Czego by chciała
Czasznicy olbrzymiej w plastrach na maśle.
Był żółciak siarkowy, ale już go zjadła, jest przepyszny,
wycinanie z kory mięsistych plastrów słońca.
Ale czasznica – pragnie poczuć jej fakturę,
czy ociera się o zęby, czy skrzypi, przylepia, daje opór.
Gąsówka fioletowawa, tak może wyglądać ubłocona
buła surowego fluorytu, ale pod spodem gąsówka jest liliowa
i ma zapach cytrusowo-korzenny, bergamotka bardziej niż cytryna i cedry.
Mam zgrzybiałą matkę, mówi córka. Panna Matka
uśmiecha się z wolna, gdyby była lwicą
wylizałaby córce czoło językiem,
krótkimi szorstkimi ruchami. Sięga ręką
I przeczesuje obcą fryzurę młodej,
krótkimi mocnymi ruchami.
Gdybym mówił językiem gniewu i agresji
a nie miałbyś złości, byłbyś jak megafon sprzężony
z pulsującą czerwienią. Pedantycznie niezrozumiały
język zgrzytów, szarpnięć i monosylab.
Protokół z eliminacji, szum drona, ciąg dalszy
w rekordzie pakietów danych.
Złość nie stoi cierpliwie, na flance granic,
froncie przekroczeń, szuka, unosi się, w prawdzie i pamięci,
twardych i ciasnych jak ucho igielne.
Wystawia ciało na spalenie
i siebie wraz z nim.
Furkot w bifurkacji
Panna Dubito siedziała na gałęzi drzewa i drzewo rosło w jej głowie,
a dalej wieńcem, koroną. Wiatr odwracał liście, jakby przeczesywał aksamit.
Przegarniała włosy palcami, żeby poczuć ich gładki chłód.
Ptaki z owadami rezonowały przez chwilę – i jeszcze raz.
Grzybnia trwała rozpostarta jak splot wszechświatów. Jaszczurka zastygła
w paśmie słońca, pogłębiając cień w każdym załamaniu kory.
A potem nagle zawiało, zaszumiało, zlepiło, pociągnęło
i splunęła za burtę tego wszystkiego w cichą i pełną ciemność.
Westchnienie uciśnionego stworzenia
Było ich dwóch, pierwszy rzekł: jeśli jest Bóg
wygrana jest nieskończona a strata znikoma, rzucaj.
Serce nieczułego świata, nie łudź się za mnie –
wymamrotał drugi i chuchnął w monetę w dłoniach.
Cokolwiek mieli utracić, było odroczone,
cokolwiek było dane, czy było odpuszczone?
Zawsze obstawia najszybciej awersja do straty.
Zakładam więc jestem, dlatego założę
że nie ma wiecznej kary, jest tylko wieczny dostęp
do nagrody, rzucił monetą. Błysnęła
w dyskretnym świetle nocy, wirując spadła między nimi,
patrzyli zdumieni, na trwającą kulkę ruchu.
Panna klasnęła w dłonie, złapała kulkę
i puściła kaczki w nieskończoność.
Monika Mosiewicz
CZYTAJ TEŻ