Anna Maria Kreft

W słowniku śmierć i śmiech są niemal obok siebie.

O najnowszej prozie Igora Pomierancewa

Igor Pomierancew,
"Mój pierwszy schron",
przeł. Zbigniew Dimitroca,
Warsztat Kultury w Lublinie 2025, 238 stron


 

Igor Pomierancew, poeta, prozaik, eseista, dziennikarz, tworzy na pograniczu literatury pięknej i reportażu. Jego najnowszy zbiór „Mój pierwszy schron”, łącząc formy autobiograficzne, eseistyczne i poetyckie, wpisuje się w tradycję literatury dysydenckiej, egzystencjalnej i emigracyjnej. Składają się nań utwory krótkie ale intensywne, gęste w treść i znaczenia – często fragmentaryczne, w których osobiste doświadczenia splatają się z refleksjami nad historią i kulturą. Pomierancew, mimo iż od lat mieszka poza Rosją, pozostaje w głębokim dialogu z rosyjską kulturą poprzez język, formę oraz tematy.

Kiedyś nawet napisałem opowiadanie „Jedną nogą w gnoju”. Wiadomo, w jakim gnoju. Dosłownie czuję, jak się w nim pogrążam ze wszystkimi moimi emocjonalnie wypacykowanymi słowami, gramatycznymi zakrętami, intonacyjnymi glosolaliami. Moje słowa pachną obornikiem. Próbowałem pisać w innych językach, ale przed zapachem obornika nie sposób się ukryć. Zatykam nos, ale to nie pomaga.

Wiele jego tekstów przypomina miniatury literackie, w których codzienność stanowi przestrzeń filozoficznej refleksji. Jako wieloletni dziennikarz Radia Swoboda, Pomierancew czerpie z tradycji literatury mówionej, bliskiej słuchowiskom.

W najnowszej książce podejmuje wiele tematów, m.in. dzieciństwa i młodości spędzonych na Bukowinie, wybuchu pandemii i jej wpływu na codzienność, procesu starzenia się (W jesieni życia zamierzałem żyć spokojnie, bez chmur kłębiastych i pierzastych na niebie. Ale nie było mi dane. To przyszło zimną smużką skądś z dołu, od pępka. Bez żadnych przyczyn. I zaczęło przychodzić kilka razy w ciągu dnia. Z boku, z góry, bezgłośnie i bezcieleśnie. Udawałem, że nie czuję tych przeciągów, że one sobie, a ja sobie. Ale od czasu do czasu przewiewało mnie aż do snów i słów.), sensu śmierci oraz rosyjskiej agresji na Ukrainę, na kraj, z którym jest emocjonalnie i duchowo związany. Pisze z charakterystyczną dla siebie swadą, (auto)ironią i czułością, dzięki czemu w książce jest sporo humoru. Dotykając spraw ostatecznych nie moralizuje, ale tutaj każde słowo waży…

„Mój pierwszy schron” złożony został z dwóch części. Część pierwszą, zatytułowaną „Pamięci zięby” otwiera proza poetycka o charakterze elegijnym, o tym samym tytule, natomiast część drugą, noszącą tytuł zbioru, rozpoczynają „Reportaże z Albanii”. W 1999 roku Albania doświadczyła kryzysu uchodźczego związanego z wojną w Kosowie. W kwietniu tego roku armia jugosłowiańska ostrzelała kilka granicznych miejscowości.

Pomierancew, poeta czterech żywiołów, rozpoczyna swoją opowieść językiem pełnym kontrastów, od hołdu dla ptaka – symbolu wiążącego człowieka z naturą, symbolu Słońca, powietrza, ognia, czasu, nieśmiertelności, duszy, natchnienia, proroctwa, szaleństwa, zdrady, wolności i pozorów. W słowniku śmierć i śmiech są niemal obok siebie. Autor wprowadza czytelnika w przestrzeń miejskiego ogrodu botanicznego, który z czasem przekształca się w ptasi cmentarz. Początkową sielankę, życie w otoczeniu dębów, buków, platanów, goryczek, szarotek i jaskrów przerywa posłaniec jesieni, epidemia ptasiej grypy. W tak pięknej scenerii rozegrał się dramat natury i człowieka, którzy podlegają tym samym prawom. Nieubłagana fizjologia, choroba i nieuchronność końca stanowią uniwersalne doświadczenia, łączące ptaki i ludzi.

Szczególne miejsce w utworze zajęła ulubienica narratora, zięba – towarzyszka samotności. Niegdyś heroina, zwyciężczyni konkursu śpiewu w Górach Harzu (ironia), jedna z najpiękniejszych form życia na ziemi – odeszła jak miejskie gołębie, jak wszystkie inne ptaki. W obliczu śmierci pozostaje jedynie pamięć.

Mieszkający w Pradze Igor Pomierancew podjął dialog z dziełem Franza Kafki – „Przemianą”. W utworze pt. „Obudzić się jako Gregor” przywołuje imię głównego bohatera, Gregora Samsy, ale nie dla prostej aluzji. Nie ma w literaturze większych realistów niż moderniści. Opowiadanie Franza Kafki „Przemiana” to rozwinięta diagnoza medyczna. Pisarz zestawia doświadczenia bohatera Kafki z własnymi obserwacjami, podejmuje refleksję nad tym, jak zmiana fizyczna i/lub psychiczna wpływa na relacje z otoczeniem. Wykorzystuje motyw metamorfozy, by postawić pytania o kondycję człowieka, jego tożsamość oraz granice człowieczeństwa. Proces przemiany pozwala również ukazać surrealistyczne oblicze codzienności – wpisane weń szaleństwo, alienację i wyobcowanie.

Jeszcze wczoraj wieczorem, co tam wieczorem, nocą we śnie byłeś nieotyłym stylowym mężczyzną, mrugałeś do kobiet, a twoja dusza grała na saksofonie, teraz w chwili przebudzenia nie możesz zwiesić nogi z tapczanu. Nie, możesz, ale całe twoje ciało przenika kłujący ból, od płatka ucha do małego palca u nogi. Nie wierzysz, nie chcesz wierzyć, że twoje życie radykalnie i nieodwracalnie się zmieniło, przeganiasz precz zły sen, ale on ściska cię ostrymi mackami i żądli ognistymi wąsami. Jeszcze nie wiesz, że drogę z tapczanu do korytarza będziesz mierzyć w milimetrach, będziesz się czołgać do klozetu i w desperacji załatwiać małą potrzebę do puszki, nauczywszy się ściągać majtki dużym palcem u nogi i pół godziny wpełzać w nogawki, a potem twoje łzy będą kapać do filiżanki kawy, ale od nich będzie ona nie słona, lecz gorzka.

Pomierancew przywołuje także postać Paula Celana. Pisarza przez Zbigniewa Herberta uznanego za jednego z największych poetów XX wieku, któremu został język morderców jego rodziny. Historia autora „Fugi śmierci” rozpoczyna się w rodzinie rumuńskich Żydów, w wielokulturowych, wielojęzycznych, bliskich autorowi Czerniowicach, zwanych także przez Herberta „wylęgarnią geniuszy”. W utworze pt. „Paweł Lwowicz” Pomierancew skreślił alternatywny portret Celana jako postaci niezwykłej, głęboko uwikłanej w dramat XX wieku. Tragiczna historia Lwowicza, literata, tłumacza, erudyty to opowieść o losie inteligenta w świecie, w którym język i kultura stanowią zarówno schron, jak i pułapkę; opowieść o sile i bezsilności człowieka oraz języka w świecie przytłaczanym przez wrogie ideologie, totalitaryzmy. Bohater Pomierancewa, kosmopolita bez korzeni, człowiek pełen energii, pasji i geniuszu zostaje wyłowiony przez milicję z Prutu w kwietniu 1970 roku – Celana, który myślał, że wie, czym może być żydowska samotność, wyłowiono z Sekwany.

W części drugiej tomu pisarz podejmuje temat agresji Rosji na Ukrainę. Opisuje wojenne realia, przywołuje historie uchodźców, z którymi rozmawiał w podkaście Korytarz humanitarny. Przypomina również własną historię (aresztowanie za czytanie „zakazanych książek” i groźbę łagru), ponieważ źródło zła pozostało to samo – moja ojczyzna. W dniu ataku, w wystosowanej do Ukrainy/Ukraińców odezwie skonstatował: Jesteśmy ludźmi tego samego systemu nerwowego i tego samego krwiobiegu.

Pomierancew cytuje wypowiedź ambasadora rosyjskiego w Szwecji z połowy lutego 2022 roku: Proszę wybaczyć wyrażenie, ale sramy na zachodnie sankcje, aby zaraz przywołać relacje mieszkańców terenów podbitych z Czeczenii i Ukrainy po przejściu rosyjskich żołnierzy. Wszystkie łączy jeden obrzydliwy motyw, o którym opowiadała także moja babcia – Dziecko, to była dzicz, a nie ludzie. Rąbali podłogę, kopali dół i tam palili ognisko, a do pieca srali. Czas, który upłynął od II wojny światowej pozwolił na bardzo subtelną ewolucję rosyjskiej armii – w Czeczenii i Ukrainie nie srali do pieców, ale do łóżek…

Autor „Mojego pierwszego schronu” pyta również o kondycję języka w obliczu wojny, jego „przemianę”. Wojna, podobnie jak z człowieka, tak również ze słów potrafi uczynić uchodźców i pogorzelców – Słowa-uchodźcy, słowa-pogorzelcy. Pierwszym językiem, zarówno zięby, jak i narratora był krzyk. Krzyk jest tu wyrazem pierwotnej komunikacji, tej autentycznej, łączącej znaczenie i emocje, czego pozbawione są słowa w słowniku. Pomierancew sugeruje, że w sytuacjach granicznych, w dobie realnego zagrożenia zdrowia i życia, w dobie wojny następuje powrót do początku, a „na początku był krzyk…”. Użyte przez autora metafory słów-uchodźców oraz słów-pogorzelców każą traktować język jak żywą tkankę, która traci i cierpi.

Pisarz szuka też słów-pogorzelców. Ich dom i dobytek spłonęły. Ich przeszłość jest pogorzeliskiem, popieliskiem. One jeszcze nie ostygły. To drewno płonie łatwo i szybko, a ludzka pamięć się sprzeciwia, walczy z ogniem. Jak brzmią głosy pogorzelców? Popiołem.

Pomierancew widzi siebie jako kogoś, kto daje słowom schronienie w wierszach, czym także definiuje rolę i obowiązek etyczny poety w czasie wojny – ocalić język przed zniszczeniem, przywrócić mu sens i godność, być zań odpowiedzialnym.

„Mój pierwszy schron” Igora Pomierancewa przełożył Zbigniew Dmitroca, znany jako poeta, satyryk, prozaik, dramatopisarz, tłumacz poezji rosyjskiej, m.in. Achmatowej, Cwietajewej, Brodskiego oraz innych wielkich. Ma ogromne doświadczenie w w pracy z tekstami wymagającymi dużej wrażliwości językowej, dba o rytm oraz idiomatyczność, a korzenie Pomierancewa tkwią w literaturze srebrnego wieku. Przekład Dmitrocy cechuje naturalność języka, wysoka znajomość realiów, absolutny brak „brzmienia przekładowego” i sztuczności, co stwarza wrażenie czytania w oryginale. Bardzo dobrze się stało…

 

 

Anna Maria Kreft


 

CZYTAJ TEŻ