Jakub Wojciechowski
Ostrożny teść
Opowiadanie z „Raz kiedyś a obecnie” Jakuba Wojciechowskiego, Biblioteka Boya, Warszawa 1932
Przytoczę tu jeden fakt miłosny, który się odbył u mego dobrze mi znanego przyjaciela. Był to jeszcze młody rodak, który pochodził ze wschodu. Był on uczonym kowalem i pracował w jednym przedsiębiorstwie za czeladnika kowalskiego. Nie tracił on nadziei, odwiedzał mnie bardzo często, dopomagałem mu finansowo i doradzałem mu, aby mu najlepiej się powodziło, a zwłaszcza z tego powodu, że nie szczędził czasu, brał on udział w kursach rysunków, brał lekcje w piśmie i rachunkach, po pracy przepisowej chodził on do mistrza kowalskiego, ćwiczył się dalej, z biegiem czasu został on mistrzem kowalskim, gdy mógł złożyć egzamin za mistrza.
Był to chłopak śmiały, odważny, miał on dość śliczną urodę, średniego wzrostu, ruchy miał on nadzwyczajne, a zwłaszcza gdy przyszedł w rozmowę z pannami albo z niewiastami. A wiele razy mnie się pytały te lub owe niewiasty, co to jest za jeden, czy mój krewniak? Nieraz mu ta lub owa niewiasta drogę przestąpiła; było mu to wszystko obojętne, umiał on niewiastę zamówić i się też zaraz uniewinnić, że mu czas nie pozwoli. Nie szedł on na miasto przez teki, udawał on jakiego młodego urzędnika. Miałem sposobność się przysłuchać, kiedy on oświadczył przed jedną niewiastą, która mu rękę swej córki obiecała:
– Czy wasza córka jest kształcona? Ja muszę mieć dziewczynę, która przeszła wyższą szkołę, co będę mógł z nią śmiało się bawić. Bo wiecie, że się z dziewczyną bawić i zrobić jej potomstwo, to może każdy głupek; ale się z dziewczyną bawić i nie pozostawić jej potomstwa, to do tego trzeba mieć niewiastę kształconą.
W ten sposób pozbył się wszystkich niewiastów, które mu w drogę się wstawiły. Znał on język niemiecki doskonale i jego dialekt go nigdy nie zdradzał. Zaczął szukać on szczęścia po damach wyższego stanu: było to w mieście nieomal półmilionowym i znajdowały się tam niewiasty wszelakiego rodzaju i stanu. Umiał on się zamawiać, śliczne pokłony oddać niewieście, z jednego słowa zrobić dwanaście i tak ostrożnie, aby nikogo nie obrazić i aby i onego nikt nie obraził..
Kto szuka, to znajdzie. Miał on tyle odwagi, kiedy się spotkał z córką wysoko kształconego (a i ta spotkana córka przechodziła wyższe szkoły), na pierwszym spotkaniu, kiedy on ją zamówił na placu Karola Wilhelma, zapytał jej się o jedne ulicę. Ale kształcony jest kształconym, zna on te wszystkie myśli, gdy wejrzy w oczy temu, co go ma przed sobą. Już ta niewiasta mu wyczytała z jego oczów, że się nie rozchodzi o jakąkolwiek ulicę, jeno o nią samą. Już jej się spodobały te jego waby i ta miła przychylność, już się zaczęli oboje poznawać; umówili oni sobie miejsce spotkania dnia następnego. Już on się dowiedział, że to jest jedynaczka, córka wysokiego urzędnika. A gdy mi to swe zdarzenie opowiedział, odmawiałem mu tego jego szczęścia; mówiłem mu te słowa starożytne:
– Jesteś kowalem, to weź do swej pracy kleszcze, abyś się nie poparzył.
Dał on mi odpowiedź:
– Kocham tę dziewczynę nad życie, pomimo tego, że będzie o wiele starsza ode mnie.
I te wszystkie moje przestrogi stanęły na martwym punkcie, pomimo tego żem mu zagroził, że gdy się jej ojciec o tym dowie, że córka została zbałamucona przez mistrza kowalskiego, to on cię na ruchliwej ulicy zastrzeli. I nawet te słowa mu były obojętne. Został on jej wierny i ona onemu. Mijały dni, tygodnie, miałem sposobność ich widzieć kiedy sobie pozwolili taksówką do ogrodu oboje wyjechać na koncert. Kiedy się oboje przechodzili, oddałem im honor wojskowy, tak samo mi oddał mój dobry przyjaciel swój honor przez zdjęcie kapelusza, a ta jego kochanka przez się ukłonienie.
Ale serce mi mówiło:
– O, ty niewiasto, żebyś ty to wiedziała, kogo masz przy swoim boku, co ty sobie spędzasz te godziny miłości w tej ślicznej boskiej naturze!
A gdy im ta pora nie pozwalała jechać do ślicznego ogrodu, pomiędzy pachnące róże, to sobie wynajęli pokój w hotelu jako małżonkowie, zapłacili za niego zapewno na całą noc, a już go za jaką dobrą godzinę opuścili. Ale zapewno się na nich jeich pan hotelu nie rozgniewał że go tak rychło opuścili i klucz do dyspozycji oddali. A gdy miałem tę sposobność ich oboje widzieć, jak się prowadzili pod rękę, to jakby najlepsza i najszczersza wierność pomiędzy niemi była. Ale muszę przytoczyć parę słów z książki którą czytałem: Jeśli chcesz rychło dojść do fortuny, trzeba już być bogatym albo bogatego udawać. Aby się tu wzbogacić, trzeba jechać całą parą; i to samo czynił mój mi wierny przyjaciel, kiedy on udawał że jest synem właściciela młyna parowego i tu się znajduje tylko na dalszej praktyce i zamiarem jego jest pozostać inżynierem i ojciec jego mu pieniędzy nie przysyła z tego powodu, aby się nauczył żyć po ludzku i oszczędnie. Ale pomimo tego najskromniejszego życia, jego zarobek zaledwie mu starczył na stancją i ubranie. Ale co miłość nie może! Gdy ojciec nie pozwoli, to córka matkę uprosi, i już mój kochany przyjaciel oddał mi swoje długi, które miał ode mnie zaciągnięte. Ubierał on się, jak jego kochanka sobie życzyła, dał zarobić taksówce, popierał teatry, czegom był świadkiem.
A gdy miałem sposobność mówić z nim o miłości, kiedy ja mu nie wierzył, że go ta jego kochanka naprawdę miłuje, to mówię do niego:
– Ta twoja kochanka, to cię wyprowadzi na dudka.
– A czy ty myślisz, że mój zarobek by starczył na pokój w hotelu, na taksówkę, na teatr i kawiarnią? Jak ja bym jej nie wygodził, to zapewne by ona mi dała kopniaka.
– Ale powiedz mi prawdę, czy ona już ci się poddała?
– Tak, więcej razy, jak żem sobie życzył.
– A gdy sobie wynajmujecie pokój, czy ona jest z tobą w porozumieniu?
– A co się tyczy miłości, to nie kieruję ja nią, jeno ona mną i ona wie inaczej jak nasze dziewuchy wykorzystać ten moment i tak długo się zabawić, aż ona się też zadowolni. A co do popędów płciowych, to ona jest gwałtowniejsza ode mnie i poradzi się tak postawić przed mężczyzną, jakby to tak być musiało. Ona nie zna żadnego wstydu, nie obawia się, że przeskoczy prawo moralne, że matka na nią będzie gadać, że ludzie będą na nią wskazywać, ona wie, co potrzeba niewieście do życia. Nie obawia się, aby reguła się jej zatrzymała.
Ale ja mówię:
– Życzę ci wszystkiego dobrego, ale ty będziesz miał tyle, coś się z nią zabawił; bo chociaż by cię ona za męża wzięła, to już twój stan nie pasuje do tej rodziny, a wiesz, że urzędnik by sobie wolał życie odebrać, niż swoją córkę robociarzowi dać. A z drugiej strony, jak się dowie, że twój ojciec ma tylko 10 mórg ziemi i jest jedno robotnikiem na tym młynie a nie właścicielem, to nie chcę być świadkiem tych nieprzyjemności, które z tego raz wynikną, bo to się nie da na zawsze w tajemnicy utrzymać.
A po niejakim czasie, to przyszedł mój przyjaciel mnie zawiadomić, że jego córka ma swego kochanka ojcu przedstawić. Ja mu mówię:
– Widziałeś teraz, to padnie kosa na kamień.
Ale mówi do mnie:
– Moja kochanka już mi dała całą instrukcyją, dopomogła mi tyle, abym się przyzwoicie ubrał od stopy do głowy. Moja kochanka już ojcu swemu powiedziała, żem jest tu na dalszych studiach i mam zamiar pozostać technikiem.
A gdy ta godzina nadeszła, aby się uroczyście przedstawił swemu teściowi, to jego kochanka po niego taksówką pojechała, miała ona śliczny biały bukiet w ręku. Już po małej chwili byli przed domem jej ojca. Najprzód wyszedł on z taksówki, uchwycił swą kochankę za rękę aby się nie zraniła, ona go bierze pod swoją opiekę jak tajna policja, prowadzi go do ojca. W drodze mieli oni tyle honoru, że im służąca drzwi otwarła, on jej podziękował za tę grzeczność. Kochanka go prowadzi do ojca coś przez cztery pokoje. Przedstawił on się swemu teściowi tak jak go jego kochanka nauczyła. Ten teść spojrzał na niego swymi śmiałymi oczami, jak na swych poddanych, z którymi miał do walczenia. Spyta się go, czy ma rzeczywisty zamiar dalej się zapoznać z jego córką?
– Tak, z nią albo z żadną więcej.
A kiedy go teść wyegzaminował, zaprosili go na uroczystą wieczerzę, stoły były pokryte ślicznym pokryciem, kwitnące kwiaty towarzyszyły jeich smacznemu przywitaniu.
Mój kochany i dobry przyjaciel się palił jak ogień. Po wieczerz, zaprosił teścia i teściową na teater, zajęli oni miejsce na I-ej randze. Mój znajomy nie był w stanie mi powiedzieć, co w ten wieczór była za sztuka grana: był to termin nie lekki, ale go zwyciężył. Pozwoleństwo uzyskał on od swego teścia niedoszłego, że miał prawo się bawić z jego córką w pokoju jeich mieszkania, kochać ją jak mąż swoją żonę, co mu wierność przyrzekła, a nie dotrzymała.
Ale uczonego jest o wiele ciężej okłamać jak takiego, co nie przechodził żadnych kształtów. Kiedy ten ojciec, co badał swymi oczami złe i dobre, mógł rozróżnić co prawda, a co się nie zgadza, zaczął czuwać, aby jego córka nie padła ofiarą i uznał, że u jego zięcia coś nie jest w porządku i zaczął tę sprawę śledzić gruntownie. Udał się ojciec tej kochanki okolicznie z prośbą do przedstawiciela gminy, we której mieszkali rodzice mego kochanego przyjaciela, z prośbą, aby był tak dobry i stwierdził, czy to na prawdzie polega że F. K., który ma zamiar żenić się z jego córką, jest rzeczywiście synem tego właściciela, co tam posiada młyn parowy. Ale ten sołtys udał się najprzód do ojca tego biednego mistrza kowalskiego, opowiedział tę całą sprawę. Najprzód ojciec zawiadomił synowi, a później odpisał, że ojciec tego jego zięcia nie jest właścicielem tego młyna, jeno pracuje na tym młynie. Ale kiedy się dowiedział ten teść, że wyśledzono to, co nie było w porządku, stanowczo zakazał swej córce się prowadzać z tym nierzetelnym synem marnotrawnym i wszystkie zabiegi i starania zostały na martwym punkcie. Ani córka, ani matka nie zdołały ojca ubłagać i ten niedoszły zięć czuł się zmuszony opuścić tę okolicę. Czy to nie była walka miłosna? Czy Adam i Ewa nie dostali jeno po jednym ubraniu i się oboje kochali? Czy to nie jest przeciw ustawie natury, kiedy córka kocha tego, co jej wygodzi, a ojciec zabrania jej tego? Czy ta kochanka uczona nie mogła się sama rządzić, czy jej był ten kochanek dość wygodny? Czy nie mówi uczony, że dopiero mężczyzna i kobieta razem tworzą całego człowieka, jedna płeć uzupełnia drugą? Ale niestety!
Jakub Wojciechowski
CZYTAJ TEŻ