Stanisław Helsztyński


Gostyń i okolica w autobiografii Jakuba Wojciechowskiego


 

(Kronika Gostyńska 1931, seria III, nr 7, s 123-5)

 

Nie mam na myśli streszczać książki Wojciechowskiego, znanej dziś całej Polsce i chwalonej na wyścigi przez wszystkich ludzi pióra. Nie będę podkreślał tu jej remarque’owskiego realizmu, niezwykłego talentu, daru pamięci tego prostego człowieka, który w Nówcu pod Dolskiem w r. 1884-ym się urodziwszy, lata 1899-1923 na obczyźnie, przeważnie w Magdeburgu spędziwszy, dziś jako prosty robotnik w Wapiennie pod Barcinem pracuje, choć sława jego obiegła wszystkie redakcje, pracownie socjologiczne i seminaria filozoficzne. Zamiarem moim jest zwrócenie uwagi na to, co Wojciechowski jako mieszkaniec sąsiedniego nam, śremskiego powiatu w pierwszej części swej książki o Gostyniu, w którym często bawił i pracował, mówi, co w nim przeżył, jak go miasto nasze kształciło i do jego odysei po Niemczech przygotowało. 

Już z Nówca widział mały brzdąc, syn wyrobnika „pod panem”, klasztor gostyński, zbliżył się do niego, gdy rodzina przeniosła się do Tworzymirek, których gospodarze z r. 1891-go nawiasem mówiąc, unieśmiertelnili w literaturze polskiej: opisał ich Jakub tak, jak lepiej tego zrobić nie można, Karczyńscy, Markowscy, Klupsie, Gluce, Juśkowiaki, Domachowscy, Lera, Kuźniaczka, Kustos, Konopski, Pachura i inni, jak się oni wszyscy zwą, zostali na zawsze w dziele Wojciechowskiego uwiecznieni nie co do nazwiska tylko, ale i co do charakteru, majętności, wad, zalet, śmieszności, żyją po najdłuższym życiu na cmentarzu kunowskim. 

Gostyń upamiętnił się Jakubowi najpiękniejszym zdarzeniem jego życia: przez dwa lata chodził do Kunowa do szkoły, a nigdy matka zdobyć mu nie mogła na kupno książki szkolnej, aż tu raz „gęsiarze”, skupiwszy gęsi w okolicy, pozwolili mu zarobić 50 fenigów przy zapędzeniu ptactwa na dworzec gostyński i oto żądny wiedzy chłopak zdobył swój Lesebuch, choć co prwada w domu porządnie za to kupno po plecach oberwał. W późniejszych latach, wyszedłszy ze szkoły, wiele miał w Gostyniu do czynienia i tu dostał pracę w przedsiębiorstwie p. Schulza, pracował u kanału koło Daleszyna, u Schulza zaś w Małym Zalesiu, Dalabuszkach i koło Rawicza.  Opisywać szczegółowo tych etapów pracy Wojciechowskiego nie sposób: autor ma wrodzony animusz narracyjny, dar wywoływania rzeczywistości przed oczy czytelnika. Rzeczy te trzeba czytać, dopiero wtenczas dają pełną wizję, dla znających wydawców i zecerów złożyć trzeba szereg pomyłek w nazwach wsi i ludzi, które widzi się w książce, znając rzeczywistą topografię i nazwiska opisywanych okolic. Tak zamiast Księginek wydrukowano wszędzie błędnie Henginki, niedostateczna znajomość ortografii lub źle dochowane akustycznie, a nie wzrokowo ustalone dźwięki są zapewne przyczyną zmiany nazwisk Czabajski na Zabański (s. 88), ks. Bazo (ks. Wlazło?) z Kunowa, Klops=Klupś. Ojciec autora pracował u kisu w Goli – co krok spotykamy znane, nasze, gostyńskie rzeczy i nazwy. Ze stanowiska socjologa konieczną jest rzeczą rzucić okiem wstecz i uprzytomnić sobie nędzę, ciemnotę, wyzysk, krzywdę wsi z tego okresu i książka Wojciechowskiego to pomnik spiżowy, na pomniku tym widnieje Gostyń i jego okolice, jest tam i nędza wsi i wśród niej ten niezwykły, pracowity, usłużny, przez Niemców do zgermanizowania się silnie pieniędzmi, pochwałami nęcony chłopiec, dziś sławny autor „Życiorysu”. 

Po r. 1923, po powrocie do kraju, gdy patriotę-działacza, choć zawsze tylko robotnika, Niemcy wydalili z Prus, znów Gostyń odgrywa rolę w jego życiu. Wszak tu zostawił matkę i siostrę w Kunowie. Niedawno temu zastrzelił sąsiad, starzec 72-letni, siostrę w sporze o dom, Jakób jedzie i przepiękne jest jego opowiadanie o smutku i wzruszeniu, jakiego doznał po 20 latach, gdy w dworcu w Zalesiu weszło kilku ludzi i zagrali na dudach i skrzypcach, jadąc na wesele. Nasz to Gostyń, nie Gostynin, jak mylnie podał Boy-Żeleński w Wiadomościach Literackich (nr 377), list ten drukując. 

Nie będę cytował nic z „Życiorysu”, przytoczę jedynie dla charakterystyki urywek z listu Jakuba Wojciechowskiego pisanego do mnie po wizycie złożonej mu na Wielkanoc r. 1931. Autor ma zwyczaj przysyłania fragmentów swych prac, w tym wypadku streścił rozmowę ze mną, pisząc pod koniec: 

…Dali opowiedziałem tes P. Dr. o Naszem powiecie Sąsieckim ze strony Mojech Rodzinnych ze i około ty Nieszczesliwy Wioski Kunowa przy Kanale Obra jest tam usypana Mogiuła jest to Prawdo Podobnie masowy grobowiec Żołnierzy Szweckich którzy zostali przez Polskie Wojska zwalczeni. 

Rozmawiali my tes o Gostyńskiem Klastorze i o tych wielkich Dobrach które Należą do tego Klasztory i tam tkwi jedna Kula zelazna która jest na pamiątkę zwojny Szwedzki. Dali rozmawiali my o ty nowy Gimnazyji w Gostyniu, o tem Wielkiem Spitalu na Paskach około Gostynia o ty Nowo wybudowany Dzekance dla Starcow czyli Schronisko. Dali o rozbudowie Miasta Gostynia o ty Fabryce Dla wyrobów Cegły i Szamotu o ty Wielki Cukrowni która Dziś miasto Gostyń upiększa… 

Widzę go jeszcze na dworcu barcińskim, jak do samego nadejścia pociągu nawracał do wspomnień gostyńskich. Nie miał z przeszłości gostyńskiej w swym życiu nic dobrego do przytaczania, ale taki już w nim temperament Polaka, takie serce, obejmujące całą ojczyznę, że wszystko, co z niej zna, jest mu kochane. Domy, gmachy, zmiany na lepsze w Gostyniu wyzwolonym spod jarzma obcego sprawiały mu, widać było, szczerą radość. Radość podobną tej, którą odczuwa na widok swego małego domku, który własnoręcznie prawie, za krwawo zapracowany grosz zbudował sobie w Barcinie, w pow. szubińskim, w miasteczku, które przez niego w świecie pisarzy, pielgrzymujących do autora „Życiorysu”, nabiera coraz większego rozgłosu. Jakaż szkoda, że nie znalazła się praca dla Jakuba Wojciechowskiego w Gostyniu czy w okolicy, które wsławił w swoim genialnym dziele. 

 

Stanisław Helsztyński


 

CZYTAJ TEŻ