1
Taki to mundur,
zatokowy surdut.
Wkładam ręce, nogę,
do kieszeni głownię.
Wciskam guziki
przez czarne dziurki.
Zgubiłem mimikę.
Użyję szminki z gór.
Uszyty na miarę
śliskiej damy
(Pani, ćwierkaj za nami)
zatokowy surdut
pomieści mnie
od treści do pięści.
2
Pterodaktylu,
wyjdź za mnie.
Wyjdź przeze mnie,
wyjdź zamiast mnie.
Podaj mi dłoń,
powtarzaj.
Puść moją głowę,
puść mnie.
Ptaków nie ma na mapach,
ciebie nie ma naprawdę,
nawet jutro,
wystąp, jeżeli umiesz.
Utoń,
powieś się za oknem.
3
Sumienie ruszyło pingwina
(kto się połapał, ten trąba).
Głód stopniał.
Przegryzła się ściana.
Wysłuchaj nas, pranie na wietrze.
Nie ucz
dzieci
Ojca robić –
w koszty zostały wrzucone.
4
Gdy byłem dzieckiem,
nie było jeszcze dinozaurów.
Interesowała mnie Biblia i obrazki święte.
Aż jeden ksiądz potargał mi głowę.
Wybaczył mi grzech, który mi wmówił.
Ile zawdzięczam tej stracie,
tyle po niej płakałem.
Może nawet plus nieskończoność.
Mniejsza z tym.
Dziś już są dinozaury.