Pod górę
Pieją koguty budzą się prastare widma
mojego losu… czuję ich obecność
gdy na wysoką górę ku śmierci się wspinam
ale za stary jestem żeby umrzeć
choć żadna Pasja nie pokona wiekuistej
ciemności… żadna miłość która czasem
zmienia się w trwogę nie zatrzyma tego świata
który ze śmiechem w dół nicości się stacza
nad ciemną rzeką grusze topole i zboża
bez nadziei szumią w zaginionych latach
bez nadziei dziewcząt piękno jasnowłose
ich zamknięte grobowce to księgi tajemnic
lub też książeczki do modlitwy… Wszystko
co napisałem kiedyś będzie świadczyć
przeciwko mnie… mam wiele lat za sobą
staw i szelest szuwarów radość pewnej łąki
o poranku i tamten Bóg zielonooki
który się objawił wierzbą nad potokiem
ja w starą rdzewiejącą zmieniony maszynę
ku starej śmierci na górę się wspinam
słyszę przerażający krzyk w powietrzu
to krzyk Rilkego… i z trudem oddycham
Bydgoszcz, styczeń 2025 r.
Mallarmé
Czemu się mnie lękacie ptaki i motyle
nie jestem św. Franciszkiem z Asyżu
padają we mnie deszcze ciemne Wielkiej Winy
ale wam nigdy krzywdy nie uczynię
wśród gałęzi wierzby siadacie najwyżej
czujne ostrożne ale jeden duch nas łączy
duch śmierci – mało o nim wiecie
to on samotny najsmutniejszy
jak każda pustka błąka się po świecie
liście szumiącej wierzby nad potokiem
ukazujące swą odwrotną stronę
jakby ujawniały tajemnice natury
odwrotną stronę Ziemi i Wszechświata
tę stronę bladą jak usta umarłych
którzy odeszli gdzieś z cyrkiem wędrownym
rozstawiają namioty na Niebieskich Błoniach
słyszę ich fanfary i pieśni ich koni
i złoto ich zefiru… to mistrzowie magii
bo czuję Zbliżające się… jest blisko
w szeleście wierzby jest tutaj i wszędzie
czytam Mallarmégo i słyszę głos Sylfa
nieziemski wstrząs w fundamentach sonetu
ja Sylf tego zimnego sklepienia!
(sklepienia zapomnianego grobowca?)
głos Sylfa mocny męski zachrypnięty
(nieistniejący?) który opowiada
o swojej matce i o jej kochanku
o nicości w łuskach z truciznami gada
jak lśni i pełznie w nocnej czerni
to głos sklepienia w pustym i ogromnym
gmachu sonetu – forma bez materii
Kraków, 2018 r.
Wielki teolog
Szekspir sam w nocy na wielkim cmentarzu
bał się ciemności zjaw duchów umarłych
bał się szelestu drzewa krzyku ptaka
i w szoku szukał wyjścia jakiejś bramy
tak stał się jednym z nas – on ocean
on tajemnica świata – teraz średniowieczny
zabobon go opętał a myślałem
że zdobył wyższą wiedzę o istocie rzeczy
cmentarz jest w nocy wielkim teologiem
gdy się tam człowiek zgubi a grobowce wokół
gdy rozpaczliwie szuka bramy jakiejś drogi
która gdzieś lśni jak Boskie mądre oko
Kraków, 2019 r.
Świerszcze
Na łące zagubionej w czasie zapomnianej
wspomnienia nagle wyszły spod ziemi… i czułem
widziałem zapach twych włosów zmieszany
z zapachem zboża… wśród traw się błąkałem
wysokich kwiatów pszczół motyli dzikich róż
to siostry bracia kumple dzieci małe
ale był tam ktoś niewidzialny nieprzyjazny
moc jego czując szedłem wyżej głębiej
w jasność Edenu wokół… jakby w objawienie
Słowackiego w Genesis z ducha… drzewa stare
ciągle szumią nad stawem w nich przeszłość ukryta
przeszłość z wiśni i gruszek gdy szedłem z dziewczyną
łąką gdy jeszcze nie znaliśmy losu
naszych lat młodych wydanych truciznom
ducha ciemności: cały świat przeminął
noc bez gwiazd! Idę tą łąką ze świecą
zanurzam się w śpiew świerszczy śpiew na całej łące
dla zmarłych jestem widmem i w szaleństwie błądzę
Kraków, 2019 r.
Kościół Reformatów w Przemyślu
Moja rzeka wypływa spod Świętego Dębu
młodzi tańczą zorbę na jej plażach
nad nami dzwon zapłakał
losy naszych serc odrębne ciemne
nie należą do historii świata
spokój odnajdują w pustym kościele
pamiętam stary zapach ławek
i chłód posadzki w półmroku nawy
tu dusza słucha muzyki organowej
tutaj życie zaczynam od nowa
gdy słońce prześwietlając witraż
ukazuje zieleń i złoto Ziemi Świętej
nad strumieniem wśród oliwek
i smutną twarz młodej dziewczyny
w zielonej chustce
która mi ciebie przypomina
ze sklepienia spływa psalm
o fundamentach świata
o klęskach w biedzie
o odpuszczonych winach
Józef Kurylak
CZYTAJ TEŻ