Odzyskać otwartość i spontaniczność
Aldona Kopkiewicz,
"Kim jest ona, gdy mnie nie ma. Eseje w poszukiwaniu siebie",
wyd. Czarne 2026

Ostatnio czytam miniatury prozatorskie Sienkiewicza, Prusa, Reymonta, Irzykowskiego, Żeromskiego, rzadko biorę na tapetę współczesne polskie książki, jednak gdy sięgnąłem po „Kim jest ona, gdy mnie nie ma” Aldony Kopkiewicz, wiedziałem, że te „eseje w poszukiwaniu siebie” muszę skomentować.
Autorka, mając około 40 lat, rozlicza się ze swoich masek, poszukuje swego ja (bo jest ono podwójne: prawdziwe i sztuczne), ucieka przed sobowtórem, stara się zrozumieć ciało, śni różne sny, spowiada się ze swoich rodzinnych relacji. Wewnętrzna i zewnętrzna sprzeczność towarzyszy spowiedzi, autobiograficznym tekstom Aldony Kopkiewicz, która tak pisze: W tych esejach spróbuję jednak wyjść poza oczywiste etykiety stanów psychicznych. Liczę, że odnajdziecie się w tych tekstach, będąc w bardzo różnych stanach egzystencjalnych i sytuacjach. Ostatecznie to eseje o autentyczności, w których prawda „ja” nie jest ani stała, ani określona raz na zawsze. O poczuciu siebie, które afirmuje zmienność (s. 25).
JA, które się buntuje, mówi prawdę i jest nieakceptowane przez społeczeństwo czy środowisko, kontrastuje z JA sztucznym, zamaskowanym, społecznie akceptowanym. Dosyć sporo na ten temat autorka pisze, że ma już dość fałszu, a jednak w jakiś sposób uciec od niego się nie da, nie zawsze to, co myślimy, musimy powiedzieć, ma to swoje konsekwencje: Napiszesz krytyczną recenzję – obraża się na ciebie nie tylko autor, ale i jego koledzy. Żałosne, ale życiowe (s. 40). Dwoistość JA – tu mam pewne asocjacje z genialną książką Edwarda Stachury „Fabula rasa”, gdzie pojawia się człowiek-ja i człowiek-nikt (wspomniałem o tej książce w Polu 3/2026). Chęć odrzucenia maski towarzyszy nam zawsze, aby w jakiś sposób żyć po swojemu, oddychać po swojemu i nie być zależnym od kogokolwiek, jednak nie zawsze jest to takie oczywiste, autorka przypomina, że wszyscy w swoim życiu odgrywamy role, w których nie czujemy się w pełni sobą. Czy właśnie tego doświadczam? I czy dojrzała osoba powinna robić z tego problem? (s. 24).
Ciało – nas ujawnia, nas zdradza, ciągle obserwujemy i jesteśmy obserwowani, wartościowani. Niekiedy ciało z nami nie współgra, zaczynamy tyć. Ciało jest pewnym zewnętrzem, które dostrzegają inni. Czasami ciało odmawia z nami współpracy, gdy już nie mamy siły dalej pracować, gdy jesteśmy wycieńczeni, gdy potrzebujemy odpocząć, zwolnić… Aldona Kopkiewicz opisuje taką sytuację: krwawienie z ucha, wizyty na ostrych dyżurach, antybiotyki, aż w końcu traci słuch, później konieczna jest operacja oraz długie leczenie. Dlaczego tak się stało, nie dało się tego wcześniej wykryć? Kopkiewicz tłumaczy: Tak, ignorowałam chorobę, bo nikt nie nauczył mnie szacunku dla potrzeb ciała, wrażliwości na siebie – ale ignorowałam ją także dlatego, że znajdowałam się w stanie ciągłego niepokoju: jeden wynikał z ekstremalnego stresu po śmierci ojca, drugi z sytuacji materialnej (s. 73).
W kolejnym eseju Kopkiewicz zdradza nam swoje sny (koszmary) i związane z nimi traumy, opowiada o koszmarze, w którym goni ją ktoś, okazuje się, że to ona sama, podwójne ja, sobowtór. Pisarka ucieka przed sobą, bo dopadają ją różne lęki. Poetka opowiada również o spokojnych snach, w których pojawiają się jeziora, ale one są bardzo rzadko. Ładna jest puenta tego krótkiego eseju, iż celem naszego jestestwa jest błąkanie się, pewna ucieczka, ale przecież nie chodzi (czy nie powinno chodzić?) o strach i lęk; błądzić, być bezdomnym – to bardzo mi bliskie spojrzenie, zgubić się celowo w lesie, tzn. wyszukiwać nowe szlaki, nie bać się wbiec w ten las, szukając nowych ścieżek bez map. Ostatecznie nie zgubi się ten, kto porzucił mapę, lecz ta, która idzie w niezgodzie z sobą (s. 83).
W eseju „Jak sprzedałem swój flow” autorka w interesujący sposób przywołuje Rimbauda, Woolf oraz Kafkę, ukazuje, jak dla tych pisarzy istotna była literatura, w jaki sposób musieli zrezygnować z obowiązków, ostrzyć własne zmysły, aby dojrzeć do tego, że JA to ktoś inny. Kopkiewicz w swych esejach próbuje odnaleźć prawdziwe „ja”, szczere „ja”, jednak to nie takie proste, gdyż wystawia sobie autodiagnozę: (…) jestem zmęczona fałszem. Własnym fałszem i fałszem innych (s. 42). I dostrzega reguły, które towarzyszą życiu społecznemu czy literackiemu, egzystencji każdego z nas. Opisuje trywialność współczesnych podniet czytelniczych, zależności rynkowe: Książki na wskroś literackie tkwią w niszy. Do tego dochodzą media społecznościowe, w których od treści ważniejsza jest widzialność, a od namysłu – dopamina. Nasze wizerunki stały się towarami, nasze relacje ze środowiskiem są tylko pozycjonowaniem się na widoku. Czym to jest, jeśli nie rozproszonym spektaklem, wkradającym się w tę najintymniejszą sferę obcowania z książką, jaką jest swobodna wymiana myśli na jej temat? (s. 162).
Jednak te teksty niosą w sobie nadzieję, mimo że niekiedy sobie przeczą, niekiedy nie jestem w stanie uwierzyć w piękne zakończenia niektórych esejów, że autorka sama zaczyna zmieniać swe życie w przedstawiony sposób, pełen afirmacji i wybaczania: Nic, tylko wstać z kanapy i wziąć się do roboty (s. 54). Jest w tym jednak coś twórczego, coś, co napędza poszukiwanie siebie, wielokrotne odnajdywanie siebie na nowo, tym czymś jest czynność, od której uciec nie możemy, jak pisze Aldona Kopkiewicz: Muszę pisać, bo jeszcze nigdy nie byłam tego „ja” pewna, i właśnie w tej niepewności umieszczam zarówno poczucie siebie, jak i pragnienie pisania (s. 36).
Z wieloma tezami (czy hipotezami) autorki się zgadzam, nie ze wszystkimi, zresztą w podobnych czasach żyliśmy (także dobijam do czterdziestki) i z podobnymi problemami się mierzyliśmy czy mierzymy, do tego dochodzi wrażliwość poetycka, dlatego mogłem odnaleźć się w jej tekstach, myślach, poszukiwaniach. Kopkiewicz potrafi zaciekawić, chwycić czytelnika i trzymać, wciągnąć w swą opowieść o snach, ciele, poszukiwaniu tożsamości, ale także, dzieląc się swymi trudnymi relacjami rodzinnymi (z babcią, która jako pierwsza nazwała ją artystką), korzystać ze swego warsztatu literackiego, trafnie wplatając pisarzy i pisarki.
Poetka poprzez swoje eseje chce odzyskać „otwartość i spontaniczność”, mówi też niezaprzeczalną prawdę: Życie fałszywe to życie nieprzeżyte. Muszę więc pisać o swojej głupiej potrzebie szczerości, muszę to robić po to, by jednak wrócić do siebie i przeżyć resztę życia (s. 36).
Paweł Bożek
CZYTAJ TEŻ