w słońcu
[Everybody Loves the Sunshine (Roy Ayers, „Roy Ayers Ubiquity”)]
wyszedł na słońce i usłyszał swoją ulubioną piosenkę
o słońcu
wszyscy kochamy słońce jak i kochamy przedziwną harmonię funk
niektórych nut nie da się / on by nie umiał / zaśpiewać –
tak są nieoczekiwane
wydaje się że nie da się nawet trafić na te dźwięki niechcący
jego mieszkanie dzieli od skweru zjazd z 10-go piętra windą
i przejście przez ulicę –
przed wyjściem włożył do bejsbolówki 3 kostki lodu
a na skwerze zamówił smoothie (truskawka – pomarańcza – ananas)
które jest lodowate –
popijając spokojnie wytrzymuje słońce i 29-stopniowy żar
kochani – chodzi z zimnym orzeźwiającym napojem w ręce
i z lodem w czapce
między kwietnikami i straganami przed muzeum
oglądając bibeloty
(kolczyki korale plecione kosze pstrokate zwiewne sukienki)
a z megafonów
płynie jego ulubiona piosenka – czegóż mógłby chcieć więcej?
my life my life my life my life in the sunshine
my life my death my life my death in the sunshine
my death my death my death my death in the sunshine
rondo z czarno-białą fontanną
pasy przebiegają jezdnię na czerwonym świetle –
czemu autobus kręci się dookoła fontanny?
fontanna śpi na ruchliwym rondzie
fontanna ziewa w zgiełku
fontanna medytuje na hałaśliwym rondzie
fontanna marzy na jazgotliwym rondzie
w fontannie kipią fontanny –
asany fontanny w zgrzytach ronda:
furie fuszerki farmazony fontanny
fontanna obrasta w muszle
fontanna więdnie w trzaskach ronda
rowerzysta zderzył się z fontanną
stado gołębi zderzyło się z fontanną
przechodnie – nakręcone zabawki
w bezliku kropel czeluść? czułość?
fontanna-drzewo na terkoczącym rondzie
w kieszeni fontanny szpak wije gniazdo
wdycham blask – wydycham blask
wyszywanka przetykana głodnym wilkiem
drzemię w zeszłorocznym śniegu
tęczowe pająki obsiadły szreń
głodny wilk ma na imię gdzie indziej
wewnątrz róży jest wnętrze róży
na kruchym lodzie grubymi nićmi szyte
tęczowe pająki obsiadły szadź
las zasapał się i zastygł
cierpnę w zeszłorocznym śniegu
głodny wilk ma na imię gdzie indziej
w zeszłorocznym śniegu sprzed stu lat
sto pająków miauczy w tęczy
las zasapał się i zastygł
sama rozsypała się ślizgawka
na cienkim lodzie cienką nitką szyta –
wewnątrz róży jest wnętrze róży
głodny wilk ma na imię gdzie indziej
ballada: wieko
[Sam Kitsch about Sam Kitsch / sam kicz o Samie Kitschu]
kiedy zbliżał się do starości
mawiał że z pisaniem zerwie
no – dwa-trzy wiersze żeby „domknąć tomik”
potem wagary fajrant urlop ferie
bo na starość niczego nowego nie stworzy
będzie tylko powielał siebie
(powiadali że lepiej już powielać innych) –
a nawet i to „cieniej i cieniej”
lecą na trumnę grudki piachu – wieko uchyla się
wysuwają się drżące palce
dzierżące zwitek – ostatni poemat –
ten poeta to nie ja! – zastrzegał się
lecz doczekał starości plus paru chorób
i pisał nadal – jak najęty
jakby chciał wierszami zapchać dziurę –
liczne dziury w zdrowiu myślach pamięci
„idzie mi nie gorzej niż gdy byłem młooody”
nie porównywał się z innymi – już zawsze z samym sobą
wcześniejszym – poprawił / dokończył nawet
swój „butny sonet nastoletni”
aż całkiem umarł za lasami (tako śpiewa Elvis:
Oklahoma – not Arizona? – what does it matter)
wieko domknęło się – tuż przedtem
ukłuł go żal że w porę z nałogiem nie zerwał
Samantha Kitsch
CZYTAJ TEŻ