Lekcja 6.
Oczy się napatrzyły, uszy się nasłyszały,
Można by części ciała wymieniać w nieskończoność.
Włosiem na wierzch odwróci się życie,
A pragnienie wiecznego spokoju
Wniknie w gliniaste ściany czekanego grobu.
Sny zawiązane, marzenia oddane pozostałym,
Dobre dążności zostaną wyryte na niewidzialnej inskrypcji.
Pychy nie ma, może pozostać pamięć o pysznych za życia,
Fama ulotna; ten kwas masłowy prędzej lub później wyparuje.
Lekcja 8.
Kto tu idzie? Ach, to ty; nie poznałem.
Nie masz w sobie nic z posuwistości,
Poruszasz się jak zdrowy człowiek, ale nie masz cienia,
Potrafisz się przedzierzgnąć; już nieraz miałem z tobą do czynienia,
Ale to wtedy jakby nie ty. Nie byłaś niechybna
I nie byłaś nagła; masz legiony zastępców,
Zapewne uczciwe biuro i sekretarza.
Gdy masz być niespodziewana, jego wysyłasz.
Lekcja 9.
Ulata duch przekory, nasze tak niedawne harce
Wyblakły, teraz nie ma żadnego znaczenia
Walka o prawdę; zgasła chęć usłyszenia: miałeś rację.
Nie ruszony ustami kompot, który ci przynieśli z piwnicy,
Pozostał głuchym i niemym świadkiem
Twojego ostatniego pragnienia,
Ręka, która ten kompot przyniosła, teraz łagodnie a stanowczo uciska twoje powieki,
Już chyba wiesz, po co to robi; ja jeszcze nie wiem,
Ponieważ dopiero przechodzę. Chwili się nie zna.
Lekcja 10.
Za mnie już listu nikt nie napisze do ukochanej dziewczyny – była kiedyś taka piosenka,
Do mnie już listu nikt nie napisze, chętnie się z tym zgodziłem,
Żałuję nie zniszczonych pudeł z korespondencją,
Do końca żal mi je było wyrzucać; stare, ważne na niby papiery
Palił młodo dogorywający ojciec Conrada, Apollo Nałęcz Korzeniowski
W wynajętym mieszkaniu w Krakowie przy Poselskiej.
Były piece; był żywy, zamknięty ogień w tamtym domu,
Który już nie istnieje; postawili na tym miejscu nowy,
Ten nowy już dziś jest stary, nie bójcie się zmian.
Lekcja 14.
Wyrwać się z bólu, wydostać się spod ciężaru
Sponiewieranego cielska, próżny wysiłek.
Powie sobie, nawet kiedy łażę po domu, że leżę.
To jedyna stosowna pozycja
W obliczu przygotowań
Do tego, co dano do wyobrażenia. Kiełek
Się zazielenił w donicy.
Lekcja 15.
Choć nie muszę od nikogo nic chcieć,
Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie: „Czego ode mnie chcesz?”.
Automatycznie, to prawie pewne, przybliżam się do drugiego człowieka.
Odwracam się, ćwicząc odchodzenie,
Widocznie jednak wciąż potrzebuję ciepła.
Drugi człowiek to drugi człowiek.
Może już pojedynczy, ze zgodą na to,
Toteż bez poczucia pustki.
Nikt chcieć nie powinien. Nie wypada.
Tu szkoła życia, nie szkoła śmierci.
Lekcja 16.
Zbieram gruz, ale nie mam go gdzie wywieźć.
Coraz mniej miejsca, duszno, pył dławi oddech,
Zapomniałem o oknie, a może okno jest za wysoko,
Gruz pozostanie ze mną, zdusi, zasypie;
Czemuż nie uprzątałem go stopniowo? – pytasz.
Otóż gruzu nie było; wczoraj dotknąłem palcami mojej skały,
Pozornie lita, roztrzaskała się w okamgnieniu.
Lekcja 18.
Ludzie nie lubią rozżalonego; daleko od zbiorowisk trzymam swój żal.
Potem dobędzie się z grobu, mniemam, wejdzie w odwiedzających to miejsce.
Niejedna majestatyczna bzdura przeszła przez myśl dochodzącego do kresu,
Prawda i mądrość mieszczą się na drugim brzegu,
Blisko piękna, o którym dogorywający może tylko marzyć.
Lekcja 19.
„Raz, dwa, trzy, teraz idziesz ty!”. Nie ma mowy o „nie ma mowy”.
Kolejka trwa, kto się wyrwie, ten się najwyżej wygłupi.
„Każdy niechaj będzie poddany władzom wyższym” – głosi Pismo.
Lekcja 21.
Ach, więc to już dwukrotnie cię wytrącano z letargu!
Prawda. że to ciekawe? Opowiadaj, opowiadaj;
Opowiadanie nie uwiera, nie ciąży, nie pachnie, a przede wszystkim nie śmierdzi
I nie wydziera wnętrzności; pragnienie schyłku
Nie jest pełne, ponieważ z góry wyklucza możliwość końca.
Bijcie się o moje historie, ja potrzebuję półmrocznego spokoju.
Lekcja 23.
Leć uważnie, będzie harmonia, nie daj się ponieść
Bałamutnemu żalowi. Przemykają pejzaże,
Wiem, że pożegnanie koloru i piękna to zwiastun szoku,
Postaram się jednak zachować poziom także na koniec.
Niemożliwe są marzenia o pionie – tak sobie powiedz.
Lekcja 24.
Między cierpieniem a piękną rezygnacją bieleje ścieżka walki.
To naturalne, ale źle, że do końca nie można wyzbyć się wątpliwości,
Które już tylko rozdrażniają. Tym różnię się od manekina –
Stwierdzam na pocieszenie, szukając maści.
Lekcja 25.
Odpryski świateł prześladują; z tej powoli się obracającej karuzeli
Nie można przecież wyskoczyć. Z wrażeniem,
Że będzie się ze mną obracać w nieskończoność,
Nie daję sobie rady; co przetrwam z zamkniętymi na głucho oczami?
Lekcja 26.
Szukasz sensu; może wreszcie natrafisz na płot,
O który można się oprzeć. Za późno na odkrycia,
Można najwyżej domknąć nieszczelne wieczko.
Przybliża się to, co zostało oddalone; doskonała symetria
Dopada mnie właśnie teraz, kiedy porozganiałem przedmioty kultu.
Marek Sołtysik
CZYTAJ TEŻ