nawroty
czyli o stawaniu się
ujmij to, czego doznajesz tak, jak Rubinstein ujmuje Chopina,
ale potraktuj jak Carnap potraktował Russella ―
teraz postaraj się skompresować to w formę
ballady rockowej w stylu Led Zeppelin,
tę w końcu opisz ― tak, by wyglądała jak utwór Różewicza,
następnie koniecznie dodaj coś z języka, co cię podnieca
to co zrobisz musi przez chwilę napawać cię dumą, ekstazą.
pokaż to światu k o n i e c z n i e ― spiesz się, spiesz się,
bo jeśli ― rzeczywiście ― zajmujesz się tym na poważnie, to
stwierdzisz zaraz, że ta metoda nie ma sensu.
będziesz chciał zniszczyć ten tekst, ale pozwól mu być ― ułomnym
wiedząc, że nic nie ma pełnego, zacznij na nowo, inaczej
tak postępuj nocami i dniami, wciąż doskonal kalectwo,
wprowadź się w rodzaj manii, wszak poetą się jest, nie zaś bywa…
coś jednak się z ciebie ocali, zostanie ― choćby
katarynka
jeśli ta będzie w Tobie gorliwa,
stanie Apollo na moście, a
Platon wyrzuci cię z miasta ― ―
do piękna
nie jestem Różewiczem ani Paulem Celanem. nigdy nimi nie będę.
byłem człowiekiem złamanym tylko przez samego siebie
i ocalonym przez ludzi od samego siebie.
wierz mi, że to, co powiem nie jest słodyczą ignorancji,
jest postanowieniem, wiarą, oddechem,
bez których życie jest ściśniętym gardłem,
ciężarem, i czarnym mlekiem.
nikt mi nie wmówi, że nie ma już miejsca na piękno, bo jest miejsce na piękno.
nikt mi nie wmówi, że nie ma miejsca dla Boga,
wystarczy mieć do kogo się modlić.
nikt nie odbierze mi kruchej wiary w człowieka.
ta wiara jest potrzebna, nawet, jeżeli jest błędna.
życie nie jest kamieniem,
choć to zależy od ciebie.
masz prawo cieszyć się pięknem,
mieć miejsce na piękno,
być pięknem.
na jasnej polanie
drzewa rozstąpiły się ― niespodziewanie ― zobaczyłem. kto by pomyślał, że gdy (jak napisał mi ktoś bardzo mądry) „opadną maski teatru mojej ironii”, nie ukaże się pod nimi embrion suchy jak trzydziestoletni tytoń, a dziewięćsił i barwny chaber; nigdy bym nie pomyślał, że żeby pogodzić się z Chrystusem wystarczy uznać go za filozofa, a nie zaś za Boga, wziąć coś od niego, jak się bierze od Rousseau, Buddy, czy kogokolwiek, kogo można zapytać ― i nie nudzić więcej. postanowiłem, że to zbyt mało na zmartwychwstanie, ale że może starczy na wiersz… szum drzew natężał się coraz łagodniej ― ―
postanowiłem, że zrozumiesz.
postanowiłem
nie pisać już o tym zbyt wiele.
o własności Pisma
gdyby w każdym kraju był jakiś Stanisław Barańczak, i pierwszy taki Barańczak napisałby bardzo długi, metaforyczny wiersz, a potem ― na przykład jakieś dwieście lat potem przyszedłby inny Barańczak, Barańczak Drugi, wybrał fragmenty tego wiersza, które by mu się spodobały, i przetłumaczył na inny język i potem przyszedłby też Barańczak Trzeci i z przekładu Drugiego wybrał to, co mu się podoba i przełożył na kolejny język, to czytający przekład Trzeciego Barańczaka ― ― cóż by mógł z tego
z-rozumieć?
a co więcej, Barańczak
był jeden i tylko u nas.
komar
zabić komara ― to nie jest coś, co gorszy, choć ginie stworzenie. komar to nie jest takie stworzenie, jak pies, koń, czy ptak; komara można zajebać na oczach pięcioletniej dziewczynki, na placu zabaw, w pełnym słońcu i żadna z siedzących opodal matek nie podniesie krzyku. czy sobie wyobrażasz, że bezkarnie zabijam kota pod szkołą podstawową nr 72, na ulicy Paca w Warszawie? no właśnie ― żywa jest drabina jakubowa ― ALE uciąć komarowi tutkę, to już jest okrutne, to już jest podłe i napawa mnie smutkiem ― to jest tak samo podłe, jak wyrwać psu zęby: i niech zdechnie z głodu. tak się nie robi,
tylko człowieka trzyma się przy życiu, choć nie umie żreć,
choć nie wie jak żyć, trzyma się przy sobie.
Wojciech Zamysłowski
CZYTAJ TEŻ