiecka…
PROFESOR [patrzy raz na jedno raz na drugie i do GEORGA, LAURA przestaje łkać]
Co za przekleństwo. Więc już tylko w nas dwóch ― skłóconych nadzieja. Opuszczam szpadę, poeto. Co według ciebie powinniśmy robić?
LAURA
Przecież mieliśmy iść do Wielkiego Mistrza…
PROFESOR
Milcz, kobieto! [do GEORGA] Co teraz, poeto? Mózg mam przepalony…
GEORG
Musimy iść do wielkiego mistrza.
PROFESOR
Racja. Dobrze mówisz. Wyruszajmy zatem. A z nią co?
GEORG
Pójdzie z nami. Krzywdy od niej nie doznasz. Weźmy ją.
PROFESOR
Niech będzie ― wozem pięciokonnym podjedziemy do Mistrza!
LAURA
Tylko proszę, nie wyciągaj już szabli.
PROFESOR
Milcz, kobieto!
GEORG
Niech pan schowa szablę, profesorze. Nie będzie potrzebna.
PROFESOR
To nie takie pewne, ale niech ci będzie. Ruszajmy w drogę. [chowa szpadę] Chowam ją tylko dla ciebie, żebyś się po drodze nie zesrał, Dżordż.
LAURA
To się czyta z niemiecka.
[kurtyna]
PROFESOR
Milcz, kobieto!
SCENA SZÓSTA ― RADA WIELKIEGO MISTRZA
[WIELKI MISTRZ siedzi po środku sceny w pozycji lotosu, ma zamknięte oczy, wkoło unosi się dym, LAURA, GEORG I PROFESOR wchodzą od lewej]
PROFESOR
Oto i on ― przemówię do niego.
LAURA
Profesorze, może to ja powinnam, jestem łagodniejsza…
PROFESOR
Milcz, kobieto!
GEORG
Laura chyba ma rację, profesorze.
PROFESOR
Zamknij się, Dżordż.
GEORG
Mam na imię…
PROFESOR [ignorując go]
O, wielki mistrzu! Wysłuchaj nas, proszę! Potrzebujemy twojej rady w obliczu tragedii wielu światów! Dopomóż nam swoją mądrością, zejdź z krainy wiecznej psychodelicznej nirwany do nas ― choć na dystych! O! Wielki mistrzu!
WIELKI MISTRZ [otwiera oczy]
Czemu budzicie mnie, śmieszni bogowie?
PROFESOR
Nie możemy sobie poradzić ― z jakiegoś powodu, lub raczej wielu powodów, jak sądzę. Historia literatury upada na naszych oczach. Czytelnictwo zanika, a ludzie nawet nie widzą tego!
GEORG
Schulza zabijają w czterdziestym drugim!
LAURA
A Nabokow nie kończy…
PROFESOR
Milcz! Wielki mistrzu! Dopomóż nam!
WIELKI MISTRZ
Zaprawdę, źle się dzieje, ja to w snach widziałem. Teraz, nie wiem czemu, dziwnie mnie to bawi. Pomogę wam. Ale musicie najpierw odpowiedzieć na trzy zagadki. Każde z was po jednej.
PROFESOR
Łaskawy mistrzu! Prosimy o nie, byś przekonany o naszym zaangażowaniu zechciał udzielić rady. Słuchamy!
LAURA
Czy będą trudne, o wielki mistrzu?
WIELKI MISTRZ
To zależy, co wam sprawia trudność. Wielki poeto, tobie przypada pierwsza z nich.
GEORG
Słucham, wielki mistrzu, jestem gotowy! Jak brzmi zagadka?
WIELKI MISTRZ
Powiedz miii, co to jest: zarazem częstsze i rzadsze?
LAURA
Wielki mistrzu! To nie jest śmieszne! Wszyscy znają odpowiedź! Przecież wielki poeta nie wypowie głośno tego słowa ― ― słowa na „b”!
WIELKI MISTRZ
Na beee? Na „b” się nie liczy!
GEORG
Wielki mistrzu, nie przejdzie mi to przez gardło.
WIELKI MISTRZ
No, przez gardło na pewno nie!
PROFESOR
Ha! Co to za poeta, co się słów boi! Zginie więc literatura za twoją nadętą stylistykę! W sonecie byś to może opisał, wymigał się jakoś, ale w jednym już nie potrafisz!
GEOR
Jak możesz!
PROFESOR [śpiewa]
Literatuuura ginieee!
LAURA
Georg, proszę. Zrób to.
GEORG
Nie ma wyboru. Odpowiedź to biegunka.
WIELKI MISTRZ [śpiewa]
Na be się nie liii-czyyy.
LAURA
Georg, proszę…
GEORG
Zatkaj uszy Lauro, zrobię to. [Laura zatyka uszy] Odpowiedź to sraczka, wielki mistrzu.
WIELKI MISTRZ
Głośniej, głośniej! [śpiewa]: Literatuuura ginie…
GEORG
Odpowiedź to SRACZKA!!!
WIELKI MISTRZ [uderza ręką w udo i krzyczy]
Dobrze!
PROFESOR
Ależ ty jesteś wstręciuch, Dżordż. Kto by pomyślał…
GEORG
Ciesz się z mojego bólu, padalcu, wszak cię on ocala.
PROFESOR
O ho ho, padalcu! Bardzo brzydko, Dżordż.
LAURA
Przestańcie! Wielki mistrzu, prosimy o kolejną zagadkę.
WIELKI MISTRZ
Cóż, profesorze, co to jest: im cięższe, tym łatwiejsze?
PROFESOR [krzyczy uradowany]
Ha! Kobieta!
WIELKI MISTRZ [klepie się mocno w udo i krzyczy]
Dobrze!
LAURA
Jak możecie!
GEORG
To niesamowicie upokarzające cię, że znałeś odpowiedź.
PROFESOR
Wiedza, wiedza, wiedza!
GEORG
Nic nie jest warta ta twoja wiedza przy takiej podłości, skrzywdzony jesteś, dlatego chcesz krzywdzić innych. Boli serduszko, erudyto? Czy nie boli, bo nie masz?
PROFESOR [wyjmuje szablę]
Hamuj się, wierszokleto!
LAURA [zaczyna łkać]
Przestańcie! Proszę! [chwilę stoją, po czym PROFESOR chowa szpadę] Czas na mnie. Wielki mistrzu, czekam. Jaka to zagadka?
WIELKI MISTRZ
Jaka to zagadka? Dwie kulki i armatka!
PROFESOR
Ha!
GEORG
Wielki mistrzu! Na Boga! Czystej kobiecości chcesz włożyć w usta to na „P”? Przecież to gwałt!
WIELKI MISZTR
Na peee? Na „p” się nie liczy!
LAURA
Nie, wielki mistrzu! To mi przez gardło nie przejdzie! Nigdy! Niech ginie literatura! [zaczyna łkać w dłonie]
PROFESOR [do GEORGA]
To już przesada.
GEORG
Polegliśmy więc wszyscy. [i do WIELKIEGO MISTRZA] A ty gwałtem chciałeś…
LOKAJ [wchodzi z prawej]
Dobry wieczór, bogowie. Podać coś? Mojito? Jacka na skałkach?
PROFESOR
Lokaju! Zjawiasz się w czas! Jakkolwiek głupio to nie brzmi… Podaj nam rozwiązanie zagadki!
LOKAJ
Jaka to zagadka?
WIELKI MISTRZ
Dwie kulki i armatka.
LOKAJ [bez zastanowienia]
Odpowiedź to KUTAS.
WIELKI MISTRZ [klepie się w udo i krzyczy]
Dobrze!
LOKAJ
Mam też świetne fryteczki… [i do GEORGA]: Ciepła fryteczka dobrze koi usteczka!
GEORG
Nie, dobra duszo, dziękujemy. Spełniłeś swoją rolę. Możesz nas opuścić. [LOKAJ wychodzi na lewo]
LAURA [krzyczy za nim]
Dziękuję ci, dzielny lokaju!
PROFESOR
Wielki mistrzu! Spełniliśmy swoją część umowy. Udziel nam teraz swojej arcymądrości! Powiedz, jak ocalić literaturę!
WIELKI MISTRZ [mówi, a aktorzy powoli się nużą]
Pierwsze, co musicie wiedzieć, to że naoczna bezpośredniość przedstawia współczesny świat w odniesieniu do jego potencjalności, do rozciągłego podziału na atomowe aktualności oraz w odniesieniu do schematu perspektywicznych relacji, które w ten sposób doprowadza do skutku, ale nie dostarcza żadnej informacji co do rzeczywistego zatomizowania tej współczesnej realnej potencjonalności. Ze względu na swoje ograniczenia, naoczność stanowi ilustrację teorii, zgodnie z którą współczesny świat dzieje się niezależnie od zdarzenia aktualnego…
PROFESOR
Eee, dobrze, dziękujemy wielki mistrzu. Już wszystko pojąłem. Wpadniemy jeszcze, kiedy indziej. [do LAURY i GEORGA] Chodźmy. [wychodzą do prawej]
[kurtyna]
SCENA SIÓDMA ― ZNÓW U AUERBACHA
[LAURA, PROFESOR i GEORG siedzą przy stoliku na środku sceny, kurtyna się nie rozsuwa]
NARRATOR
Po otrzymaniu „rady” od wielkiego mistrza nasi bohaterowie musieli na chwilę zatrzymać się u Auerbacha.
[kurtyna]
GEORG
No i co, umyśle nad umysłami, powiedz nam ― co to znaczy, że: naoczna bezpośredniość przedstawia współczesny świat w odniesieniu do jego potencjalności do rozciągłego podziału na atomowe aktualności oraz w odniesieniu do schematu perspektywicznych relacji? Hmmm? I co w związku z tym robić?
PROFESOR [wściekle]
To, co ci podpowiadają uczucia, Dżordż!
GEORG
Nie tylko one podpowiadają mi, że wielki mistrz jest totalnie odklejony! Chyba i jemu pół mózgu wyżarło!
PROFESOR
To wielki umysł!
GEORG
Tak? Więc co dalej? Odkleił się nawet od zaświatów z nadmiaru kwasa i nirwany! Proszę, co wynika z jego przeintelektualizowanego bełkotu?
PROFESOR
Hamuj się, Dżordż! To nie byle kto!
GEORG
Ha! Mędrzec! Wybitnie bezużyteczny mędrzec! Tak się kończy wasz intelekt! Zmienia się w pustą formę, płaszcz bez muszkietera! Nic dziwnego, że nie masz w księgach jego mądrości, bo jej po prostu nie ma!
PROFESOR [wstaje]
Odszczekaj to, wierszokleto!
GEORG [też wstaje]
Oooo! I zaraz co, twój wybitny umysł podpowie ci, żebyś wyjął szpadę?
LAURA
Przestańcie, przestańcie!
LOKAJ [wchodzi]
Bonjour! [patrzy na stojących] U-la-la! Czy nie w porę?
PROFESOR
Nie w porę. Won! [LOKAJ chce odchodzić]
LAURA
Nie! Dobry lokaju! Poczekaj! Raz już nas ocaliłeś. Dziękuję ci za to. Wielki mistrz nam nie pomógł, powiedz, jeśli wiesz, co zrobić? Co robić dalej?
LOKAJ
To idźcie do małego mistrza.
PROFESOR i GEORG [jednocześnie łapią się za czoła i mówią jednocześnie]
No tak! Mały Mistrz!
PROFESOR
Wiedziałem!
GEORG
Tak czułem!
LOKAJ
Panowie zawsze mają rację. [kłania się i wychodzi]
GEORG [mocno ironicznie]
Szczęście, że jest z nami twój intelekt, profesorze.
PROFESOR
Zamknij się Dżordż, nie ma czasu na pielęgnowanie twojej przeczulicy. Idziemy! [wychodzą do prawej]
[kurtyna]
LAURA
Jesteście okropni.
SCENA ÓSMA ― MAŁY MISTRZ
[MAŁY MISTRZ siedzi na środku sceny w pozycji lotosu, ma oczy zamknięte, LAURA, PROFESOR I GEORG wchodzą od lewej]
PROFESOR
[cicho do reszty] Ciii. Ja do niego przemówię. To wielmożny mędrzec. Byleście nie tytułowali go „mały” przy zagadkach. Nie lubi tego, a jest naszą ostatnią szansą.
GEORG
To może ja tym razem?
PROFESOR
Japa, Dżordż. Patrz i ucz się.
GEORG
Mam na imię…
PROFESOR [głośno]
O!, czcigodny mędrcze! Przychodzimy do ciebie by pokornie prosić o radę. Literatura i sztuka upadają na naszych oczach, nie wiemy, co na to zaradzić. Jedynie w umyśle Złego zachował się element, którego potrzebujemy. Dlatego użycz nam, błagamy, części swojej mądrości. Pokornie, pokornie prosimy. W obliczu tego czekamy cierpliwie, aż zadasz nam trzy zagadki, byśmy rozwiązując je wykazali się przed tobą zaangażowaniem i szczerą chęcią rozwiązania problemu. Słucham, wielki mędrcze. Jak brzmi pierwsza zagadka?
MAŁY MISTRZ [otwiera oczy i patrzy na PROFESORA]
Pojebało cię?
PROFESOR
Yyyy, mistrzu, prosiłem pokornie o zagadki, żeby…
MAŁY MISTRZ
Literatura ci pada, a ty chcesz zagadki? Ochujałeś, czy ci pół mózgu odrąbali?
GEORG [podchodzi do MAŁEGO MISTRZA]
Mistrzu, dopomóż nam! Nie wiemy, co robić., co jest przyczyną tego wszystkiego?
MAŁY MISTRZ
Kolejny upośledzony. Macie jedną ostoję czystego zła w tym uniwersum i nie wiecie, co jest przyczyną…
LAURA
Ale on ma element, którego potrzebujemy…
MAŁY MISTRZ
To mu zabierzcie.
LAURA
Ale co robić, by oddał nam swoją część wiedzy? Jak sprawić, by jego zło osłabło? Jakim dobrem i pięknem dotrzeć do niego, jak go do tego nakłonić? Uczuciem? Intelektem?
GEORG
Właśnie! Co robić?
MAŁY MISTRZ
Trzeba się napierdalać.
LAURA
Słucham?
MAŁY MISTRZ
Napierdalać. Nie wszystko da się załatwić uczuciem i intelektem. Jak cię napadnie frajer w ciemnej bramie na Szmulkach, to co? Wyłożysz mu etykę platońską, czy powiesz, żeby przestał, bo bardzo go kochasz? Nie ma rady. Poza tym przepowiednia głosi, że literatura i sztuka tego uniwersum nie mogą zostać ocalone, nim się miecze nie zetkną! ― ― Jak dla mnie, musicie się napierdalać.
PROFESOR
Ha! Więc jednak! Przebiję go jak świniaka i wtedy, wtedy mi powie! Oto i mądrość, umieć mądrość odkładać! Więc jednak mój miecz go zwycięży!
GEORG
To szpada.
PROFESOR [wybiega na prawo, krzycząc]
Już ja z niego wycisnę tragedię!
LAURA
Poczekaj!
LAURA
Chce biec za nim. [łapie ją GEORG]
GEORG
Stój, to nic nie da.
[kurtyna]
GEORG
Przepowiednia to przepowiednia.
AKT III
SCENA DZIEWIĄTA ― OSTATECZNE STARCIE
[ZŁY siedzi przy stoliku, PROFESOR wbiega z lewej ze szpadą w ręku]
PROFESOR [nie podchodzi blisko ZŁEGO, są oddaleni]
Ha!
ZŁY [wstaje, też wyjmując szpadę]
Uuuu! W końcu mnie znalazłeś, tępy chuju!
PROFESOR
Pytałem o najpiękniej pachnącego prymusa!
ZŁY
Byłem nim, zanim się przy mnie zesrałeś ze strachu, wywłoko!
PROFESOR
A wiesz co! Słyszałem, że przyjąłeś komunię świętą i dostałeś bardzo dobry z zachowania w szkole!
ZŁY
Osz ty tępy śmieciu! A ja słyszałem, że nie rozumiesz ontologi procesualnej!
PROFESOR [wyraźnie tym dotknięty]
Oooo! Wara mi od ontologii procesualnej, grzeczniutki chłoptasiu!
ZŁY
I mówili mi, że nie doczytałeś Kanta!
PROFESOR
Cooo! Dość tego, stęchły kurwiarzu!
ZŁY
Kurwiarzu, o dziękuję! Chodź, zaraz ci upierdolę tego pięknego wąsa!
PROFESOR [przez chwilę milczą, opuszcza szpadę i dotyka wąsa]
Myślisz, że jest ładny?
ZŁY [opuszcza szpadę]
Całkiem zgrabny. Ale mógłbyś lekko przyciąć z lewej. Byłby równiejszy.
PROFESOR [gładzi wąsa]
Hmmm, może i tak. Masz takie piękne włosy… Mogę dotknąć?
ZŁY
Mmmm, no w sumie.
PROFESOR [podchodzi i dotyka jego włosów]
Niesamowite, co robisz, że są takie mocne i dobrze ułożone?
ZŁY [wyciąga z kieszeni buteleczkę i pokazuje do widowni jak w reklamie]
Używam ultra złej odżywki wedle własnej receptury o nazwie Codzienny Zapierdol, która sprawia, że wszystko nabiera mocy i spójności.
PROFESOR
Ooo, a na czym ona jest?
ZŁY
Na ambicji i braku życia towarzyskiego.
PROFESOR
Niesamowite. Czy mógłbym i ja spróbować?
ZŁY
Niech ci będzie. Ale nie za dużo. Łatwo przesadzić z Codziennym Zapierdolem.
PROFESOR
Pomożesz mi zastosować to na wąsa?
ZŁY
No dobrze, tylko ostrożnie. [do publiczności] Daje efekty już od pierwszego dnia!
PROFESOR
A tak w ogóle, to przepraszam za tę Komunię Świętą…
[kurtyna]
ZŁY
Ja też przepraszam za tego Kanta… Wiem, że doczytałeś.
SCENA DZIESIĄTA ― ZGODA
[ZŁY i PROFESOR siedzą przy stole pochyleni nad stertą papierów, profesor ma przylepionego przeogromnego wąsa]
NARRATOR
I tak, zgodzili się co do tego, że w dobrej literaturze musi być też nieco złego smaku. Zebrali więc intelekty i uzbrojeni w „Codzienny Zapierdol” budowali historię sztuki.
PROFESOR
Czemu Norwida dałeś tak późno?
ZŁY
Bo wcześniej nie napisze o Szopenie i…
PROFESOR
Aaa, tak, tak, tak, widzę.
ZŁY
A tu Chrystusa musisz ukrzyżować.
PROFESOR
Nieee no, nie będę…
ZŁY
To patrz, co się stanie, jak nie ukrzyżujesz.
PROFESOR
O cholera! Dobra. Krzyżujemy.
ZŁY
A ten z Austrii niech koniecznie wygra wszystkie konkursy malarskie, bo jak nie, to się weźmie za politykę i popatrz…
PROFESOR
Ojojoj, tak, pierwsze miejsce we wszystkich konkursach. [wzdycha] Niby już wszystko, ale wciąż coś nie gra.
GEORG [wchodzi]
Panowie czegoś szukają?
PROFESOR
Ech, jestem ci winien przeprosiny… Bez ciebie ten scenariusz nie ma sensu. Uczucie, jak widać, przychodzi zawsze we właściwej chwili, by wszystko poukładać. Chapeu bas, Georg.
GEORG
Przyjęte, profesorze. Ale pytanie od Wielkiego Mistrza uświadomiło mi, że potrzebujemy nie tylko swoich podobieństw, ale i przeciwieństw. Mój piękny język lubi jednak czasem nieco pikanterii. Wszak poezja też czasem zawierać musi trochę świntuszenia.
ZŁY [wstaje]
Och, wielki poeto! Czyste zło bardziej kusi czyste uczucie niż czysty umysł! Pozwól, że ci kilka grzechów pokażę, troszkę bluźnierstwa i świństwa.
GEORG
Chodźmy, podły skurwysynu.
ZŁY
Ho ho, to lubię! Już ci dobrze idzie! [wychodzą pod rękę]
PROFESOR [wciąż przy stoliku]
Ok., Norwid, Chrystus, Aleksandria ― OK., wojny punickie, Austryjak nagrodzony… Kurcze… Jeszcze to… Moje wielkie dzieło! [pochyla się nad kartami, bierze ze stolika książkę (której tytułu nie może pokazać widowni) wstaje i w zadumie maszeruje na środek sceny. po chwili z lewej wchodzi LAURA]
LAURA
Profesorze… Właściwie… Michael [czyt. miˈkɛːle]…
PROFESOR
Mam na imię Michelle… Z angielska…
LAURA
Skąd miałam wiedzieć, pisze się prawie tak samo. Poza tym, Michelle…
PROFESOR
Lauro…
LAURA
Czy naprawdę mnie nie poznałeś?
PROFESOR
Ha! Niby jak miałem cię poznać, wszystkie jesteście takie same…
LAURA
Jestem tu CHYBA jedyną kobietą!
PROFESOR
Tym bardziej!
LAURA
Nie możesz się wiecznie gniewać…
PROFESOR
Technicznie rzecz biorąc właśnie mogę… To największy grzech nie doczytać czyjegoś utworu, nie poznać końca! Zaraz obok chodzenia w jeansach do teatru… Miałaś być moją pierwszą recenzentką, tą która pierwsza zobaczy…
LAURA
Michelle, obiecuję, doczytam, chcę zobaczyć, jak się kończy.
PROFESOR
Poza tym obawiałem się, że będziesz wolała Dżordża…
LAURA
Georg jest gejem…
PROFESOR
Tak? Hmmm… Albo Złego! Zło jest przecież niesamowicie pociągające!
LAURA
Zły też jest gejem…
PROFESOR
Ach, więc to takie zetknięcie mieczy uratuje literaturę według przepowiedni…
LAURA
Michelle, proszę, chcę zobaczyć, jak się kończy. [podchodzi do PROFESORA] A tytuł?
PROFESOR
Tytuł będzie „Wąs Profesora”. [daje jej książkę na której widownia ma widzieć tytuł] Trzeba mu już tylko spojrzenia. Niech się zagną w nim możliwości w akty, pozakrzywiają funkcje falowe. Literaturze trzeba już tylko spojrzenia. Tylko spojrzenia.
[kurtyna]
LAURA
Nie, Michelle. Potrzeba jeszcze serca.
Wojciech Zamysłowski
CZYTAJ TEŻ