Kazimierz Nitsch


Uwagi językowe o książkach


 

Język Polski 1930, nr 1, s 24

 

[Materiały Polskiego Instytutu Socjologicznego. Jakób Wojciechowski: Życiorys własny robotnika, odznaczony pierwszą nagrodą na konkursie P. I. S. w 1923 r. Z przedmową dr. Stefana Szumana, prof. Uniw. Jagiell. Przygotował do druku dr. Józef Chałasiński. Poznań 1930, Jan Jachowski, Księgarnia uniwersytecka, XXI+443] 

Książka ta jest swego rodzaju unikatem, bo wydrukowano ją litera w literę tak, jak była napisana: W zmianach ortograficznych opracowujący kierował się tą myślą, że należy poprawić jedynie błędy wynikające wyłącznie z nieznajomości ortografii, zachować jednakże wyrazy gwarowe i w ogóle ludowe, jak również te wszystkie zniekształcenia wyrazów lub błędy gramatyczne, w ogóle wszystkie formy, które znamionują język autora i łącznie ze stylem dają obraz literackiej kultury warstwy robotniczej (s. XVIII). Oczywiście, na niektóre poprawki językoznawca musi patrzeć inaczej, sądzić np., że Nei przot trzeba było poprawić nie na najprzód, ale na nejprzód, bo, jak wynika z podanej w fotografii strony rękopisu, mamy tam też tejna i zdejca, czyli zasadniczo -ej-, nie -aj-, jak mylnie wydrukowano na str. 298-9; ale mimo to całość – prócz wartości socjologicznej, o którą wydawcy chodziło – ma także dość znaczną wartość gwaroznawczą. Odbija ona język człowieka urodzonego w r. 1884, syna bezrolnych analfabetów z południowej Wielkopolski (południe powiatu śremskiego), który, przeszedłszy szkołę niemiecką, zaraz potem wyjechał na robotę do Niemiec i tam po różnych miejscach pracował, nigdy więc nie ulegał stale jednolitemu, a odrębnemu od swego rodzinnego, polskiemu narzeczu. że to południowa Wielkopolska, to najoczywiściej wynika już z form: z glini (s. 8), poprzerzyniamy 108, 109, kantynia 124, z kantyni 142, zaręczynie 152, polegających na typowym dla tych okolic, i nie tylko dla nich, przechodzeniu po i, y w ń. Dążność do poprawności ujawniła się bodaj że wyłącznie w usunięciu a „pochylonego”; częste używanie s, z, c zamiast sz, ż, cz, a nawet z zamiast rz, niezupełnie jasne, położyłbym na karb dość rozpowszechnionego w południowej Wielkopolsce indywidualnego „mazurzenia”, nowego, bo obejmującego też rz. Wydawca dołączył na końcu „Wyjaśnienie wyrażeń obcych i gwarowych”, ale ten 6-szpaltowy zaledwie spis przeważnie jest poświęcony niemczyźnie, właściwa gwara autora rzadko w nim dochodzi do głosu. Tak np. nieobjaśnione są tam wyrazy nieznanie również Karłowiczowemu Słownikowi gwar polskich: 

harabody lub harabudy 'sprzęty, graty’ 25,26. 

tromba i kosturek u koła 25. 

szczeblik lub szczebel 'zbieranie kłosów na ściernisku’ 43, 44. 

mydlica 'miednica’ 50. 

wody z tego kosęka 'jeziorka’? nabrać 57. 

uliczka: 'furtka’: Ale nasz gospodarz to nam zrobił na psote i te uliczke nam tak drewnem podstawił, ze ją zem jej nie móg otworzyć  potem Agata też ją otwierała, ale nie szło jej otworzyć 110. 

co mnie za luja uczył 'utrzymanka, alfonsa’ 190. 

słepiatło ’?’: A te dziewczyny to tak jak słepiatło były budowane, tak też umiały wywijać 'tańczyć’ 207. 

Ale też już tam to też była taka moda, że przy pogrzebie, weselu, chrzcinach, jakich uroczystościach to sli też tam w tych czarnych ubraniach, jak to u nas na wsiach nazywają połety 326. Wyraz połetek na oznaczenie chodzącego w miejskiem ubraniu słyszałem gdzieś we wschodniej Wielkopolsce. 

lury 'głupstwa, zabobony’ 334. 

  

Szeroko w Wielkopolsce rozpowszechnione jest upodobanie słów mieniać, zmienić do mijać, minąć; tak i tu: czy się nie chce na konia pomijać 70; aby Pan Bóg temu małemu przeminuł (w chorobie) 55; i ja zem został przez niego zminięty 40; my też dnie mieli zminięte z moją kolegą 197. Co do przyrostka -ęty, to nie jest on może wyłącznym rezultatem przejścia do grupy -nać, skoro czytamy też: ze jest nasza prośba uwzględnięta 154, co by się dało równie dobrze zestawić z ogólnopolskim odsłonięty od słowa na -nić, jak z czasownikiem wglądnąć, na który wskazują przyględnąć 112, oględnięty 387 (jak naiwne jest przypisywanie postaci oglądnąć b. Galicji, o tym pisałem jeszcze w t. V, 1920, s. 101-8; jednym z wielu dalszych dowodów wielkiej powierzchowności takich językoznawców jest częstość tutaj rzekomo „galicyjskich” form typu: ja się tam długo bawił nie będę 207). Do historii tego przyrostka godne jeszcze uwagi formy z twardym nrzętka 16, pragnęczkę 115. 

Ciekawe jest zeli 'jeżeli, czy’: Małgorzata, prosze na gorzułeczke, zeli wola 113, I się nas pytali, zeli to jest prawda, ze on już był wygnany i ze już u nas też nocował i zeli mu chleba dawali 11. 

Ale może najtypowsze dla całości jest ustawiczne i obowiązkowe przy każdym ruchomym słowie posiłkowe że: to zem chodził na kłosy zbierać 42, ze ja zem nie jest do tego urodzony 50, bo ja zem od tego lekarza ani jednego słowa zem nie słyszał. I ja zem też myślał, ze ten lekarz 15, Ale moja matka mówi, ze zem ją sam po drodze zjad i nic nie chciałem bratu przynieść, ale jazem też mówił, ze zem zadny nie dostał i na tem sie skońcyło 15, to zem mówił do matki, ze mi ma dać fenig, aby i ja zem móg na ofiare też coś dać 24, nawet Zem sie przywitał z tą zoną 173 i Ześ jest głupi = poprostu 'Jesteś głupi’ 188. O tym że pisał dopiero co prof. Otrębski (J.P. XIV 172), że zaś nieraz są o to pytania, przeto odsyłam do swego ujęcia dzisiejszej gwarowej zasady w zbiorowej Gramatyce polskiej 458. Rzecz to tym ciekawsza, że właściwie przestała już być gwarową, a stała się literackim prowincjonalizmem; od wschodu i w południowej Małopolsce (ośrodek krakowski) jest jeszcze nieznana, ale cała Wielkopolska w szerokim znaczeniu słowa, częściowo też Pomorze niemal już inaczej nie mówią, w szkołach łódzkich niepodobna tego usunąć, a wcale nie rzadcy są tak mówiący warszawiacy; tylko patrzeć, a zacznie się to pojawiać w drukowanym języku literackim. 

Z innych szczegółów zanotuję jeszcze silne nadwerężenie odmiany liczebników: mamy tu stale oboje o dwu mężczyznach 67, 88, 138, trzy dzieci 3, 10, po kilka dniach 20, 54, 55, do dwadzieścia marek na tydzień 119 i t. p. I tu trzeba pamiętać, że także w języku literackim na każdym kroku stwierdza się niepewność w używaniu tych form. 

Nie jest moją rzeczą zalecać tę autobiografię ze względu na treść, choć obiektywnie można stwierdzić, że daje bardzo ciekawy obraz życia tak proletariatu wiejskiego w Poznańskiem (dla wyższych od niego warstw o wiele mniej pochlebny niżby z normalnych opinij o tej części Polski mogło sądzić), jak i robotniczego na emigracji w Niemczech. Napisałem tu o niej jako o materiale językowym. Że tego materiału nie wyzyskał wydawca, to nic dziwnego; na to trzeba być choć trochę językoznawcą i choć trochę znać polskie gwary. Gdyby się do tego wziął np. dr Adam Tomaszewski, kończący obecnie wyczerpujący opis jednej gwary z pn.-wschodniej Wielkopolski, to by na pewno wyraźnie wyszła różnica między tymi wcale nie identycznymi dialektami. 

 

 

 

Kazimierz Nitsch


 

CZYTAJ TEŻ