SCENY Z ŻYCIA POBOŻNYCH MIESZKAŃCÓW WALDENBURGA


 

OSOBY: 

 

Protestanckie 

Katolickie 

Ponad podziałami 

 

 

CZĘŚĆ I 

1. ŹRÓDEŁKO

 

DZIADEK: 

Dawno, dawno temu,  

za górami, za wierchami, za szczytami, za pagórkami,  

za lasami, za borami, za gajami, za zagajnikami,  

za jeziorami, za strumykami, za rzekami, za potokami,  

 

ale nie za morzami,  

 

było pewne miasteczko. Waldenburg.  

 

W tym miasteczku była parafia.  

 

Była sobie ta parafia, była, była i w roku 1546 opowiedziała się po stronie reformacji.  

 

1546 rok to niecałe 30 lat po ogłoszeniu przez Lutra 95 tez gdzie? 

 

WNUCZEK: 

W Wittenberdze. 

 

DZIADEK: 

Richtig, Helmut. 

 

Waldenburska parafia była parafią nieliczną, bo i Waldenburg był małym miasteczkiem. Miało ono powstać w pierwszej połowie XII wieku, a pierwszy dokument potwierdzający jego istnienie pochodzi z XIV wieku, gdy doszło do sporu prawnego między mnichami zakonu minorytów i duchowieństwem parafialnym.  

 

WNUCZEK: 

Nie, nie, nie! Dziadku! 

 

Najpierw było źródełko. 

 

DZIADEK: 

Richtig, Helmut. Najpierw było źródełko. 

 

Dawno, dawno temu,  

za górami, za wierchami, za szczytami, za pagórkami,  

za lasami, za borami, za gajami, za zagajnikami,  

za jeziorami, za strumykami, za rzekami, za potokami,  

 

ale nie za morzami,  

 

było pewne źródełko. Cudowne źródełko w lesie. Ze źródełka wypłynęło miasteczko – Waldenburg, które swoją nazwę wzięło jednak nie od wody, a od lasu.  

 

WNUCZEK: 

Dlaczego? 

 

DZIADEK: 

Po prostu. 

 

W tym miasteczku była parafia, która w roku 1546 opowiedziała się po stronie reformacji. 1546 rok to 29 lat po ogłoszeniu przez Lutra 95 tez gdzie? 

 

WNUCZEK: 

W Wittenberdze. 

 

DZIADEK: 

Richtig, Helmut. 

 

 

Tymczasem od 1526 roku cały Śląsk, a więc i Waldenburg, znajdował się pod panowaniem Habsburgów. Habsburgowie byli katolikami, ale reformacja wtedy im nie przeszkadzała tak jak później, może dlatego, że zajęli się wojnami chłopskimi, a potem wojnami z Turkami. Nie wiem. Pewne, że cały Śląsk błyskawicznie przyjął „nową naukę”, tylko w Neisse ostał się jeden książę katolik, rodzynek jakby, biskup zresztą.   

 

Może tempo tych zmian zaskoczyło wtedy Habsburgów?  

 

WNUCZEK: 

Nie wiem.  

 

DZIADEK: 

Tempo zmian niekiedy zaskakuje władzę. Władza lubi przyczaić się, poobserwować i zastanowić dobrze nad tym, jak zareagować, twarzą uśmiechniętą czy srogą. Cesarz srogą twarz okazywał jedynie chłopom, którzy myśleli naiwnie, że nowa religia przyniesie poprawę ich losu, ale kończyło się to dla nich krwawo z rąk zarówno książąt luterańskich, jak i katolickich. O, na przykład we wsi  

 

 

Stolec protestancki książę Karol z Muensterbergu wszystkim zbuntowanym chłopom obciął uszy, żeby nie słuchali złych podszeptów. I to było w 1526 roku, raptem 9 lat po wystąpieniu Lutra gdzie? 

 

WNUCZEK: 

W Wittenberdze. 

 

DZIADEK: 

Richtig, Helmut. 

 

Książę Karol postąpił w swoim interesie, ale też w interesie cesarza. Wszystkim możnym, niezależnie od wyznania, zależało na tym, żeby lud nie podważał porządku społecznego. 

 

Z książętami podpisał cesarz w 1555 roku pokój augsburski, który ustanowił zasadę „cuius regio, eius religio”… 

 

WNUCZEK: 

Jak? 

 

DZIADEK: 

Czyli że jakiego wyznania był władca w danym księstwie Rzeszy, to i takiego mieli być jego poddani… 

 

WNUCZEK: 

 
Aha.. 

 

DZIADEK: 

… traktowani w  zasadzie jak przedmioty. 

 

WNUCZEK: 

Dziadku, a dlaczego cesarz podpisał pokój z książętami?  

Nie mógł im kazać po prostu? 

 

DZIADEK: 

Siehst du, Helmut. Kiedy upadł w Niemczech feudalizm – a to przyszło mniej więcej w czasie, kiedy pojawiła się reformacja i uderzyła w kościół katolicki, na którym ten feudalizm się opierał – to się nam Rzesza jakby rozpulchniła. 

 

WNUCZEK: 

Co zrobiła? 

 

DZIADEK: 

Każdy książę zaczął prowadzić swoją politykę, a nawet wojny swoje prowadzili, jedni przeciwko drugim. Protestanci przeciw katolikom. I odwrotnie. Nastąpiło coś w rodzaju anarchii. Miastom książęta narzucili swoje zwierzchnictwo i drobniejszej szlachcie też swoje zwierzchnictwo narzucili, co nie było trudne, kiedy kontroluje się wszystko, łącznie z wymiarem sprawiedliwości. O chłopach nawet nie wspomnę, chłopów wgniatali w ziemię podatkami, pańszczyzną, czym się dało. Z tego brała się coraz większa siła książąt i coraz słabsza pozycja cesarza. 

 

WNUCZEK: 

A cesarz nie mógł książętom obciąć uszu? 

 

DZIADEK: 

No nie mógł. 

 

Tak już jest, że na zmianach zyskują zwykle najsilniejsi, najbogatsi. Mimo że wiatr, który zaczął wiać w roku 1517… 

 

WNUCZEK: 

W Wittenberdze. 

 

DZIADEK: 

Richtig, Helmut …  

 

…był wiatrem naprawdę rewolucyjnym. On porwał najpierw lud, który chciał gruntownych zmian, ale lud najmniej na tym skorzystał. I co z tej rewolucji wyszło ostatecznie? 

 

WNUCZEK: 

No właśnie,  dziadku, co wyszło? 

 

DZIADEK: 

Sporo dobrego wyszło, ale wyszedł z niej też kapitalizm. 

 

To akurat przewidział Martin Luther, o tym były jego ostatnie tezy: „92. Dlatego niech zamilkną wszyscy prorocy, którzy ludowi chrześcijańskiemu mówią: pokój, pokój, a nie ma pokoju. 93. Chwała tym wszystkim prorokom, którzy ludowi chrześcijańskiemu mówią: krzyż, krzyż, nawet jeśli nic go nie zapowiada. 94. Trzeba napominać chrześcijan, żeby starali się naśladować Chrystusa, ich głowę, przez cierpienie, śmierć i piekło. 95. I żeby zawierzyli temu, że do nieba musimy wejść przez wiele utrapień, a nie przez pewność [pozornego] pokoju”1. 

 

Śpisz? 

 

WNUCZEK: 

Nie 

 

Przenosimy się w świat wyobraźni wnucząt. 

 

 2. 1476

 

JANKO-GRAJEK: 

Mówią na mnie Janko-Grajek. A jeszcze inni mówią o mnie: prorok. 

A jeszcze inni mówią o mnie: Janko-Grajek, prorok. 

A jeszcze inni mówią o mnie: prorok z Niklashausen. 

A jeszcze inni mówią o mnie: Janko-Grajek z Niklashausen. 

Prorok. 

 

Byłem prostym pastuchem, kiedy objawiła mi się Maria Panna. 

 
 

Nie przyjmowałem tego do wątpliwości. 

 

Powiedziała: spal bębenek swój.  

Nie oddawaj się więcej tańcom ani grzesznym rozkoszom.  

Nawołuj lud do pokuty. 

 

Spaliłem więc bębenek swój i przestałem oddawać się tańcom i grzesznym rozkoszom, którym zresztą z racji na swój wiek oraz brak czasu i tak niespecjalnie się oddawałem.  

 

I nawołuję was od tamtej pory do pokuty. 

 

I cały czas jestem prostym pastuchem. 

 

Niech każdy wyzbędzie się swoich grzechów, porzuci próżne uciechy tego świata, zdejmie z siebie wszelkie klejnoty i ozdoby i odbędzie pielgrzymkę do Matki Boskiej z Nikalshausen, by wyjednać sobie odpuszczenie grzechów! 

 

To wam  mówię. 

 

MARTIN LUTHER: 

Nazywam się Martin Luther. Jest rok 1476, a że urodziłem się w roku 1483 dopiero, w rodzinie na marginesie, chłopsko-robotniczej, to nic więcej w tej scenie nie powiem.  

 

Zwróćcie tylko uwagę, że nie wziąłem się znikąd. 

 

JANKO-GRAJEK: 

Mówią na mnie Janko-Grajek. A jeszcze inni mówią o mnie: prorok. 

 

Objawiła mi się Maria Panna i kazała mi spalić mój bębenek. 

 

Stoję tutaj w Niklashausen i wygłaszam kazania. I porywam tłumy, tłumy ludu.  

 

Tłumy tu przychodzą pielgrzymkami z Odenwaldu, znad Menu, z Kocher, z Jaxt, ba, nawet z Bawarii, Szwabii i znad Renu. 

 

Coraz liczniejsze masy mnie słuchają, słuchają mnie, jak mówię, młody chłopak, młody pastuch, co mi zwiastowała Matka Boska z Niklashausen: odtąd nie powinno być cesarza ani księcia. I papieża odtąd nie powinno być. I żadnego innego zwierzchnictwa duchownego albo świeckiego.  

 

Wszelkie czynsze, daniny, roboty pańszczyźniane, cła, podatki oraz inne opłaty i świadczenia powinny być na wieki zniesione, a lasy, wody i pastwiska mają być wszędzie wolne. 

 

Wszyscy  mają być sobie braćmi i siostrami, chleb zdobywać pracą rąk swoich. I nikt nie powinien posiadać więcej od drugiego.  

 

 

 

Modlą się do mnie jak do świętego. 

 

Walczą o strzępy mojego kaptura jak o relikwie albo amulety. 

 

Na próżno księża występują przeciwko mnie, na próżno nazywają mnie diabłem.  

 

Na moje niedzielne kazania ściąga do Niklashausen po 40 000 ludzi i więcej! 

 

Dlatego w niedzielę przed świętym Kilianem, gdy siłę swoją czuję dostatecznie wielką, daję sygnał: „Teraz wracajcie do domu i rozważcie, co wam objawiła Przenajświętsza Matka Boska,  a w przyszłą sobotę, to jest na dzień świętej Małgorzaty, zostawcie kobiety, dzieci, starców w domu, wy zaś, mężczyźni, przybądźcie tutaj, do Niklashausen, i sprowadźcie ze sobą braci swoich i przyjaciół, ilu ich tylko jest. Nie przychodźcie atoli z kijem pielgrzymim, ale ze świecą pątniczą w jednej ręce, a z mieczem, kopią lub halabardą w drugiej! Najświętsza Panna zwiastuje wam natenczas, co wedle jej woli czynić macie”. 

 

NAJŚWIĘTSZA PANNA: 
 

Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo tej samej nocy ludzie biskupa wuerzburskiego porwali Janka, wywieźli na bis kupi zamek i tam spalili tego chłopca żywcem.  

 

No ale ziarno, które Janek zasiał, przecież zakiełkowało. Na całym świecie. 

 

3. BYŁO MIŁO

 

BABCIA: 

Do roku 1559 nie ma żadnej wzmianki o ewangelickim duchownym w Waldenburgu. Można przypuszczać, że początkowo nabożeństwa odprawiali mnisi… 

 

WNUCZEK: 
 

Z zakonu minorytów, babciu? 

 

BABCIA: 

Nie wiem, Gunther. W końcu i tak opowiedzieli się po stronie rzymsko-katolickiej, a potem chyba wywędrowali. 

 

Pierwszym ewangelickim duchownym w Waldenburgu został w roku 1559 Balthasar Tilesius (Tielisch).  

 

Po Balthasarze Tilesiusie w roku 1571 urząd proboszcza objął Joachim Sartorius.  

 

Potem w roku 1581 przyszedł Valentin Matorius.  

 

W roku 1583 Michael Fischer (Piscator) z Landeshut został księdzem w Waldenburgu, a w roku 1603 zastąpił go Jeremias Ullmann,  któremu pomagał żonaty kapłan Jakob Kuhn. 

 

Śpisz już? 

 

WNUCZEK: 

Nie. 

 

Babciu, wymienimy wioski? 

 

BABCIA: 

Ja. 

 

Do parafii waldenburskiej należały między innymi wioski:  

 

Wymieniają. 

 

Altwasser,  

 

Weisstein, 

 

Dittrichsbach, 

 

Hermsdorf, 

 

Seitendorf, 

 

Reussendorf, 

 

Hartau, 

 

Adelsbach, 

 

Goerbersdorf, 

 

Dittmannsdorf. 

 

BABCIA: 

Oraz miasteczka: 

 

Wymieniają. 

 

Freiburg in Schlesien, 

 

Landeshut , 

 

Gottesberg. 

 

BABCIA: 

Richtig, Gunther! 

 

Przez kilkadziesiąt lat mieszkali ludzie szczęśliwie w Waldenburgu przez nich ukochanym… 

 

WNUCZEK: 

A potem mieszkali nieszczęśliwie? 

 

BABCIA: 

Jawohl.  

 

Ale o  tym zaraz. 

 

Podczas szczęśliwych lat rozwinęło się w miasteczku piekarnictwo, krawiectwo, szewstwo, piwowarstwo, rzeźnictwo, a przede wszystkim płóciennictwo się rozwinęło. Płócienników mieli najlepszych, ci ze Schweidnitz byli na nich wściekli, u nich płótna nikt nie chciał kupować, wszyscy w Waldenburgu!  

 

Wyznawców tak zwanej „nowej nauki” w miasteczku była zdecydowana większość. Przejęli od katolików kościół św. Michała, szkołę parafialną. Ale żyli z nimi w zgodzie. Bywało, że katolicy dzwonili nawet na luterańskie nabożeństwa. 

 

WNUCZEK: 

To miło. 

 

BABCIA: 

Do pewnego czasu było miło, jednak rządzący Śląskiem cesarze z roku na rok coraz bardziej wspierali kontrreformację. Łamali prawo, chcieli łamać ludzi. Protestanci nie mogli być obojętni. W 1618 roku, czyli 63 lata po jakim pokoju? 

 

WNUCZEK: 

Augsburskim. 

 

BABCIA: 

Richtig, Gunther… W 1618 roku doszło do wybuchu wojny, która przeszła do historii jako wojna trzydziestoletnia.   

 

Wtedy dla parafii w Waldenburgu rozpoczął się czas grozy.  

 

Nagle z chatki odezwał się głos: 

Chrupu, chrupu, chrupu, chrupki, 

Kto przyszedł do mej chałupki?2 

 

WNUCZEK: 

Teraz nie zasnę. 

 

4. CZAS GROZY

 

Dragoni dobijają się. 

 

DRAGON 1: 

W imieniu cesarza – otwierać! 

 

GERTRUDA: 

Kogo tam licho niesie względnie dobry Bóg kogo tu przyprowadził? 

 

DRAGON 1: 

My cesarscy! 

 

DRAGON 2: 

My dragoni! 

 

DRAGON 1: 

My swojacy. 

 

GERTRUDA: 

A, dzień dobry! 

 

DRAGON 1: 

A szczęść Boże. 

 

Ale „dzień dobry” też jest w porządku. 

 

DRAGON 3: 

Przyszliśmy napoić swoje konie. 

 

GERTRUDA: 

To chyba lepiej gdzieś nad wodą? 

 

DRAGON 2: 

Odmawiacie nam gościny? To jakby odmówić cesarzowi. 

 

DRAGON 3: 

Grzecznie prosimy! 

 

DRAGON 1: 

Ale możemy też prosić niegrzecznie. 

 

DRAGON 2: 

Mentzen, Braun, wyważyć bramę! 

 

GERTRUDA: 

Ej, ej, ej, spokojnie, spokojnie… świeżo malowane…  

 

O co wam się rozchodzi? 

 

DRAGON 3: 

Przyszliśmy napoić swoje konie. 

 

DRAGON 2: 

Można liczyć na poczęstunek i nocleg? 

 

GERTRUDA: 

A kto pyta? 

 

DRAGON 2: 

My dragoni!!!! 

 

GERTRUDA: 

A, dragoni.  

 

No tak, no tak, jednym uchem wleciało, drugim… 

 

DRAGON 2: 

Strudzeni drogą. Dragoni. 

 

DRAGON 1: 

(I innymi rzeczami strudzeni.) 

 

DRAGON 3: 

Cesarscy. Dragoni. 

 

DRAGON 1: 

Swoi. 

 

GERTRUDA: 

Napoić konie, na poczęstunek i nocleg, a potem co? 

 

DRAGON 1: 

A potem dalej. 

 

GERTRUDA: 

Co dalej? 

 

DRAGON 1: 

A potem pojedziemy dalej. 

 

GERTRUDA: 

1. Dalej.No tak, no tak…. 

 

Tamtego dnia siedzieliśmy przy stole. Ja, mieszczka waldenburska Gertruda, mój małżonek płóciennik, Joachim, dwanaścioro naszych dzieci, ale imion wszystkich nie pamiętam. Dziewka nam posługiwała, już ją miałam trzepnąć w ucho, bo znalazłam w knedlach ości, kiedy ci dragoni przyszli. Zaczęliśmy mieć do czynienia z sytuacją, w której nie chcieliśmy się znaleźć. Tak coś czułam, że złe przyjdzie, bo Joachim gwizdał w domu, a kiedy się w domu gwizda, to potem złe się dzieje. Zresztą, krążyły plotki. To nadciągało, nadciągało. Nie było czasu się naradzać, bo grozili, że bramę wyważą. Trzeba było wpuścić ich do miasta. Lepiej żeby przez bramę weszli, a nie z bramą. Lepiej było na spokojnie, pokojowo, chociaż w głowie mi dudniło: „Nie ufaj katolikom! Nie ufaj katolikom, Gertruda!”. Co zrobili Janowi Husowi? Zaprosili go do Konstancji, niby żeby pogadać – i spalili. Co zrobili hugenotom we Francji? Zaprosili ich na wesele niby – i wyrżnęli. Zresztą, żeby daleko nie szukać. Zbawiciela kto nam ukrzyżował? Rzymianie. No a katolicy jak się mieniąŻe są rzymscy. No to o czym my tu rozmawiamy… „Nie ufaj katolikom”, słyszałam ten głos w głowie. „To są podstępni ludzie”. Ech, ale bramy było szkoda. 

 

my mieszkaliśmy nad bramą. 

 

Wchodźcie, wchodźcie.  

 

DRAGON 2: 

Dziękujemy za tak serdecznie i niewymuszone zaproszenie i obiecujemy, że będziemy zachowywać się grzecznie. Niegrzecznie to przecież grzech! A chcemy być po śmierci zbawieni.  

 

GERTRUDA: 

Oj tak.  

 

Ale po co tak od razu o śmieci, skoro ciągle są powody do życia? 

 

Jak powiedział święty Marek, „czym chata bogata”. 

 

DRAGON 1: 

Zaraz. Gdzie on tak powiedział? 

 

GERTRUDA: 

W Ziemi Świętej. 

5. ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

 

JOSZUA: 

Nazywam się Joszua z Nazaretu. Jestem synem cieśli. (Zrodzony, a nie stworzony.) I sam byłem kształcony na cieślę, ale poszedłem swoją drogą, a za mną poszli inni, a za nimi jeszcze kolejni, i zrobiły się nas setki, tysiące, miliony, miliardy. Mimo okrutnych prześladowań i tak dalej. Nie opłacało się w ogóle na początku, a poszli. No to chyba coś w tym było? 

 

Jest rok 33. Według rozmaitych rachunków prawdopodobnie właśnie w tym roku zostałem ukrzyżowany, ale nie mówię z perspektywy śmierci, nie mówię z perspektywy czasu. 

 

Równie dobrze może być rok 3000. Czyli już po końcu świata. Ups… 

 

Na początku było ich dwunastu. Porzucili dla mnie swój dobytek. Nie. Dla siebie porzucili. Dla samych siebie i dla siebie nawzajem. Prowadziliśmy wspólne gospodarstwo. Kilkunastu kolesi w sandałach. Pieczę nad naszym trzosem trzymał Judasz Iskariota, on lubił mieć coś wspólnego z trzosem. Po mojej śmierci ci, którzy we mnie uwierzyli, też tworzyli ze sobą wspólnoty, a wszystko w tych wspólnotach było wspólne. Jeden duch i jedno serce ich ożywiało. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał. Żaden się nie wywyższał nad drugiego. 

 

Życie bowiem znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 

 

A później bywało różnie. Raczej nie po mojej myśli bywało. No ale cóż. Always look at the bright side of life. 

 

Dlaczego to takie ważne? Bo to wspólnota daje pocieszenie, nie hierarchia. 

 

To właśnie miałem na myśli, mówiąc, że królestwo moje nie jest z tego świata. 

 

Kto się wywyższa, będzie poniżony. Tak mówiłem. 

 

We wspólnocie człowiek jest wolny. 

 

We wspólnocie człowiek znajdzie wsparcie. 

 

Wspólnota może obronić. 

 

Nawet jeśli nie fizycznie, to duchowo. Wspólnota to opoka budowana w tobie. 

 

Gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w imię moje, tam jestem pośród nich. Mówiłem. 

 

No ale nie zrozumieli. 

 

 

 

 

Ludzie nie umieją we wspólnoty. Kto wie, może najpiękniejsze idee są antyludzkie? 

 

Uwielbiacie te hierarchie, wywyższanie się. Cała wasza tak zwana cywilizacja zbudowana jest przecież na tym. 

 

Trzeba umieć przegrywać, ale i wygrywać trzeba umieć. 

 

Teraz będzie do tych, którzy przegrywają. No więc, jeśli was dojeżdżają, posłuchajcie: 

 

ogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.  

 

ogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.  

 

ogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.  

 

ogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.  

 

ogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.  

 

ogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.  

 

ogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.  

 

ogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.  

 

Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. 

 

Always look at the bright side of life. 

 

6. OSTATNIA WIECZERZA

 

DRAGON 1: 

Luteranie płuczą zęby w wodzie po pierogach! 

 

GERTRUDA: 

Katolicy robią rozgrzewkę przed kupą! 

 

DRAGON 2: 

Luteranie nie witają dnia uśmiechem! 

 

GERTRUDA: 

Katolicy bratają się z siostrami! 

 

DRAGON 1: 

Luteranie wylizują talerze po bułce! 

 

GERTRUDA: 

Katolicy siorbią, jedząc suche! 

 

DRAGON 2: 

Luteranie piją barszcz Sosnowskiego! 

 

GERTRUDA: 

Katolicy ustępują rudym miejsca! 

 

DRAGON 1: 

Luteranie myślą, że piegi to choroba! 

 

GERTRUDA: 

Katolicy myślą, że in vitro to pizzeria i w ogóle są strasznymi niejadkami! 

 

DRAGON 2: 

Luteranie ubierają się nieadekwatnie do pogody! 

 

GERTRUDA: 

Katolicy mówią „piardnąć”! 

 

DRAGON 1: 

Luteranie… żartują z poważnych tematów! 

 

GERTRUDA: 

Katolicy… 

 

Katolicy… 

 

Katolicy… 

 

JOACHIM: 
 

Nie płakali po papieżu. 

 

Katolicy biją się z myślami. 

 

GERTRUDA: 

Wiesz co, to chyba nieśmieszne było… 

 

A znacie taki dowcip? Spotykają się papież Niemiec, papież Rusek i papież Polak… 

 

DRAGON 1: 

Jakiej muzyki słuchacie? 

 

GERTRUDA: 

My? Żadnej. 

 

To co? Pojedli, popili…. 

 

DRAGON 1: 

Jak to, żadnej? 

 

GERTRUDA: 

Nie no, jakiejś tam słuchamy… 

 

Joachim? 

 

DRAGON 1: 

Jakiej? 

 

DRAGON 2: 

Macie może klawesyn? 

 

GERTRUDA: 

Nie. 

 

DRAGON 1: 

Jakiej? 

 

GERTRUDA: 

Joachim, jakiej?! 

 

JOACHIM: 

Ja wiem? Barokowej? 

 

DRAGON 2: 

Czy ktoś w tej dziurze ma klawesyn? 

 

GERTRUDA: 

Żona proboszcza gra. 

 

DRAGON 1: 

Kto? 

 

GERTRUDA: 

Żona proboszcza. 

 

DRAGON 1: 

Macie tutaj proboszcza? 

 

GERTRUDA: 

No, mamy. 

 

DRAGON 1: 

I ten wasz proboszcz ma żonę? 

 

GERTRUDA: 

Ma… 

 

DRAGON 2: 

I po co jej klawesyn? 

 

GERTRUDA: 

No… mówię, że gra sobie. 

 

DRAGON 3: 

Ale co gra? 

 

GERTRUDA: 

Hmm… muzykę? 

 

DRAGON 3: 

Ale jaką muzykę? 

 

DRAGON 1: 

Heinrich Schuetz. Wiecie, kto to jest Heinrich Schuetz? 

 

GERTRUDA: 

Nie. 

 

DRAGON 1: 

Nie wiecie, kto to jest Heinrich Schuetz? 

 

GERTRUDA: 

Nie. 

 

DRAGON 1: 

Przecież to wasz kompozytor. 

 

GERTRUDA: 

Nasz? 

 

DRAGON 1: 

To może choć „żona proboszcza” wie, kto to jest Heinrich Schuetz? 

 

DRAGON 2: 

Heinrich Schuetz i te jego nowinki. 

 

DRAGON 3: 

To nie ma nic wspólnego z muzyką. 

 

GERTRUDA: 

Nie ma? 

 

Cisza. 

 

GERTRUDA: 

Joachim, powiedz coś. 

 

JOACHIM: 

Lepiej nie. 

 

DRAGON 3: 

To są przypadkowe jakieś w ogóle dźwięki. To jest antymuzyka. To jest antykultura. Ten cały Heinrich Schuetz. 

 

Przywlókł to z Włoch i Holandii. Podobno. 

 

DRAGON 2: 

Z Holandii. No właśnie. To wszystko tłumaczy. 

 

DRAGON 1: 

Powiedziałeś, że słuchasz baroku? 

 

JOACHIM: 

Nie…  już niczego nie słucham. 

 

DRAGON 2: 

Ale słyszałeś nazwisko „Heinrich Schuetz”? 

 

JOACHIM: 

Nie. 

 

DRAGON 2: 

Jak to? 

 

JOACHIM: 

No… tak to. 

 

DRAGON 2: 

Ale przecież wymieniłem to nazwisko w pytaniu. 

 

JOACHIM: 

Tak. 

 

DRAGON 2: 

No to je słyszałeś, czy go nie słyszałeś? 

 

JOACHIM: 

Yyy… pytanie? 

 

DRAGON 2: 

Nazwisko „Heinrich Schuetz”. 

 

GERTRUDA: 

Słyszał w pytaniu. 

 

JOACHIM: 

Tak, bo cały czas je powtarzacie. No to nie sposób było nie usłyszeć. 

 

GERTRUDA: 

Cicho. 

 

DRAGON 2: 

A więc jednak. 

 

DRAGON 3: 

To są przypadkowe dźwięki. A ten śpiew? Nic nie można zrozumieć. Jeden się przekrzykuje przez drugiego. 

 

DRAGON 1: 

Skoro nie wiedzą, kim jest Heinrich Schuetz, nasza rozmowa w tym momencie jest jałowa. 

 

DRAGON 3: 

To wstyd, tak nie mieć kultury, pojęcia. 

 

DRAGON 2: 

Jak zwierzęta. 

 

DRAGON 1: 

Jak zwierzęta. 

 

DRAGON 2: 

Jak zwierzęta. 

 

DRAGON 3: 

Aż nie chce się uwierzyć. 

 

DRAGON 1: 

Czasem trzeba uwierzyć nawet, jak się nie chce. 

 

DRAGON 2: 

Oj tak… 

 

DRAGON 3: 

A może coś im zaśpiewamy? 

 

DRAGON 1: 

No właśnie, niech sami ocenią. 

 

Skoro nie wiedzą, kim jest Heinrich Schuetz. 

 

DRAGON 2: 

Jak można nie wiedzieć? 

 

Dragoni melorecytują coś Heinricha Schuetza, np. „Johannes Passion” (SWV 481),  zagłuszając się i przekrzykując. 

 

DRAGON 1: 

I co? Podobało się? 

 

Cisza. 

 

GERTRUDA: 

Tru… 

 

DRAGON 1: 

Tru. 

 

GERTRUDA: 

Tru… 

 

DRAGON 1: 

Tru. 

 

GERTRUDA: 

Tru… 

 

DRAGON 1: 

Tru. 

 

GERTRUDA: 

Dno. 

 

DRAGON 2: 

Co? 

 

GERTRUDA: 

Powiedzieć? 

 

DRAGON 2: 

Tak, czy nie? 

 

GERTRUDA: 

Joachim? 

 

JOACHIM: 

Sądzę, że w wirtuozerski sposób oddali panowie wrażą brzydotę tego pseudoutworu. 

 

GERTRUDA: 

Joachim… 

 

DRAGON 2: 

Bełkot. To jest po prostu bełkot. 

 

DRAGON 3: 

Jeśli coś jest złe, to złe jest właśnie to. 

 

GERTRUDA: 

No to skoro już się dowiedzieliśmy, kim jest Heinrich Schuetz… 

 

DRAGON 1: 

A kim jest Johann Hermann Schein? 

 

GERTRUDA: 

O, Boże… 

 

DRAGON 3: 

Nie wiedzą, kim jest Johann Heinrich Schein. 

 
 

DRAGON 2: 

Zwierzęta. 

 

JOACHIM: 

Hermann. 

 

DRAGON 3: 

Co? 

 

JOACHIM: 

Hermann! 

 

DRAGON 3: 

Jaki Hermann? 

 

JOACHIM: 

Schein. 

 

DRAGON 3: 

I kto to jest? 

 

JOACHIM: 

Nie mam pojęcia. 

 

DRAGON 3: 

Jezu, jaki debil. 

 

GERTRUDA: 

Panowie…. 

 

DRAGON 1: 

Zamknij mordę. 

 

Kto to jest Johann Hermann Schein? 

 

JOACHIM: 

Nie wiem, naprawdę. 

 

DRAGON 3: 

A Samuel Scheidt? 

 

JOACHIM: 

 

 

DRAGON 2: 

Mamy uwierzyć, że Schuetz, Schein i Scheidt to dla was nazwiska obce? 

 

GERTRUDA: 

Tak. 

 

DRAGON 2: 

Co? 

 

GERTRUDA: 

Nic. 

 

DRAGON 2: 

Nigdy nie słyszeliście tych nazwisk? 

 

GERTRUDA: 

Nigdy. 

 

To znaczy, przed chwilą. Dopiero. 

 

DRAGON 1: 

No to jakich byście wymienili kompozytorów na przykład? 

 

GERTRUDA: 

Żadnych. 

 

DRAGON 1: 

Ale twój mąż powiedział, że słucha barokowej muzyki. 

 

GERTRUDA: 

Przejęzyczył się. Nie interesują nas nowinki. Żyjemy sobie tutaj skromnie, praca, dom, praca, dom, czasem człowiek wyskoczy za miasto… 

 

DRAGON 2: 

„Przejęzyczył się”, więc co chciał powiedzieć? 

 

GERTRUDA: 

Co chciałeś powiedzieć, Joachim? 

 

JOACHIM: 

Że słucham narodowej muzyki. 

 

DRAGON 1: 

Narodowej… Aha… A ten, który uważa się za księdza i ma żonę? 

 

DRAGON 2: 

I klawesyn. 

 

GERTRUDA: 

Proboszcz? 

 

DRAGON 1: 

Przebieraniec. 

 

Cisza. 

 

DRAGON 1: 

No? 

 

GERTRUDA: 

Ale… co? 

 

DRAGON 2: 

Gdzie ten „proboszcz” mieszka? 

 

GERTRUDA: 

A… u siebie. 

 

Z żoną. 

 

DRAGON 3: 

Barok narusza zasady. Zasadę harmonii narusza. I zasadę kontrapunktu na dodatek… Dajmy na to Monteverdi. Nawet was nie pytam, czy wy wiecie, kim jest Monteverdi, skoro nie wiecie, kim są Schuetz, Schein i Scheidt. I pewnie też nie wiecie, co zarzuca się Monteverdiemu… 

 

GERTRUDA: 

Nie wiemy. 

 

DRAGON 3: 

Morda. 

 

DRAGON 2: 

To w ogóle nie było pytanie. 

 

DRAGON 1: 

A jeśli to było pytanie, to było to pytanie retoryczne. 

 

DRAGON 2: 

Oni mogą jednakowoż nie wiedzieć, co to jest pytanie retoryczne. 

 

DRAGON 1: 

Zwierzęta. 

 

DRAGON 3: 

Monteverdi w swoich madrygałach nieprawidłowo prowadzi melodię, miesza modi, a przede wszystkim błędnie stosuje dysonanse. Schuetz, ScheinScheidt inni – kopiują po nim jak papugi. To jest karygodne, to bezmyślne powtarzanie jakichś, kurwa, jebanych mód zagranicznych. 

 

DRAGON 1: 

Dysonans. Jak można nie umieć w dysonans? 

 

DRAGON 2: 

No i jeszcze, przy tym wszystkim, to jest niby o zbawicielu naszym, ta ich pseudomuzyka. 

 

Więc to jest bluźnierstwo. 

 

DRAGON 1: 

Za to powinno się palić. 

 

DRAGON 2: 

Tak, za to powinno się palić. 

 

DRAGONI: 

Na stosach!!! 

 

GERTRUDA: 

Przecież wierzymy w tego samego boga! 

 

DRAGON 1: 

Żydzi też wierzą w tego samego boga. 

 

GERTRUDA: 

O! My nie lubimy Żydów i wy nie lubicie Żydów! 

 

DRAGON 2: 

Nikt nie lubi Żydów. 

 

GERTRUDA: 

Mówimy w tym samym języku! 

 

DRAGON 3: 

Plugawym językiem gminu szkalujecie boga, podczas gdy my – uwielbiamy go i wysławiamy po łacinie. 

 

Habemus papam! 

 

DRAGON: 

Semel catholicus, semper catholicus. 

 

JOACHIM: 
 

A nie, że każdy inny, wszyscy równi? 

 

GERTRUDA: 

Na przykład. 

 

DRAGON 2: 

Koniec z tymi bluźnierstwami! 

 

DRAGON 3: 

Z wami nie da się rozmawiać o muzyce. 

 

7. VATERUNSER 

 

DZIADEK: 

Vater unser… 

 

WNUCZEK: 

Vater unser… 

 

DZIADEK: 

Jawohl. 

 

Im Himmel… 

 

WNUCZEK: 

Im Himmel… 

 

DZIADEK: 

Geheiligt werde dein Name. 

 

WNUCZEK: 

Geheiligt werde dein Name. 

 

DZIADEK: 

Jawohl. 

 

Dein Reich komme. 

 

WNUCZEK: 

Reich? 

 

DZIADEK: 

Reich. 

 

WNUCZEK: 

Dein Reich komme. 

 

DZIADEK: 

Dein Wille geschehe, wie im Himmel so auf Erden. 

 

WNUCZEK: 

To za trudne. 

 

DZIADEK: 

Christoph! 

 

WNUCZEK: 

Dein Wille geschehe… 

 

DZIADEK: 

Jawohl. 

 

WNUCZEK: 

.. wie im Himmel so auf Erden. 

 

DZIADEK: 

Jawohl! 

 

Unser tägliches Brot gib uns heute.  

 

WNUCZEK: 

Unser tägliches Brot gib uns heute. 

 

DZIADEK: 

Wyraźniej. 

 

WNUCZEK: 

Unser tägliches Brot gib uns heute. 

 

DZIADEK: 

Richtig. 

 

Und vergib uns unsere Schuld, wie auch wir vergeben unsern Schuldigern. 

 

WNUCZEK: 

Tego już nie powiem, dziadku. 

 

 8. LATA DRŻENIA OŻYCIE

 

MELCHIOR ULLMANN: 

Nazywam się Melchior Ullmann. Jestem synem Jeremiasa Ullmanna, proboszcza parafii luterańskiej w Waldenburgu, który zmarł śmiercią męczeńską, pobity przez dragonów cesarza. Chcieli go przekonać siłą do przejścia na katolicyzm, bo zabrakło im siły argumentów.  

 

Bóg mówi: „jestem miłością”, a ludzie w jego imię wyżynają się. Coś tu jest nie tak. 

 

WNUCZEK: 

Czy Jeremias Ullmann ma swoją ulicę w Wałbrzychu? 

 

MELCHIOR ULLMANN: 

Mój ojciec nie wyrzekł się wiary, a ja objąłem po nim urząd. Mnie jako pierwszego tytułowali parafianie nie „proboszczem”, a „pastorem”.  Po nowemu i dla odróżnienia.  

 

To niby inne słowo na to samo. Ale inne. No bo pierwsze. Sprawdźcie sobie w liście do Efezjan. (Ale można śmiało mówić „proszę księdza”.) 

 

Lecz cóż, kiedy żołnierze zabraniali mi odprawiać nabożeństwa. Żadne słowa do nich nie przemawiały. 

 

Oczy, rozum, przesłaniała im nienawiść do tego, czego nie rozumieli. 

 

Nie chcieli nas w ogóle poznać. Od razu chcieli nas zmieniać. 

 

Stosowali tyrańskie metody. I mówili, że to nasza wina. Mścili się, że nasza społeczność wybrała życie po swojemu. Chcieli, by na powrót było po ichniemu. 

 

Kwaterowali się ludziom po domach i kazali się mieszczanom biednym utrzymywać, a nie było tych żołnierzy po kilku, tylko po kilkunastu i po kilkudziesięciu na dom. Domagali się noclegu i jedzenia, a ponadto rabowali, co popadnie i bili, kogo popadnie, za co popadnie. Niektórym to kazali nawet tarzać się we własnych odchodach. Istniał ratunek: trzeba było pójść do katolickiego kapłana na spowiedź i przynieść stamtąd karteczkę, że jest się katolikiem.  

 

Niektórzy dali się złamać. 

 

WNUCZEK 

A czy ci dragoni dostali rozgrzeszenie? 

 

MELCHIOR ULLMANN: 

Musiałem uciekać do Schweidnitz. W tym czasie zdewastowali plebanię. Spalili wszystkie księgi, dokumenty. 

 

Mieszczan grabili z życia, zdrowia i pieniędzy. 

 

Waldenburg, nasz piękny Waldenburg, kiedyś spokojny, wynikający zupełnie beztrosko z cudownego źródełka w lesie, pustoszyły kolejne armie i zarazy.  

 

To były długie lata drżenia o życie. 

 

9. WYROK ŚMIERCI 

 

BABCIA: 

Pastor Melchior Ullmann zmarł 13 marca 1643 roku. Jego następcą wybrano miesiąc później pastora Adama Raussendorfa. Reissendorfa?  

 

WNUCZKA: 

No to w końcu jak mu było, babciu? 

 

BABCIA: 

Zatarło się. 

 

Pięć lat potem, w roku 1648, zakończyła się wojna trzydziestoletnia. Jej skutkiem była rekatolizacja Czech, czyli Śląska, czyli Waldenburga. 

 

WNUCZKA: 

Co to jest rekatolizacja? 

 

BABCIA: 

To znaczy: kontrreformacja, kontrrewolucja. 

 

WNUCZKA: 

Aha, czyli to coś złego? 

 

BABCIA: 

Sama sobie odpowiedz. Trzydziestoletnią wojnę zakończył pokój westfalski, który między innymi powtarzał zasadę pokoju augsburskiego sprzed stu lat:  

 

WNUCZKA: 

Czyj kraj, tego religia”.   

 

BABCIA: 

Richtig! 

 

Obiektywnie zatem rzecz biorąc, był to sukces i wygrana protestantów w Rzeszy i w Europie.  Ale jednocześnie był to wyrok śmierci na parafię waldenburską. Wyrok śmierci. 

 

WNUCZKA: 

Dlaczego? Teraz nie zasnę. 

 

10. 25 MARCA 1654

 

KILKU KATOLIKÓW: 

Ponieważ Waldenburg podlega katolickiemu księstwu w Schweidnitz, to my jako katolicy, na mocy postanowień pokoju westfalskiego, odbieramy wam teraz świątynię i elo. Możecie się rozejść. 

 

WIELU PROTESTANTÓW: 

„Twierdzą nam będzie każdy próg”… Nie, w ten sposób nie wygramy. 

 

Ich jest mniej, ale mają władzę. 

 

Nas nie ma znowu aż tak bardzo wielu, wojna nas zdziesiątkowała i prześladowania nas zdziesiątkowały i one przecież nie ustają, tylko przybierają inną formę. Nie ma nas aż tak wielu jak kiedyś, ale tamci to przy nas garstka. 

 

W tym roku na przykład katolicy w Waldenburgu ochrzcili tylko troje dzieci. Troje. W całym mieście! Ale zabierają nam kościół. 

 

KILKU KATOLIKÓW: 

Odzyskujemy. 

 

WIELU PROTESTANTÓW: 

Nam dzieci nie wolno chrzcić w naszym obrządku. 

 

Pastor nam nie może chować naszych zmarłych. Wygnali go. 

 

KILKU KATOLIKÓW: 

Raus! 

 

WIELU PROTESTANTÓW: 

To jakby nam zabrali początek i koniec. 

 

Chcą nas wymazać. 

 

KILKU KATOLIKÓW: 

Wielka Rzesza Katolicka! 

 

WIELU PROTESTANTÓW: 

Jak teraz mamy umierać, żeby coś po nas zostało? 

 

Jak teraz żyć po swojemu? 

 

I jeszcze musimy płacić daniny  

klerowi katolickiemu. 

 

KILKU KATOLIKÓW: 

Co łaska! 

 

Ale nasza łaska. 

 

WIELU PROTESTANTÓW: 

Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze? 

 

Nie no, od początku było wiadomo, o co chodzi. 

 

Konflikty religijne to zawsze są konflikty o władzę. Zawsze. 

 

KILKU KATOLIKÓW: 

Władza pochodzi od boga. 

 

A my jesteśmy jej dilerami. 

 

WIELU PROTESTANTÓW: 

Jesteśmy bardzo biedni, pozbawieni środków do życia. 

 

Waldenburg, nasz piękny Waldenburg, wynikający zupełnie beztrosko z cudownego źródełka w lesie, nasz, bo po naszemuśmy w nim żyli, po naszemuśmy go sto lat temu urządzili – zmienił się nie do poznania, odkąd wkroczyła tutaj polityka, a z nią wojna, a z nią decydowanie o nas przez silniejszych. Przepadło piekarnictwo, krawiectwo, szewstwo, piwowarstwo, rzeźnictwo i płóciennictwo przepadło. A teraz przepada kościół. 

 

Mimo wszystko nie tracimy nadziei. I nie tracimy wiary. 

 

To szaleństwo kiedyś się skończy. 

 

Śpiewają „Ein bisschen Frieden” w remiksie barokowym. 

 

11. PO CO TO WSZYSTKO

 

WNUCZEK: 

Dziadku, a dlaczego ludzie robią sobie takie rzeczy? 

 

DZIADEK: 

 

 

Bo są źli. 

 

WNUCZEK: 

No a bóg? 

 

DZIADEK: 

Co „bóg”? 

 

WNUCZEK: 

Jaki bóg jest? 

 

DZIADEK: 

 

 

Nie wiem. 

 

WNUCZEK: 

Skąd dziadku wiesz, że bóg jest? 

 

DZIADEK: 

Nikt nie udowodnił, że go nie ma. 

 

WNUCZEK: 

No a piekło? 

 

DZIADEK: 

Co „piekło”? Pytasz, jakie piekło jest? 

 

WNUCZEK: 

Pytam, po co jest piekło. 

 

DZIADEK:  

 

 

Piekło jest… ludziom potrzebne. Chcą mieć pewność, że kiedy trafią do nieba, to będą patrzeć z góry na tych, którym źle życzą. Dlatego tak wierzą w piekło. 

 

Śpisz?  

 

 

CZĘŚĆ II 

12. WALDENBURG, CZYLIŻYCIE W LESIE (I)

 

Na scenie – polu zżętym – stoją protestanci waldenburscy przebrani za snopki. 

 

PROTESTANT 1: 

Pastor Raussendorf 

 

PROTESTANT 2: 

Reissendorf 

 

(zatarło się) 

 

PROTESTANT 3: 

powodu prześladowań 

 

PROTESTANT 4: 

ukrywa się 

 

PROTESTANT 5: 

i potajemnie chrzci   

 

PROTESTANT 6: 

oraz udziela ślubów 

 

PROTESTANT 7: 

oraz wygłasza kazania 

 

PROTESTANT 8: 

oraz odprawia nabożeństwa 

 

PROTESTANT 9: 

lesie  

 

PROTESTANT 10: 

na górze.  

 

WSZYSCY: 

Butter Berg! 

 

Snopki bardzo ostrożnie idą w stronę lasu, rozglądając się, nieruchomiejąc itp. 

 

13. WALDENBURG, CZYLIŻYCIE W LESIE (II)

 

Snopki wchodzą na leśną polanę. Siadają na kamieniach. Odsnopkowują się i uczłowieczają trochę albo nie. Słuchają z uwagą pastora i w momentach odpowiednich kiwają głowami na zgodę lub z przejęciem, a nawet coś po cichu między sobą komentują. Zachowują przy tym baczenie na wypadek zajść niespodziewanych. (W pewnym oddaleniu jakiś snopek powinien stać na czatach.) 

 

 

 

PASTOR RAUSSENDORF/REISSENDORF: 

Biada nam! 

 

WSZYSCY: 

Biada! Biada! 

 

PASTOR RAUSSENDORF/REISSENDORF: 

Ale czy nam biada, zaiste? 

 

WSZYSCY: 

 

 

PASTOR RAUSSENDORF/REISSENDORF: 

Biada nam i nie biada, powiadam. 

 

Niechaj serca nasze będą czujne i rozumne, abyśmy nie popadli w złudzenie, co to ono kusi duszę, by rozkoszowała się cierpieniem, które ją spotyka.  

 

Cierpienie nie po to jest, abyśmy w nim rozkosz znaleźli, lecz abyśmy do Chrystusa się zbliżyli i naszego ducha oczyszczenie osiągnęli przez cierpienie. 

 

Cierpienie to tylko narzędzie! Jak hebel. 

 

A zatem: biada, biada nam, ale ostrożnie z tym „biada”, ostrzegam! 

 

Ciemiężeni, bywa, pielęgnują w sobie kamień, co ich ciągnie. A ciągnie tak, że aż od tego boli. A boli tak, że choć już przeminęła rzeczywistego cierpienia przyczyna, to nadal ich boli i boli.  

 

Ale oni chcą, żeby ich bolało! Nie umieją bez kamienia żyć, bez bólu, choćby już fantomowego. Rozumiecie? 

 

Tkwią w  cierpieniu i z pozycji cierpiętniczej zadają razy bolesne. Bo się skrzywdzeni czują, bo czują się poniżeni. 

 

Rozkosz w cierpieniu – to jakby miłość do rany. Miłość do rany nie leczy, ona zatruwa zranienie, ba, zatruwa ciało całe, ba, duszę ona zatruwa! 

 

Nie idźmy, bracia i siostry, tą drogą. 

 

Albowiem biada nam, ale rzecz nie tkwi w tym, że nam biada! 

 

Rzecz w tym, że prawda jest po naszej stronie, choć przychodzą do nas tacy, którzy chcą ją unieważnić. (Oni, bywa, także mają w sobie kamień.) 

 

Trzymajmy się zatem prawdy, nie trzymajmy się cierpienia, tak jak celem piekarza jest chleb, a nie brudzenie rąk w mące i zakwasie. 

 

Niech cierpliwość nasza będzie świadectwem wiary, bo prawdziwa cnota cierpienie po prostu znosi, nie międli się z nim w jakomymś samieństwie.  

 

Niech cierpliwość nasza będzie drogą do zwycięstwa. 

 

Powolutku. Powolutku. 

 

Snopek stojący na czatach daje znak, wydając np. odgłos dzikiego zwierzęcia. Wszystkie snopki podrywają się z miejsc, porządkują swoje usnopkowanie, stają nieruchomo. 

 

SNOPEK: 

Zazwyczaj w horrorach zagrożenie przychodzi z lasu, lecz w tym wypadku to z miasta przychodzi do lasu zagrożenie. 

 

Na scenę – leśną polanę – wkraczają grzybiarze. 

 

GRZYBIARZ 1: 

Ja to w życiu bym nie zagrał ci na klawesynie. Każda ręka gra inaczej, każdy paluszek trzeba zapamiętać, który i co gra w danej ręce… 

 

GRZYBIARZ 2: 

Ty.  

 

Zobacz.  

 

Snopki. 

 

GRZYBIARZ 1: 

Co?  

 

1.

 

GRZYBIARZ 2: 

Co w lesie robią snopki? 

 

GRZYBIARZ 1: 

Wiesz, to pewnie chłopi ze Stolca. 

 

GRZYBIARZ 2: 

Dobrze się czujesz? 

 

GRZYBIARZ 1: 

Nie słyszałeś? Zanoszą snopki do lasu, żeby nie oddawać  

dziesięciny dziedzicowi. 

 

Chomikują je tutaj jak wiewiórki. 

 

GRZYBIARZ 2: 

Aha 

 

GRZYBIARZ 1: 

Każdy orze jak może.  

 

GRZYBIARZ 2: 

Ale to kawałek stąd… 

 

GRZYBIARZ 1: 

Widzisz, to dla niepoznaki. 

 

Zostaw ty lepiej te snopki. 

 

Chodź, znam tam niedaleko dobre miejsce na kanie… 

 

Odchodzą. 

 

Snopki po chwili zajmują miejsca na kamieniach. 

 

PASTOR RAUSSENDORF/REISSENDORF: 

Kto ma uszy, niechaj słucha. 

 

Katolicy mówią nam, co mamy robić. 

 

Katolicy mówią nam,  jak mamy żyć. 

 

Katolicy urządzają nam życie. 

 

Wydawało nam się, że  

ustaliliśmy zasady,  

 

na jakich chcemy mieszkać  

 

tu sobie  

 

w małym miasteczku  

 

wśród lasów  

 

wynikającym beztrosko  

 

ze źródełka  

 

itp. 

 

I nagle przychodzą oni. 

 

A było tak pięknie. 

 

Jeden snopek w trakcie kazania powoli podnosi się, wstaje i dyskretnie odchodzi na bok.  

 

Odchodzi, odchodzi, odchodzi – aż tamtych ani nie widać, ani nie słychać. 

 

Ale jego widać bardzo dobrze. 

 

14. WALDENBURG, CZYLIŻYCIE W LESIE (III)

 

Snopek, który wyszedł z nabożeństwa, odsnopkowuje się i okazuje się, że to jest – katolicki proboszcz Heysius!  

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Hej, to ja, katolicki proboszcz Heysius. 

 

Z Waldenburga. 

 

A więc już wszystko jasne. 

 

A więc te „leśne kościoły”, o których ludzie plotkują, to nie legenda, tylko prawda. 

 

A więc ja muszę donieść, gdzie potrzeba. 

 

Sam sobie z tym nie poradzę. 

 

W ogóle sobie z tym nie radzę. 

 

Dajcie spokój. 

 

Zresztą, donoszę. 

 

Donoszę i nic to nie daje. 

 

GŁOS Z OFFU: 

Sześćdziesiona! 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Sami słyszycie. 

 
Cesarskie rozporządzenia dotyczące religii są przez tych heretyków, zaprzańców bezczelnie ignorowane! 

 

Wyśmiewają mnie, kiedy pokazuję im moje cesarskie patenty. 

 

Mieli chodzić do mojego kościoła! Mojego kościoła!! A wolą chodzić do lasu. 

 

A w mieście… W mieście podobno słuchają kazań jakiegoś stolarza. Nie moich! Nie moich!! 

 
Stolarza. 

 

Ani jednego halerza nie złożyli mi w ostatnim czasie na ofiarę. Ani jednego halerza!! 

 

Wszystko, czego się ludziom zakazuje, oni i tak robią w ukryciu.  

 

Ich upór zmusi nas znowu do użycia siły i to będzie znowu ich wina! 

 

Nawet kierownik szkoły nie przychodzi do mnie do kościoła. 

 

Nikt niczym nie chce służyć kościołowi. 

 

Tak do jednego z drugim podejść i walnąć go prawym prostym! 

 

Sam jak palec… A przecież mam cesarskie patenty!  

 

Czuję się jak w pogańskim kraju. 

 

Jeszcze mnie tu ugotują i zjedzą. Albo i bez gotowania mnie zjedzą. 

 

Poganie. 

 

Ani jednego talerza. Stolarza. Halerza. 

 

Ale największym hitem było to. 

 

Rozkłada ręce, jakby stał na ołtarzu (ale tyłem do ludzi, bo to na długo przed soborem watykańskim drugim). 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

/śpiewa/ 

I’m the one and only. 

 

Z offu dobiega entuzjastyczne beknięcie. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

No normalnie szczytem było, jak zaczęli ich tu wreszcie na siłę spędzać do mnie, a ci przychodzili na moje nabożeństwa pijani! Na moje nabożeństwa! Na moje nabożeństwa!! 

 

I ani jednego halerza, ani jednego halerza. 

 

Ręce opadają. 

 
Zwierzęta. 

 

15. STRATEGIE BIERNEGO OPORU

 

Protestanci waldenburscy słuchają przemówienia stolarza w zakładzie stolarskim. 

 

STOLARZ: 

Hrabia von Hochberg tak jak wcześniej von Czettritz tak samo jak my jest ewangelikiem i robi co tylko może, żeby nas ochronić przed prześladowaniami.  Znowu jest tak, jak zawsze było, że panowie mają spokój, a prostych ludzi czepia się władza za sprawy, za które panów się nie czepia. Mimo że katolickie zwierzchnictwo z księstwa schweidnitzkiego nad hrabią jest, jak i nad nami. 

 

Zza okna dobiega kaszlnięcie. Zebrani zaczynają heblować, piłować i robić wszystko to, co zwykle robi się w zakładzie stolarskim. Słychać jakieś kroki lub odgłos przejeżdżającego konia. Ponowne kaszlnięcie. Zebrani uciszają się. Stolarz kontynuuje. 

 

STOLARZ: 

No ale robią, co mogą. Gdy dostają skargi na nas, pisma ze starostwa, to nas spróbują kryć, choć to nie zawsze wystarcza. A my co? A my godzimy się na takie nas przez władze traktowanie, bo przecież innego nie znamy. 

 

Zza okna dobiega kaszlnięcie. Zebrani zaczynają heblować, piłować i robić wszystko to, co zwykle robi się w zakładzie stolarskim. Słychać jakieś kroki lub odgłos przejeżdżającego konia. Ponowne kaszlnięcie. Zebrani uciszają się. Stolarz kontynuuje. 

 

STOLARZ: 

Ale czy godzimy się na pewno? Bierny opór to też opór! 

 

Zza okna dobiega kaszlnięcie. Zebrani zaczynają heblować, piłować i robić wszystko to, co zwykle robi się w zakładzie stolarskim. Słychać jakieś kroki lub odgłos przejeżdżającego konia. Ponowne kaszlnięcie. Zebrani uciszają się. Stolarz kontynuuje. 

 

STOLARZ: 

Grzywny nam grożą za zebrania nasze pokojowe, na których czytamy postyllę i modlimy się – w swoim języku. A mimo to się spotykamy. Kaznodziejów leśnych każą aresztować. Za każdego wydanego chcą płacić Judaszom 20 dukatów z kasy państwowej. A mimo to są w lasach nabożeństwa! Krzyczą, że jesteśmy oporni we wprowadzaniu nowego porządku, starego porządku. Dla nas to najlepsza pochwała. Jednego z naszych, Christiana Hellwiga, wyrokiem sądu… pseudosądu! 

 

WSZYSCY: 

Hańba! Hańba! 

 

STOLARZ: 

Wyrokiem sądu dwóch strażników codziennie doprowadzało do proboszcza katolickiego, żeby go ten przekabacał. I co zrobił Christian Hellwig? Czy bił się? Nie, zabrał raz żonę,  dziatki swoje – i uciekł. Bierny opór to też opór! 

 

Zza okna dobiega kaszlnięcie. Zebrani zaczynają heblować, piłować i robić wszystko to, co zwykle robi się w zakładzie stolarskim. Słychać jakieś kroki lub odgłos przejeżdżającego konia. Ponowne kaszlnięcie. Zebrani uciszają się. Stolarz kontynuuje. 

 

STOLARZ: 

Żyliśmy przez chwilę życiem ludzi wolnych w naszym niewielkim miasteczku wynikającym beztrosko ze źródełka. Ale wolność nie jest dana raz na zawsze. 

 

Mówią, że po wojnie nastąpiła wolność religijna w cesarstwie. Taka to wolność, że możemy wyznawać dowolną religię, byle to był katolicyzm. 

 

Śmiech. 

 

STOLARZ: 

Kuszą nas przepychem świątyń, obrzędami i strojami. Wodzą nas na pokuszenie. Bo nie rozumieją, że największą wartość dla nas ma – prostota. Kościół nam zabrali. A ilu ich tutaj jest? Sześć rodzin! I to małych.  

 

WSZYSCY: 

Hańba! Hańba! 

 

STOLARZ: 

Ale mają silne lobby. 

 

Chcą, żebyśmy stali się jak oni, nimi. Ale my nimi nigdy nie staniemy się, bo nie jesteśmy nimi. 

 

Co powiedział Martin Luther? 

 

WSZYSCY: 

I have a dream! 

 

STOLARZ: 

To nie ten Martin Luther. 

 

Wchodzi właściwy Martin Luther, ale Stolarz już mówi za niego, więc wychodzi. 

 

STOLARZ: 

„Nie chciałbym, aby Ewangelię wywalczano gwałtem i rozlewem krwi”, powiedział Martin Luther. „Słowo przemogło świat, słowo utrzymało kościół, słowo też znów odrodzi go”

 

4. 

 

Bierny opór to też opór! 

 

Bierny opór jest jak powolne heblowanie. 

 

„Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie  

i hańba twarz mi okrywa.  

 

Dla braci moich stałem się obcym  

i cudzoziemcem dla synów mej matki.  

 

Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera”5. 

 

16. POLSKA NIE ZAGRANICA

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Hej, to znowu ja, proboszcz Heysius. 

 

Katolicki głos w waszym domu. 

 

Nadaję serwis informacyjny. 

 

Wiadomości z zagranicy.  

 

Polska. 

 

Kraków. Tumult krakowski. Ataki słusznie wzburzonych studentów na zbory kalwińskie i ariańskie, tfu! Żacy wybatożyli heretyków, ich bezecne książki porąbali i na rynku krakowskim podpalili, a że to nie ugasiło iskry rozeźlenia na bluźnierstwa, zbory heretyckie też zostały usmażone. No i po problemie! Zginęło dwóch tak zwanych ewangelików.  

 

Halo, halo, łączę się na żywo. Czy jest z nami czcigodny ksiądz kardynał Stanisław Hozjusz szczęść boże? 

 

STANISŁAW HOZJUSZ: 

Szczęść boże. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Która godzina w Krakowie? 

 

STANISŁAW HOZJUSZ: 

A nie wiem, bo coś pochmurno. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Co ksiądz kardynał Stanisław  uważa o niedawnym krakowskim tumulcie? 

 

STANISŁAW HOZJUSZ: 

Nic nie słyszałem, nic nie widziałem, nic nie wiedziałem. 

 

A nie, o niedawnym tumulcie! O niedawnym tumulcie uważam. Uważam to, co napisałem, no więc pozwolę sobie siebie zacytować, albowiem dobre to i sprawiedliwe, a ja nie lubię się powtarzać… tylko niech znajdę ten pergamin… o, jest: „czego nie śmiał ani król, ani biskupi, to zrobić się ośmielili studenci akademii krakowskiej, godni wiekuistej pamięci, których chwałę cały Kościół sławić będzie”. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Oj, będzie, oj, będzie!  

 

STANISŁAW HOZJUSZ: 

Słychać mnie, czy powtórzyć? 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Oj, słychać, oj, słychać! 

 

Vivat, academia! 

 

Bóg zapłać, księże kardynale, za połączenie. 

 

Z kardynałem Hozjuszem rozmawiał proboszcz Heysius. 

 

Kilka miesięcy później zwłoki bezbożników zostały przez pobożnych ludzi z ziemi poświęconej wykopane i obnoszone po mieście, a bywało, że stawiane nogami do góry tytułem prześmiewczego post scriptum. Ach, ci Polacy…! 

 

A my zostajemy w Polsce. 

 

Wilno. Tumult wileński. 

 

Lublin. Tumult lubelski. 

 

Toruń. Tumult toruński. 

 

Halo, halo. Łączę się na żywo. Ze mną jest brat Kosiniak z Torunia. 

 

OJCIEC KOSINIAK: 

Ojciec. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Ojciec! A, to nie wiedziałem. Gratulacje! No to jeszcze raz:  

 

Hej, hej, tutaj ksiądz Heysius, na żywo, ze mną jest ojciec Kosiniak z Torunia. Halo, halo, czy mnie słychać? 

 

OJCIEC KOSINIAK: 

Szczęść boże i ratuj się, kto może. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Szczęść boże, ojcze przeorze. 

 

Czy Polska słusznie nazywana jest krajem bez stosów? 

 

 

OJCIEC KOSINIAK: 
Słusznie. Wprowadziliśmy zielony ład do walki z heretykami. Mniej dymu, więcej działań kontaktowych. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Zanim z rozkazu króla kilkunastu bezbożników zostało w Toruniu ściętych, czterem z nich ucięto prawe ręce, a jednego z nich poćwiartowano. Czy to nie nadgorliwość? 

 

OJCIEC KOSINIAK: 

Nie mogliśmy ich tak po prostu ściąć. Trzeba było dać im nauczkę, bo święte obrazy w zbezczeszczonym przez nich kolegium jezuitów zaczęły krwawić. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Naprawdę? To znaczy, wierzę. 

 

To straszne. 

 

OJCIEC KOSINIAK: 

Jebać heretyków!  

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Nie bać? 

 

OJCIEC KOSINIAK: 

Jebaaaać!!!! Jebaaaaaać! 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Jebaaaać!!! 

 

OJCIEC KOSINIAK: 
Jebaaaaać!!!!! 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS:  

Jebaaaać!!! 

 

Przekrzykują się: 

 
Jebaaaaać!!!!! 

 

Jebaaaać!!!!!!! 

 

JEBAAAAAAAAAAAAAAAAAĆ!!!!! 

 

JEBAAAAAAAAAAAAAAAAAĆ!!!!! itd. 

 

OJCIEC KOSINIAK: 

Nie no. Tak nie można mówić. 

 

KATOLICKI PROBOSZCZ HEYSIUS: 

Dziękuję za połączenie.  

 

17. WALDENBURG, CZYLIŻYCIE W LESIE (IV)

 

Noc. Na leśną polanę wchodzą snopki. 

 

Odsnopkowują się i okazuje się, że to – chłopi bez uszu.  

 

CHŁOP 1: 

Nie bójcie się, to tylko my, chłopi ze Stolca. 

 

CHŁOP 2: 

Wam (może) jest do śmiechu. 

 

CHŁOP 3: 

Ale nam nie jest do śmiechu. 

 

CHŁOP 4: 

Nasz właściciel, protestancki książę Karol z Muensterbergu, obciął nam, swoim chłopom, uszy. 

  

CHŁOP 5: 

Żebyśmy nie słuchali złych podszeptów. 

 

CHŁOP 4: 

To nie jest tak, że nie słyszymy całkiem. 

 

CHŁOP 5: 

Bo nam ze środka uszu nie powydłubywali. 

 

CHŁOP 4: 

Ale i nie słyszymy w sposób, w jaki się normalnie słyszy.   

 

WSZYSCY: 

Tyle tytułem wyjaśnienia! 

 

CHŁOP 1: 

A teraz sonda. 

 

CHŁOP 2: 

Kto śmiał się z chłopów ze Stolca dlatego, że nie mają uszu? 

 

CHŁOP 3: 

Kto śmiał się z chłopów ze Stolca dlatego, że są chłopami? 

 

CHŁOP 4: 

Kto śmiał się z chłopów ze Stolca dlatego, że są ze Stolca? 

 

Śmiało, przecież śmialiście się, było słychać. 

 

CHŁOP 3: 

Śmiali się z nas, zamiast nam współczuć.   

 

Czy mnie to dziwi? Nie. 

 

CHŁOP 5: 

Nie wstyd wam? 

 

CHŁOP 2: 

Powinna być jakaś kara. 

 

CHŁOP 1: 

Wstyd to za mało? 

 

CHŁOP 4: 

Na pewno im nie jest wstyd. 

 

CHŁOP 5: 

Nie jest wam wstyd? 

 

To my się wstydzimy za was! 

 

CHŁOP 4: 
O, ale im poszło w pięty! 

 

CHŁOP 2: 

Na pewno mają się z pyszna! 

 

CHŁOP 1: 

Wiesz co, może wystarczy. 

 

CHŁOP 5: 

Powiedziała dupa do jeża. 

 

CHŁOP 2: 

Ktoś się zaśmiał? 

 

CHŁOP 4: 

Ok. wystarczy. 

 

CHŁOP 1: 

A teraz zagadka. 

 

CHŁOP 2: 

Co to jest? 

 

CHŁOP 3: 

Wygląda jak człowiek. 

 

CHŁOP 4: 

Chodzi jak człowiek. 

 

CHŁOP 5: 

Siada jak człowiek. 

 

CHŁOP 1: 

Kładzie się jak człowiek. 

 

CHŁOP 2: 

Podnosi się jak człowiek. 

 

CHŁOP 3: 

Je jak człowiek. 

 

CHŁOP 4: 

Pije jak człowiek. 

 

CHŁOP 5: 

Wydala jak człowiek. 

 

CHŁOP 1: 

Mówi jak człowiek. 

 

CHŁOP 2: 

Choruje jak człowiek. 

 

CHŁOP 3: 

Umiera jak człowiek, 

 

CHŁOP 4: 

Kocha się jak człowiek. 

 

CHŁOP 5: 

Wierzy jak człowiek. 

 

CHŁOP 1: 

Modli się jak człowiek. 

 

CHŁOP 2: 

A nie jest człowiekiem? 

 

CHŁOP 3: 

Odpowiedź: 

 

WSZYSCY: 

Poddany! 

 

CHŁOP 2: 

Kto zgadł? 

 

CHŁOP 1: 

Raz na jakiś czas pojawiają się odważni lub szaleńcy,  którzy mówią: 

 

JOSZUA: 

Dość! 

 

CHŁOP 1: 

Za nimi idą najbiedniejsi, bo w nich najłatwiej zapala się nadzieja. W ich prostych sercach. 

 

A potem tracą serca, życia, a w najlepszym razie uszy.   

 

Ich ciała kładą się stertami, te sterty tworzą podwaliny, a na tych podwalinach domy wystawne budują – cwaniaki.  

 

I nikt nie powie mi, że jest inaczej. To znaczy, każdy może powiedzieć, że jest inaczej, ale nikt, kto mi tak powie, nie będzie miał racji. 

 

CHŁOP 2: 

Co by było, gdyby to rybacy stanęli swojego czasu na czele kościoła? 

 

CHŁOP 3: 

Ale tacy prawdziwi rybacy. 

 

CHŁOP 2: 

Co by było?  

 

Mielibyśmy teraz uszy. 

 

CHŁOP 4: 

Ale dlaczego rybacy nie stanęli? Dlaczego nie stanęli niewolnicy?  

 

Przecież to oni zbudowali nowy kościół. 

 

CHŁOP 2: 

Dlaczego chłopi, którzy poszli wraz z panami za Lutrem, za Kalwinem, za innymi, ocknęli się w tym samym gównie, w którym byli, a panowie zajęli najlepsze pozycje? 

 

CHŁOP 1: 

Najbiedniejsi zawsze są podglebiem. 

 

CHŁOP 4: 

Nawozem są. 

 

CHŁOP 5: 

Tak jak my – chłopi ze Stolca. 

 

CHŁOP 2: 

Ktoś się zaśmiał? 

 

CHŁOP 3: 

Niech się śmieją, przynajmniej będą o nas pamiętać. 

 

CHŁOP 2: 

Takim jak my mówią: błogosławieni cisi. 

 

Takim jak my mówią: bierny opór, bierny opór. 

 

CHŁOP 1: 

Uderz w stół, a uciszacze się odezwą. 

 

CHŁOP 2: 

Mówią nam, że przemoc to nie rozwiązanie. 

 

Mówią tak, żebyśmy nie odpierdalali. 

 

I  rzeczywiście, kiedy sięgamy po przemoc 

przegrywamy. 

 

CHŁOP 4: 

Ale nie dlatego, że to złe rozwiązanie. 

 
Tylko dlatego, że nie idą z nami inni. 

 

A ci, którzy z nami szli, zdradzają nas. 

 

NAJŚWIĘTSZA PANNA: 

Na kazania Janka Grajka ściągało do Niklashausen po 40 000 i więcej. 

 

Ale ludzie biskupa wuerzburskiego bez problemu porwali go, wywieźli na biskupi zamek i tam spalili tego chłopca żywcem. 

 

CHŁOP 3: 

Kto się bije, ten nie żyje. 

 

CHŁOP 4: 

Ondraszka zamordowali. Janosika powiesili. 

 

CHŁOP 2: 

I o końcu tej historii też panowie zdecydują. 

 

CHŁOP 1: 

My wracamy w mrok, gdzie nasze miejsce. 

 

CHŁOP 3: 

Ale… już kończymy? Nie będziemy nic robić? 

 

CHŁOP 2: 

A co byś chciał robić? 

 

CHŁOP 3: 

Myślałem, że przyszliśmy tutaj coś robić… 

 

CHŁOP 2: 

Miło było! 

 

CHŁOP 3: 

Chyba tobie. 

 

Usnopkowują się. Wyciemnienie. 

 

 

CZĘŚĆ III 

18. DZIEDZIC PRUSKI

 

BABCIA: 

W 1740 roku królem Prus został Fryderyk II von Hohenzollern, nazywany później Wielkim. Ewangelik. 

 

Zabrał Habsburgom Śląsk i od tamtej pory Waldenburg był miastem pruskim, przez co w Waldenburgu zaszły zmiany. 

 

FRYDERYK II: 

Jego Królewska Mość w Prusach, Nasz Najłaskawszy Władca zezwala rycerzowi czarnego orła Konradowi Ernestowi Maksymilianowi hrabiemu von Hochberg…   

 

BABCIA: 

Hochberg był właścicielem Waldenburga. 

 

FRYDERYK II: 

Konradowi Ernestowi Maksymilianowi hrabiemu von Hochberg w odpowiedzi na jego memoriał z dnia 12 tego samego miesiąca w podległych mu ewangelickich zborach w Gottesberg, Friedland in Niederschlesien, Niedersalzbrunn, Nieder Wuestegiersdorf und Waldenburg utrzymać tylu ewangelickich duchownych i zatrudnić tylu nauczycieli szkół publicznych, ilu uzna za stosowne w zależności od warunków i potrzeb.  

 

Jego Królewska Mość poleca, by poddanym wyznania ewangelickiego nie tylko pozwolić wyznawać bez ograniczeń swoją wiarę, lecz mogą być oni również  pewni, że moc królewskiego majestatu jest ich ochroną i obroną.  

 

Jednocześnie należy trzymać się postanowień, że praw wyznawców kościoła rzymskokatolickiego nie wolno uszczuplać i należy je utrzymywać. Wprowadzenie nabożeństw ewangelickich nie ogranicza uprawnień parafialnych, które dotychczas przysługiwały  duchowieństwu katolickiemu.  

 

Berlin, 28 grudnia 1741. 

 

BABCIA: 

10 stycznia 1742 roku o godzinie 9.00 rano w waldenburskim zamku zebrali się przedstawiciele władzy wykonawczej i sądowniczej, reprezentanci cechów, przełożeni zboru, a także najwyżsi urzędnicy z dóbr panów na Fuerstenstein i na Neuhaus.  

 

Potem nastąpił uroczysty przemarsz na rynek.  

 

Tam przywitano ich biciem w bębny, fanfarami i salwami honorowymi.  

 

Po krótkim przemówieniu mandatariusz hrabiego – Klose – odczytał wielkiej rzeszy ludzi, którzy zeszli się z wszystkich okolicznych miejscowości, treść królewskiego najłaskawszego zezwolenia, dzięki któremu miasteczko Waldenburg zostało uszczęśliwione wolnością wyznawania religii…!!!! 

 

Mówca upomniał także mieszkańców, by byli posłusznymi poddanymi króla i by czuli się zobowiązani do wierności wobec Jego Ekscelencji hrabiego, który jest ich najłaskawszą zwierzchnością, bo poprzez jego wstawiennictwo dostąpili królewskiej łaski.  

 

Śpisz? To śpij. 

 

Ja też się położę. 

 

19. CZUJEMY SIĘZOBOWIĄZANI DO WIERNOŚCI WOBEC JEGO EKSCELENCJI HRABIEGO, KTÓRY JEST NASZĄ NAJŁASKAWSZĄZWIERZCHNOŚCIĄ, BO POPRZEZ JEGO WSTAWIENNICTWO DOSTĄPILIŚMY KRÓLEWSKIEJ ŁASKI 

 

Mieszczanie waldenburscy rozbierają leśny kościół, toczą kamienie w stronę miasta, ścinają co grubsze drzewa itp. Praca wre. 

 

GERTRUDA: 

Na kaznodzieję w Waldenburgu powołano magistra Nicolausa Keltza z Breslau, 

 

PASTOR KELTZ: 

Pozdrawiam serdecznie 

 

GERTRUDA: 

który decyzją hrabiego objął znajdujące się w ratuszu mieszkanie notariusza Johanna Christiana Pouncele  

 

JOACHIM: 

i to pomimo skarg i protestów tego ostatniego.   

 

NOTARIUSZ: 

Ale panie hrabio kochany! 

 

Ja tam kolekcję porcelany mam! 

 

HRABIA: 

Hrabia nakazał, żeby notariuszowi znaleziono inne wygodne mieszkanie umożliwiające mu wypełnianie obowiązków w odpowiednich warunkach. 

 

NOTARIUSZ: 

Scheisse! 

 

PASTOR KELTZ: 

Nowy pastor został wprowadzony w urząd w niedzielę 11 marca 1742 roku przez pastora primariusa Scharffa ze Schweidnitz.  

 

PASTOR PRIMARIUS SCHARFF ZE SCHWEIDNITZ: 

Bitte…. 

 

GERTRUDA: 

Jeśli chodzi o dochody duchownego, pismo z 10 stycznia 1742 wymienia 200 guldenów.  

 

JOACHIM: 

Kolektę z trzech największych świąt w roku . 

 

GERTRUDA: 

Oraz kolektę z innego czwartego dnia. 

 

JOACHIM: 

A także wynagrodzenie w naturze. 

 

GERTRUDA: 

Łącznie z wyszczególnioną ilością drewna opałowego. 

 

Pauza. 

 

JOACHIM: 

Nie byłem nigdy za granicą. Ani w słonecznej Italii, ani w katolickiej Francji, ani w nieprzewidywalnej Ameryce, ani w egzotycznej Polsce. Ale uważam, że Waldenburg, nasze miasteczko w lesie, jest najlepszym miejscem do życia na ziemi. No nie zamieniłbym. No nie zamieniłbym. 

 

Tyle że tu, w tym lesie, to były nasze najpiękniejsze chwile. 

 

Byliśmy jak pierwsi chrześcijanie w katakumbach. Chociaż nie w katakumbach. O nic nam nie chodziło – oprócz tego, żeby cieszyć się tymi chwilami, żeby je celebrować. I żeby tu, na tej polanie, śpiewać na chwałę bożą! 

 

Byliśmy wolni! 

 

Każdej nocy mi się wydawało, że jest pełnia… 

 

Pełnia to magiczny moment. Najbardziej magiczny, święty, boski! – w życiu ludzi i księżyca. 

 

Pełnia to jedność. 

 

Ale to powoli gaśnie. 

 

GERTRUDA: 

Ty jesteś taka pleciula.  

 

Do roboty się bierz! 

 

Kościół trzeba budować! 

 

Samo się nie zrobi. 

 

Kościół w mieście, a nie w lesie! 

 

Wolność religijna jest! Dziadkowie o nią walczyli, a ty… 

 

HRABIA: 

Za słabo okazujesz wdzięczność. 

 

JOACHIM: 

Wolność religijna jest ogólnie fajna, tylko jakby ten hrabia tak się we wszystko nie wpieprzał. 

 

GERTRUDA: 

Pilnuj się 

 

Drzewa mają uszy. 

 

Nie wszyscy mogą to o sobie powiedzieć. 

 

JOACHIM: 

O to właśnie mi chodzi! 

 

Ryby nie zdają sobie sprawy z istnienia wędkarza.  

Dlatego mogą beztrosko pływać. 

 

A my jesteśmy jak zwierzyna łowna. 

Każdy trzask może oznaczać dla nas problemy. 

 

Nasłuchujemy trzasków. 

 

Nie możemy beztrosko pływać. 

 

Dlaczego nie możemy być rybami? 

 

Na początku żyliśmy w łowisku.  

 

Ale byliśmy rybami. 

 

 

 

Ty, a zastanawiałaś się w ogóle, dla kogo jest religia? 

 

GERTRUDA: 

Jak to, dla kogo?  

 

JOACHIM: 

Dla ludzi, czy dla boga? 

 

GERTRUDA: 

Kurde, nie wiem…  

 

Chyba dla ludzi. 

 

Bóg nie jest aż takim samolubem, a ludzie potrzebują nadziei. 

 

JOACHIM: 

Ale dla których ludzi jest religia? 

 

GERTRUDA: 

Jak to, dla których? 

 

JOACHIM: 

Dla wszystkich? 

 

GERTRUDA: 

 

 

JOACHIM: 

No właśnie. 

 

20. NA ZAMKU

 

Hrabia, Notariusz (obrażony), Pastor Keltz, Inspektor, inni. 

 

HRABIA: 

Taksę kościelną trzeba ustalić, panowie. Taksę! 

 

WSZYSCY: 

Richtig! 

 

INSPEKTOR: 

Panie hrabio, już mam pomysł, ja to bym mieszkańców miasteczka, jak i wiosek, podzielił. 

 

PASTOR KELTZ: 

Wszyscy są przecież równi w oczach boga. 

 

HRABIA: 

W oczach boga może tak.  

 

INSPEKTOR: 

Niech ci, co mają więcej, płacą więcej. 

 

HRABIA: 

Ciekawe, ciekawe. 

 

Nie wiem, nie wiem. 

 
Słucham dalej. 

 

INSPEKTOR: 

Najwięcej niech płacą w miasteczku wszyscy pracownicy magistratu… 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Obywatele honorowi… 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Kupcy handlujący lnem… 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Farbiarze… 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Kupcy handlujący lnem… 

 

HRABIA: 

Było. 

 

INSPEKTOR: 

Cyrulicy. 

 

HRABIA: 

Nie było. 

 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Właściciel gospody. 

 

HRABIA: 

Hmm.  

 

NOTARIUSZ: 

Żeby tylko cen nie podniósł. 

 

HRABIA: 

No właśnie.  

 

Dalej? 

 

INSPEKTOR: 

We wioskach. 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Do kategorii pierwszej niech należą:  

 

urzędnicy i zarządcy dóbr sołtyskich… 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Karczmarze. 

 

HRABIA: 

Hmm.  

 

NOTARIUSZ: 

Żeby tylko cen nie podnieśli! 

 

HRABIA: 

No właśnie.  

 

Dalej? 

 

INSPEKTOR: 

Zamożni i niezadłużeni wieśniacy… 

 

HRABIA: 

Zamożni chłopi? Zabawne. 

 

Wszyscy się śmieją. 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Młynarze. 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Osoby handlujące lnem na targowiskach. 

 

HRABIA: 

Było. 

 

Czy nie było? 

 

INSPEKTOR: 

Ja teraz o tych z wiosek. 

 

A było o tych z miasteczka. 

 

HRABIA: 

Czyli jednak było, ale i nie było. 

 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Kategoria druga. Drobni… 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Kupce i kramarze. 

 

HRABIA: 

Richtig. 

 

INSPEKTOR: 

Zamożni rzemieślnicy i…. 

 

HRABIA: 

I? 

 

WSZYSCY: 

I? 

 

INSPEKTOR: 

I piwowar… 

 

WSZYSCY: 

I piwowar?! 

 

przekrzykują się 

 

Pilsner! 

 

Lager! 

 

Pilsner! 

 

Lager! 

 

Pilsner! 

 

Lager! 

 

Pilsner! 

 

Lager! 

 

Pilsner! 

 

Lager! 

 

Pilsner! 

 

HRABIA: 

Richtig!!! 

 

INSPEKTOR: 

I.… 

 

HRABIA: 

I? 

 

WSZYSCY: 

I? 

 

INSPEKTOR: 

/cichutko/ 

Gorzelnicy… 

 

HRABIA: 

Kto? 

 

INSPEKTOR: 

Gorzelnicy! 

 

HRABIA: 

Żeby tylko cen nie podnieśli. 

 

WSZYSCY: 

Richtig! 

 

21. JEST KOŚCIÓŁ, ALE

 

Mieszczanie pracują przy budowie nowego kościoła. Widać kamienie itp. ściągnięte z dawnego kościoła leśnego. 

 

GERTRUDA: 

31 stycznia 1785 roku podjęto decyzję o budowie kościoła parafialnego, masywnego, dużego, na miejscu szczególnie dobrym i eksponowanym. 

 

JOACHIM: 

17 lutego swoją akceptację wyrazili patronowie z Fuerstenstein i Neuhaus… 

 

HRABIOWIE: 

Czettritz und Hochberg! 

Pomagamy i chronimy. 

 

JOACHIM: 

…oraz królewski wielebny Konsystorz i królewska izba wojenna i ziemska w Breslau.  

 

GERTRUDA: 

Jako najodpowiedniejsze miejsce na nowy kościół wybrano, po uprzednim zbadaniu całego terenu, okolicę za starym domem modlitwy.   

 

JOACHIM: 

Stojące tam stodoły rozebrano, a pastwisko miejskie przeniesiono.  

 

GERTRUDA: 

Dzięki temu samo miasto zostało nieco upiększone, uzyskano miejsce pod budowę różnych nowych domów i zmniejszono zagrożenie pożarem.  

 

JOACHIM: 

Już 31 lipca 1784 roku kolegium kościelne przedłożyło patronom dwa projekty budowy kościoła… 

 

GERTRUDA: 

…jeden mistrza murarskiego Liebuscha z Hirschberg im Riesengebirge,   

 

JOACHIM: 

…drugi mistrza murarskiego Hildebranda z Waldenburga. 

 

GERTRUDA: 

Plan Liebuscha był lepszy. 

 

JOACHIM: 

Natomiast Hildebrand mieszkał tutaj i był do dyspozycji codziennie.  

 

GERTRUDA: 

Następnie plany przekazano do Breslau radcy wojennemu i budowlanemu Carlowi Gotthardowi Langhansowi, by uzyskać jego opinię. 

 

JOACHIM: 

Ten uznał, że projekty nie nadają się do realizacji, i sam wykonał projekt kościoła z 1300 miejscami siedzącymi.  

 

GERTRUDA: 

Projekt Langhansa zaakceptowano. 

 

To ten koleś od Bramy Brandenburskiej. 

 

JOACHIM: 

W poniedziałek 8 sierpnia 1785 roku odbyła się uroczystość położenia kamienia węgielnego pod nowy kościół. 

 

Aż tu nagle płyta się zacina. 

 

GERTRUDA: 

To ten koleś od Bramy Brandenburskiej. 

 

JOACHIM: 

W poniedziałek 8 sierpnia 1785 roku odbyła się uroczystość położenia kamienia węgielnego pod nowy kościół. 

 

W poniedziałek 8 sierpnia 1785 roku odbyła się uroczystość położenia kamienia węgielnego pod nowy kościół. 

 

GERTRUDA: 

Plan Liebuscha był lepszy. 

 

JOACHIM: 

Przy budowie nowego kościoła pod ołtarz wmurowano kamień, który wypędzonemu w roku 1653 pastorowi Raussendorfowi… Reissendorfowi…? 

 

GERTRUDA: 

Zatarło się. 

 

JOACHIM: 

…służył jako chrzcielnica w lasach.  

 

… służył jako chrzcielnica w lasach. 

 

GERTRUDA: 

W fundamencie umieszczono też wiele większych kamieni, na których siedzieli wierni słuchając kazań wspomnianego duchownego podczas tajnych, leśnych nabożeństw. 

 

JOACHIM: 

Raussendorfowi? 

 

Reissendorfowi? 

 

Raussendorfowi? 

 

Reissendorfowi? 

 

Raussendorfowi? 

 

GERTRUDA: 

23 lipca 1787 roku, gdy gotów był dach kościoła, nowego, chór szkolny przy akompaniamencie puzonów w obecności zgromadzonej rzeszy wiernych odśpiewał pieśń pochwalną i dziękczynną. 

 

JOACHIM: 

W niedzielę 24 listopada kościół został poświęcony. Tego dnia o godzinie 17.00, po introdukcji na bębnach i trąbkach, odśpiewano przy akompaniamencie puzonów hymn „Pochwal mój duchu Mocarza”. 

 

GERTRUDA: 

Zatarło się. 

 

JOACHIM: 

W niedzielę 24 listopada kościół został poświęcony. Tego dnia o godzinie 17.00, po introdukcji na bębnach i trąbkach, odśpiewano przy akompaniamencie puzonów pieśń „Pochwal mój duchu Mocarza”. 

 

W niedzielę 24 listopada kościół został poświęcony. Tego dnia o godzinie 17.00, po introdukcji na bębnach i trąbkach, odśpiewano przy akompaniamencie puzonów pieśń „Pochwal mój duchu Mocarza”. 

 

W niedzielę 24 listopada kościół został poświęcony. Tego dnia o godzinie 17.00, po introdukcji na bębnach i trąbkach, odśpiewano przy akompaniamencie puzonów pieśń „Pochwal mój duchu Mocarza”. 

 

Znikają. 

 

Jest miasto, jest kościół, nie ma ludzi.  

 

 

KONIEC 

 

 

Tekst powstał na zamówienie Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu.  

Prawa autorskie do tekstu reprezentuje agencja „ADIT”. 

 

 

 

 

Przypisy: 

1 Cyt. za M. Weber, „Etyka protestancka i duch kapitalizmu, przeł. Dorota Lachowska 
2 „Jaś i Małgosia”, cyt. za wolnelektury.pl 
3 Mt, 5, 3-12, przeł. zespół (Biblia Tysiąclecia) 
4 Cyt. za Engels, „Wojna chłopska w Niemczech”Warszawa 1950 
5 Psalm 69, Stary Testament, Księga Psalmów, przeł. zespół (Biblia Tysiąclecia) 

 

Źródła: 

Fryderyk Engels, „Wojna chłopska w Niemczech”,  Warszawa 1950 

1.Knapczyk,blog „Po pracy”  (Historia Wałbrzycha na tle historii Dolnego Śląska) 

Kronika kościoła ewangelickiego w Wałbrzychu” spisana w 1888 roku przez pastora Paula Schulze 

Edmund Lewandowski, „Czy Jezus był komunistą?”, „Wprost” 44/1992 

Stanisław Michalik, „O Wałbrzychu – jak powstało miasto?” (portal Wałbrzych Nasze Miasto) 

http://polskabibliotekamuzyczna.pl/ (hasło Artusi Giovanni Maria) 

Świdnicki Portal Historyczny 

Janusz Tazbir, „Świt i zmierzch polskiej reformacji”, Warszawa 1956 

Max Weber, „Etyka protestancka i duch kapitalizmu”, przeł. Dorota Lachowska, Warszawa 2015 

Wikipedia (różne hasła) 

 

 

Podziękowania: 

 

Autor dziękuje Januszowi Wazie za zgodę na sparafrazowanie kilku jego haseł z łódzkich murów oraz Adamowi Suprynowiczowi za krótki wykład na temat muzyki barokowej. 

 

 

Przemysław Pilarski


 

CZYTAJ TEŻ