Jakub Wojciechowski


Na wykopaliskach


 

Przy pracy kilku z nas zaczęliśmy radzić o wycieczce rowerami do Biskupina i zwiedzić wykopaliska, nad którymi czuwała władza naszych naukowców. 

W niedzielę rano wybrało się nas czterech. Udaliśmy się przez Murczyn, Gore, ze Żnina do Gąsawej i dalej pomiędzy jeziora, gdzie znajdowały się przeszło metrowe mury. Wchodzimy na górę, tu są mury dawniejszego zamku Leszka Białego, oglądamy fundamenta tego zamku, chwytamy tę starą cegłę do ręki, oglądamy i taksujemy jej wytrwałość, sądzimy, że dawniejsi ludzie byli lepszymi ceglarzami od teraźniejszych. Prowadzimy nasze rowery, idziemy do wykopalisk. Ciekawych było bardzo wiele. Przybyły dwa samochody z Grudziądza, przywieźli około 70 osób ze sobą, między nimi znajdował się Prezydent tego miasta, tak go wykładowca tytułował. Wykładowca poprosił, aby się zgromadzić, rozpoczął swój wykład od wykopanego kamienia, który służył do tarcia zboża. Wykładowca mówi, jakie to trudności mieli nasi przodkowie przed  5 000 laty i ile czasu musiał taki człowiek potrzebować, zaczem on na bochenek chleba ziarna na takim kamieniu natarł. Oglądamy pozostałości dawniejszych mieszkań i tu nam wykładowca wyjaśniał, że już w tym czasie musiała być różnica. Niejedne pozostałości były z drzewa grubego i większe mieszkania, a inne o wiele mniejsze i z drzewa cięciejszego i tak samo w ówczesnej podłodze było można różnice wybadać. 

Oglądaliśmy zabezpieczenia tej miejscowości. Chronili oni się drzewem wkopanym pochylnie w ziemię, i to drzewa dwadzieścia metrów długie, a może i więcej, tak że do zabudowań nie było możliwie się dostać, tylko do bramy musiał się każdy zgłosić. Dalej oglądamy topory z kamienia krzemieniowego, ile to trudów siły i czasu musiało kosztować, zaczem takie grube drzewo zostało ścięte. Obstąpiliśmy okrągły kamień, na którym były wyrzeźbiane znaki. Nasz wykładowca mówi, takimi zegarami posługiwali się nasi przodkowie, płaski kamień w postaci strzałki, około 15 centymetrów długi, wyrzeźbiony w tym wielkim kamieniu, za pomocą cieni słonecznych skazywał pory dnia. 

Doszliśmy do zbiorów wykopanych, które były umieszczone pod dachem i pod zamknięciem. Wykładowca mówi, na cmentarz nie pójdziemy, przedstawię wam tu urnę wykopaną z prochami, ta urna wykazuje, że już nasi przodkowie ciała umarłych palili, a na pamiątkę prochy w urnach na cmentarzu zakopywali, i dodaje, ta urna wyrobiona z gliny była tak mocno wypalona, że się w ziemi przechowała tyle tysięcy lat. Pokazywa nam gliniane, dobrze wypalone garnki, miski, filiżanki, i narzędzia ówczesne, może kamienne, a najwięcej podziwialiśmy kleszcze do wyrywania zębów. 

Tak i igły były dość delikatne, ze zębów ówczesnych zwierząt wyrabiane, także i szpilki do spinania i rozmaite ozdoby do ubrań, jak guziki, krzyżyki, serca. Ubrania nie przechowały się w ziemi, mówi wykładowca, ale można przypuszczać, że ówczesna odzież to była wyprawiana ze skóry zwierzęcej. Tymi słowami nasz wykładowca zakończył. 

Bierzemy swe rowery, udajemy się do Marcinkowa Górnego oglądać Pomnik Leszka Białego. Zboczyliśmy z drogi, poszliśmy odwiedzić grób, gdzie spoczywał Leszek Biały, na tym miejscu został on przez swoich wrogów zamordowany. Po zwiedzeniu grobu udaliśmy się do parku, w którym stał Pomnik. Biały Leszek siedzi na koniu w ubraniu Adama, w plecach tkwi żelazny ówczesny nabój, tak zwana dzida. Oglądaliśmy stajnie, które były utrzymane w stanie ówczesnego czasu. 

Wychodzimy z parku na szosę, która prowadzi Gniezno-Poznań. Siadamy na nasze rowery, udajemy się do naszego Barcina. 

 

 

Jakub Wojciechowski


 

CZYTAJ TEŻ