I.
Każdy element pozostaje nieprzystający. Wszystko może być
zarzewiem konfliktu. Zbyt proste podziały, nietrafne skojarzenia
wpływają na własny osąd. Wiedzieć nie oznacza czuć i zgodzić się.
Lepsza pustka niż niebezpieczny przechył. Brak niż niejasny kształt.
Wzrok biegnie ku barwom i symbolom. Reakcja zachodzi do wewnątrz,
na opak. Może pod wpływem, przez złogi zagrzybienia ukryte głęboko.
Są tylko z natury zwaśnione strony. Porozumienie czy dialog nie ma
racji bytu. Bagaż błędów i kropla racji po każdej z nieistniejących stron.
Nie ma sensu wśród widm szukać potwierdzenia i odpowiedzi.
II.
Istnieje ryzyko całkowitego zakleszczenia ‒
wtedy nie wiadomo już będzie, skąd pochodzi ból
wydrążonego z miąższu owocu, jakby ktoś
wprowadził świderek między gałkę oczną
a górną powiekę i zakręcił parę razy,
aby upodobnić się do kamiennych rzeźb
przeżartych przez czas i codzienne zjawiska
lub specjalnie poddanych rozpadowi
w trakcie tworzenia, na dowód,
że nawet zniszczenie może być piękne.
III.
Nie można pojąć tego procesu, rozpoczętego nie wiadomo kiedy,
zmieniającego postać z dnia na dzień, z godziny na godzinę i dalej,
co trwa, jak się okazuje, od zawsze. Kalejdoskopowe przerzucanie
jest częścią większej całości sunącej w nieznanym kierunku.
Brak podstaw nie do zniesienia. Pomimo walk i usiłowań
zawsze jest jakaś strona, choćby własna, na samym końcu
jakichkolwiek wyliczeń.
Pod jednym słowem można znaleźć wszystko,
więc nic. Dziecko jest pewne i wie, co trzeba,
umie określić własny stosunek do sprawy,
odróżnia dobro od zła. Dopiero z czasem
zaczyna się sypać.
IV.
Szczątkowe wyobrażenia nie zbudują większej całości,
tak jak uciekanie się do rozmaitych źródeł, szukanie form
gotowych, stawianie ich na obcym fundamencie.
Ulotne strzępy świadomości i mnogość niejasnych wniosków
są jak znikliwe smugi nieprzyjemnej woni niewiadomego
pochodzenia. Spójny obraz pozostaje poza zasięgiem.
Być przeciwko światu. Nie oceniać siebie poprzez
jego pryzmat, za pomocą ludzkich skojarzeń,
dopasowań i stronnictw.