POLE / 2 (5) / 2024

Rafał derda


JEDEN DO JEDEN

Zbigniew Dmitroca, „Deklaracja niepodległości”, pewne wydawnictwo, Kielce 2024

 

Tak się ponoć już nie pisze. Wiersze z „Deklaracji niepodległości”, ostatniej książki poetyckiej Zbigniewa Dmitrocy to ten rodzaj liryki, w którą z racji wieku nie było dane mi się wczytać, liryka której nie rozumiem, której zwyczajnie nie ogarniam. Fraza klasycznego białego wiersza, przezroczyste metafory, tak przyległe do tego, co wyobrażamy sobie, że jest metaforą, że popadające w idiomatyczność. Refleksyjność nieustannie wskazująca że to, co humanistyczne jest zawsze słuszne. „Deklaracja niepodległości” to dla mnie poezja ostatnich rozdziałów licealnego podręcznika do polskiego, tam gdzie trzy pokolenia, pokolenia Różewicza, Grochowiaka i Polkowskiego grupowano pod luźnym mianem „współczesności”. Wiadomo, jak to było z recepcją wierszy „podręcznikowych” i osiemnastoletni ja odłożyłby najnowszą pozycję Dmitrocy po sześciu, siedmiu utworach. Na szczęście jestem już prawie trzykrotnie starszy od tego nieznośnego młodego narcyza i mam więcej cierpliwości i pokory do poetyckiej materii. To już nie jest tak, że jak wiersze nie przypominają pisania Krzysztofa Śliwki, Andrzeja Sosnowskiego lub Piotra Sommera, to nie będę tego czytać. Madonno droga, ileż to we mnie musiało być żenującego dyletanctwa, by kiedykolwiek tak myśleć.

Tak jak w „Deklaracji niepodległości” ponoć się już nie pisze. Oczywiście, nie zamierzam pójść teraz do Canossy i czytać tylko rzeczy wydane przed 1989 r. Są u Dmitrocy utwory których wewnętrznie nie przyjmuję. Chodzi mi tutaj głównie o wiersze, w których autor bardzo próbuje zawrzeć tzw. myśl ważną. Ta potrzeba znaczenia staje się zagładą dla utworu, ponieważ próba nadania mu powagi zabijają autentyczność słownego przepływu. O jeden wers za dużo, zawsze za dużo o jeden obraz który ma podkreślić to, czego domyślamy się już po parunastu słowach. To jest jeden rodzaj wierszy w tej książce. Drugi rodzaj to wiersze prawdziwie poruszające, takie w których frazowanie białego wiersza pozwala na oddech nadający słowom autentyczną wartość. Weźmy na ten przykład pierwszy utwór z książki:

 

Na prośbę jego byłej dziewczyny
zadzwoniłem do starego aktora
choć wiedziałem
że mnie z kimś myli

Rozmawialiśmy
jak dobrzy znajomi
którymi byliśmy przecież
choć wiedziałem że mnie z kimś myli

I nie myliłem się

Kiedy się zorientował
że nie wie z kim rozmawia
rozmowa toczyła się dalej
jak gdyby nigdy nic

Bo czy to w końcu ważne
z kim naprawdę rozmawiał
liczyła się sama rozmowa
dlatego zadzwoniłem

Nie pierwszy raz mylił
mnie z innym poetą

Tylu ludzi pisze teraz wiersze
aktorów jednak mniej

 

[„Rozmowa”, s. 7]

 

 

Nie pisze się ponoć już takich rzeczy, ale jednak trochę się pisze. Wiersze Dmitrocy są najpiękniejsze w momencie, kiedy się wahają. Gdy zmierzają na pozór do przewidywalnej puenty, ale zastygają tuż przed nią, paradoksalnie pozwalając tym gestem na bardziej eleganckie domknięcie przestrzeni poetyckiej. Znajdujemy to również w poniższym tekście:

 

Z widzenia znał go
Ponad dwadzieścia lat

Nieraz go korciło
Żeby zajrzeć do środka

Zrobił to dopiero
Gdy ktoś wyrwał
Okna i drzwi

Pewnego dnia w tym miejscu
Zobaczył rumowisko
Z drewnianym łóżkiem pośrodku

Gdy je fotografował
W obiektywie dostrzegł
Starą kobietę
Siedzącą na brzegu
Staroświeckiego mebla

Wiedział że to iluzja
A jednak jej uległ
I na wszelki wypadek
Zrobił drugie zdjęcie

Chałupa mojej mamusi
Rzucił raz beznamiętnie
Od dawna nieżyjący
Miejscowy macher Januszek
Gdy przechodzili obok

 

[„Ballada o domu”, s. 35]

 

 

Wiersz toczy się spokojnie, powolnie, ma w sobie w sumie jedynie dwa przenikające się,  dopełniające siebie obrazy. Wystarczy. Elegancki, niczym wspomniane w wierszu łóżko, trochę staroświecki utwór o pamięci i przemijaniu. Niby takich wierszy czytało się wiele, ale „Ballada o domu” wybija się wśród nich brakiem nachalności i delikatnością odpowiednią do poruszanej materii.

W „Deklaracji niepodległości” jest też inny Dmitroca – Dmitroca rzeźbiący w formie krótszej, prawie że aforystycznej. Wiersze mieszczące się w tej kategorii to również wiersze wdzięczne, gustowne. Nie mają one oczywiście ciężkości jednozdaniowców Emila Ciorana, jednakże są na tyle sprawne, że potrafią przyciągnąć uwagę czytelnika.

 

Nawet

 

Nawet muzyczny analfabeta
może być wirtuozem

grania na najniższych
instynktach

 

20 listopada 2021

 

Powyższy przykład „formy krótkiej” Dmitrocy jest dobrym wskaźnikiem esprit przenikającego strony omawianej książki poetyckiej. Relacja tej poezji do świata zastanego to relacja jeden do jeden. Strategię tę nazwałbym: „poetyckim urealnieniem”. Niewątpliwie mamy tutaj do czynienia z liryką, z liryką tak generycznie sprawną, że trochę nie dającą przestrzeni na szukanie w niej dalej niż obręb tego, co wskazuje sam tekst. Wiersze z „Deklaracji niepodległości” są niewątpliwie deklaratywne. Jednakże, czy wybijają się na prawdziwą niepodległość, czy pozwalają się uwolnić od udowadniania sobie że są prawdziwą poezją, to już zostawiam do oceny czytelnikom. Tak się ponoć już nie pisze, ale…