Powiem: Waltornia pęcznieje nad szkłem,
Będzie to w moim rozumieniu znaczyło,
Że słońce wschodzi nad widnokręgiem.
Powyższe wyznanie semantyczne pochodzi z wiersza Witolda Wirpszy pt. „Nazewnictwo” i urzeczywistnia moje marzenia o języku. Jego autora poznałem na studiach. Przewracałem stronę eseju o „Matce”1 Witkacego i obrotowe drzwi filologii wepchnęły mnie do środka. Pamiętam z tego poranka zapach ściany, do której chłodu przywarłem. Od dziecka to samo miałem z piłką nożną: wzbijała się we mnie i mną rzucała.
Jedno i drugie zapisało się pod jednym akapitem.
Teoria Czystej Formy rozpaliła mnie uznaniem ludzkich emocji za materiał artystyczny, a potem rozżarzyła myślą, że są one również materiałem konstrukcyjnym dzieła sztuki. Wcześniej o tym nie myślałem, a potem myślałem bez przerwy, z krótką przerwą na dwa lata studiów filozoficznych. Uniwersytet Warszawski zapamiętałem jako miejsce, w którym nauczano przede wszystkim tego, jak należy się wypowiadać.
Od kilku lat Instytut Mikołowski wydawał Wirpszę, gdy nagle w 2008 ukazały się eseje. Strona sto trzecia: „Kurka wodna czyli marionetki”. Pamiętam to popołudnie. Kosiłem trawnik i spadł deszcz. W sklepie kupiłem herbatę, wieszałem kolorowe pranie, nasiąkały deszczem skarpety.
Pelargonie na balkonie i w dużej donicy w poniedziałek i piątek nawozem do pelargonii. 1 łyżeczka nawozu na konewkę. W pozostałe dni wodą co drugi dzień.
Supertunie na parapetach i w skrzynkach co poniedziałek i piątek nawozem do surfinii. 1 łyżeczka na konewkę. W pozostałe dni co drugi dzień wodę.
Tak jak surfinie doniczki przed drzwiami.
Kwiaty domowe raz w tygodniu.
Grządka warzywna raz w tygodniu gnojówką 2 kubki na konewkę. W pozostałe dni, jeżeli będzie sucho, woda.
Między dłońmi smartfon z otwartym aparatem. Na ekranie drżenie. Herbatnik wpada do słoika z nutellą i nurza w niej piętę.
Pamiętam z filozofii anegdotę, krążącą podobno swego czasu wśród analityków. Jeden z nich, myjąc ręce w zlewie, do drugiego: „od kiedy jest u nas Roman Ingarden, woda stała się mętna”. Bardzo tę anegdotę przeżyłem. Ingarden prosił: nie ingeruj w strukturę świata. Nawet w wyobrażenia. Odświeżał pojęcia doświadczenia, obcowania. Co powtarzalne, jest wyśpiewalne. Pod koniec książki „Utwór muzyczny i sprawa jego tożsamości”, od rozdziału o zagadnieniu całości dzieła muzycznego, przestałem na jej marginesach notować nazwiska. Kosztowała sześć złotych. Errata ma pięć pozycji:
ulegało
dla siebie (zamiast dlaniebie)
ani też
niewątpliwych
jedyną (zamiast jedną)
Książka pisana 29 lat.
Tego dnia język był niezupełny wobec dzieła dlaniebios.
co wypełnia przestrzeń
kędy przestrzeń chadza
przestrzeń na wietrze
w przestrzeni sadza
Witold Wirpsza („Cząstkowa próba o człowieku”, s. 39)
Spuszczę zasłonę; mój pan tak się wzruszył,
że gotów uznać ten posąg za żywy.
Szekspir („Ballada zimowa”, s. 137)
Ponad tym krajobrazem Calvino („Wykłady amerykańskie”, s. 57):
Nie jestem miłośnikiem dywagacji, mógłbym nawet powiedzieć, że wolę zdać się na linię prostą w nadziei, że poprowadzi mnie w nieskończoność i uczyni nieosiągalnym.
Szło sobie słowo i śpiewało: Trala lala lala, jestem królem zwierząt… Spotkało myśl. Myśl spytała: Co tam śpiewasz, słowo? Na co słowo: Coś mi się pierdoli, Trala lala lala…
Do dziś migoce mi w oczach fragment zdania z „Gry znaczeń” (Instytut Mikołowski, 2008):
W teatrze kukiełek oraz w teatrach pochodnych wzrasta tedy waga warstwy słownej, znaczeniowej; małej wobec tego waga [podwójna spacja] warstwy słownej, znaczeniowej; małej wobec tego waga przeżyć oraz waga warstwy mimetycznej…2
Lata dwutysięczne były kosmiczne. Ich zakończenie nastąpiło jesienią 2007 roku, kiedy wyprowadziliśmy się z Warszawy, ale jeszcze jakiś czas pędziły prostą linią nadziei, której symbolem pozostał dla mnie fragment zdania z czterema powtórzeniami słowa „waga”.
Chociaż książka jest klejona, styk stron: 104-105 wygląda na szyty i kiedyś nawet zliczyłem powstałe w dziwny sposób jakby otwory na nitkę. Musiałem wpierw myśleć, że czterdzieści, bo zamiast trzynastego i dwudziestego szóstego, długopisem zaznaczyłem otwory: dziesiąty, dwudziesty i trzydziesty.
Porządek poza kolejnością: rok wydania „Gry znaczeń” jest o pięć lat późniejszy od roku wydania „Tai chi” Hwa. Przed tai-chi było tylko wu-chi, a co było potem, nie ma kolejności. Kolejność to tygrys na chwiejnym czółnie ziemi.

Tej nocy przestałem odróżniać erratę od eskorty. Przyduszony wystawiasz nogę, nierównomiernie wypychasz ręce, ściągasz je aż pięść znajdzie się pod łokciem, od tysięcy lat ze wszystkich stron fale uderzają w wystający z morza głaz, aż któregoś słonecznego dnia na głazie wysycha glon. To nie jest obraz zwątpienia: kiedy mówimy o spotkaniu wysokiego z niskim, sceptycyzm rozprostowuje nogi, gdy reszta poglądów kuca albo tańczy. Wirpsza w „Liturgii” tańczył z lunetą wymierzoną w ogień na powiekach. Zadał w niej więcej pytań, niż sto innych obrzędów:
Czy da się oswoić straszny czas
Poszukiwania?
(s.89)
Co do strachu, nie byłbym taki pewny, że można od niego uciec:
Czasu mam wiele, nie mogę go zmusić, by mijał tak szybko, jakbym chciał…
(Knut Hamsun, „Pan”)
Tamta noc była jasna. Była dniem bez gwiazd. Tajemniczy wymiar rzeczywistości był, bo zadałem sobie pytanie o to, dlaczego zero nie należy do rodziny liczb: trzy, sześć, dziewięć itd. Wirpsza:
Czy matematyk mówiłby do niewiadomej.
Czy zderzenie słowa z nieznanym, a jednak
Oczywistym jest niewiadomą?
(„Wejście”)
Wzruszyłem się. Wirpsza:
To Admirał rozkazał mierzyć w moją postać
Wszystkimi promieniami od Alfy do Omegi.
(„Duch”)
Zwykle wkładam do książki zakładki od góry, a wiersz „Miłość” w „Liturgii” założyłem od dołu. I tak idzie przez nos:
Ból trwą i zjąwia się miłość. Ból miją i zjąwia się
Radość. Ból trwą i zjąwia się radość. Ból miją
I zjąwia się miłość.
Wirpsza odkrywał przede mną ontologiczne gniazda z pominięciem procesu rozumienia. Nie umiałem tego znaleźć w wyzwoleńczym marszu polskiej poezji. Było jak tchnąca życiem żwirownia, którą obchodzi się wcześniej wydeptaną drogą.
A zatem „Liturgia”. Mogę coś pomylić, streszczając ją, ale nawet jeśli, to mnie chodzi o to, co można pomyśleć czytając tom. Na przykład, że przez sumienie ciemność staje się jasnością. Że w matematyce tkwi grzech. Że z sieni wystają cienie, że miłość jest podzielna przez akty moralne, że zjawisko jest analogią dla stanu świadomości, że to co się wyklucza, to liście jednej łodygi, że rzeka żądli wodospadem, że prawda zmienia obserwatora, a nie odwrotnie3.
Piotr Janicki
1. Prawdopodobnie chodzi o „Kurkę Wodną”.
2. W teatrze kukiełek oraz w teatrach pochodnych wzrasta tedy waga warstwy słownej, znaczeniowej; maleje wobec tego waga przeżyć oraz waga warstwy mimetycznej […] (PIW, Warszawa 1965).
3. Usprawiedliwienie przypisu: Istnieje kobieta, którą wyobrażam sobie, wpatrując się w sukienkę na domowym wieszaku.
CZYTAJ TEŻ