ANTYCHRYST:
o Panie wszechmogący, czemuś mnie tak przeklął,
oświecałem drogę każdej twej istocie,
jakim prawem człowiek może stać się pełnią,
przecież to nie anioł, a zwierzę myślące.
Zobacz, co się stało z nauką twego Syna,
kapłani w pałacach napychają brzuchy,
to co było proste, w formach się zacina,
a twoi prorocy padają jak muchy,
nikt ich nie chce słuchać,
łatwo ich przekupić
BÓG: Lucyferze, rób, co masz robić. Pamiętaj, że to ja cię stworzyłem i śledzę każdy twój ruch.
ANTYCHRYST: Nie mam jak działać, Twój Syn i jego Matka litują się nad światem. Dlaczego nie chcesz rozpocząć ostatecznej próby. Zobaczysz, co się stanie z twoimi wyznawcami. Wszystko rozpadnie się jak każdy atom. To mnie i moich kamratów chwalą bardziej niż twoich świętych. Panie, daj mi więcej władzy. Skończmy ten teatrzyk!
BÓG: Twój czas się kończy, Lucyferze. Nie masz, nie miałeś i nie będziesz mieć na nic wpływu poza tym, na który ci pozwolę. Działaj. Zazdrościłeś mi umiejętności stwarzania. Potem tego, że przybrałem ludzką postać. Nie szanowałeś mnie jako Jezusa, mojego Syna jednorodzonego. To proszę. Stałeś się człowiekiem, Antychrystem. Masz tak jak Jezus pełny pakiet zdolności. Żyj, jak chcesz. Gdybyś chciał się nawrócić, to musisz podążać za jednym z moich apostołów. Zacznij od pomocy mnicha albo zakonnicy. Możesz nawet spróbować poza Kościołem, na początek. Co powiesz na Cyber Jehowych albo Różowe Świątki? Potem moi aniołowie poprowadzą cię przez knieje kolejnych stadiów pokory.
ANTYCHRYST: Chyba żeś siódmego dnia nie odpoczął? Ja mam się prosić o pomoc ludzi?
BÓG: Co zawiązali na ziemi, jest związane w niebie. Ja tego nie wymyśliłem. Musisz przejść kolejno Chrzest, Spowiedź, Komunię…
ANTYCHRYST: Tak, i szatan zabierze mi jeszcze magię i manipulację. Dziękuję. Z Bogiem.
BÓG: O widzisz, już zaczynasz mówić jak człowiek. Dzwoni, ale nie w tej świątyni. Obyśmy się spotkali raz jeszcze. Teraz zajmij się, czym chcesz.
ANTYCHRYST: Panie, panie gdzie jesteś? Co za zjeb. Zawsze tak jest. Co on sobie myśli, trójosobowy jeden. Co za przeklęty los. Im więcej pastwię się nad duszami, tym one mocniej zwracają się do Boga albo jego świętych. Im bardziej naciskam, tym chętniej trzeźwieją, modlą się, odwiedzają miejsca święte. A żeby tego jeszcze było mało, sekty też zbliżają do Boga. Najpierw moi kamraci wciągają z łatwością jedną czy drugą duszyczkę, mamią ją kadzidełkami, specyfikami czy technologią, a później te same zbłąkane pokraki trafiają na jednego czy drugiego apostołka albo bota wysłanego przez ten czy inny cyber-chrześcijański ośrodek propagandy symbolicznej… Czas w Trójmorzu jest kontrolowany. Można tylko 4 godziny dziennie poświęcić na oglądanie czy odurzenie niezwiązane z pracą. Po przekroczeniu limitu pojawia się blokada. Żeby ją złamać, trzeba… Hm… Trzeba zainspirować neo-hakerów ideą paraliżowania systemu kontroli aktywności w sieci. Tylko to z kolei może naruszyć system oglądaj-kupuj-terapeutyzuj, nad którym pracowaliśmy całe pokolenia. Och nie, ciągle zła pragnąc otwieram kolejne furtki dla tych błogosławionych i aniołów. Hej, przeklęci, gdzie jesteście? Przybywajcie natychmiast do mnie. Trzeba wprowadzić jakiś symbol. Przeczołgać ten nudny świat przez kolejną utopię. Pragnę topielic i wisielców…
BELIAL: Antyku.
ANTYCHRYST: Jak mnie nazwałeś, wieczny kacu?
BELIAL: Nie spodziewaj się, parszywy grzechoroznosicielu, że nazwę cię poprawnie. Brzydzę się poprawności. W moich spelunkach rodzą się rewolucje, mordujące w imię sprawiedliwości i obywatelskich przywilejów. Jam jest królem wszelkich nowinek rodzących się w bólach…
ANTYCHRYST: Najebania, naćpania albo przeżarcia…
BELIAL: W bólach egzystencji…
ANTYCHRYST: Co jest z tą Natalią? Czemu ona jest trzeźwa i unikająca wszelkiej aktywności w mediach? Imprezy się jej nie imają. Zaczyna się nawracać, a wraz nią kolejni wyznawcy Muzy. Co jest z nią nie tak?
BELIAL: Z kim, z Muzą? No nic. Robi, co może, żeby przestawić aktywność umysłową muzykujących z człowieka na dźwięki. Natalia ciągle modli się do melodii i wybiera koncerty zamiast pomocy drugiemu, ale nie chce mi służyć. Nie bierze, nie popija, nie popala. Mimo że jest poza Kościołem, to lubi Maryję. Przystaje przy kapliczkach. Prosi o natchnienie. No i Matka lituje się nad nią. I posyła jej aniołów. No i jak rozmawia sama ze sobą, to dochodzi do niej, że lepiej śpiewa i gra, jak jest trzeźwa. Chyba przegraliśmy tę walkę. Nie pomogły nowe leki na koncentrację reklamowane wszystkim muzykom. Nie pomogło, że jej najbliższy przyjaciel Hary z Wioski dostał nagrodę Eugeniusza, czyli najwyższe odznaczenie muzyczne w Trójmorzu, a cały trójwymiarowy koncert stworzył na haszu, kawie i kakao.
ANTYCHRYST: No dobrze, ale ona nie dostanie odznaczenia, bo blokujemy to zazdrością konkurentek projektowaną na wpływowe postaci, które naciskają z kolei na decydentów. I tak pociągamy za te sznureczki, żeby się nikt nie zorientował, że coś jest nie tak. To może podeślijcie jej kochanka. Niech ją zbałamuci. Potrzebujemy tej duszy. Ona dostała od Boga charyzmę. Jej działanie pociąga innych.
BELIAL: Szatan powiedział, że ty musisz iść do niej.
ANTYCHRYST: Ja? No co ty. Ona jest prowincjonalną gwiazdą, a ja standuperem światowego formatu. Nie mam do niej podejścia. Jak? Gdzie?
BELIAL: Chcesz, żeby szatan przyszedł i ci powiedział, jak masz to zrobić, czy sam na to wpadniesz, półaniele?
ANTYCHRYST: Jeszcze wam wszystkim pokażę, kto tu rządzi. Śmierć pokorze. Kolejne pokolenie orze jak każą nasi ulegli. Nie będzie obrony. Święci i… I… I… Panie, jak mam działać, kiedy mnie tak ciągle blokujesz… Już ja…
***
– Kasjopeja, tu jest Antyk. Nie wiadomo, czego szuka, przecież to nie jego kręgi – płonęłam podekscytowana patrząc jak elektrotechnicy montują jej ostatnie nanodiody w kostiumie.
– Jakie kręgi? Mówisz o tym błaźnie z filmików, co sobie stworzył image na bazie tych bajek z Apokalipsy?
– Natalia – tym razem zwróciłam się po imieniu do przyjaciółki i przełożonej – on ma też projekty muzyczne. Zna producentów, polityków, ludzi z kasą.
– Co ty się tak, Magda, podniecasz. Lepiej poćwicz ze mną wokal.
Byłam managerką Natalii czyli Kasjopei i jej byłą nauczycielką. Nie miałam szans w tym wieku na karierę. Moje lata świetności przeminęły. Odkąd Antychryst zaczął maczać palce w polityce kulturalnej Trójmorza, promowano tylko młodych. Bardziej niż kiedykolwiek. Kobieta po czterdziestce, która tak jak ja miała papiery, to znaczy skończoną akademię na szczeblu mocarstwowym, dostawała przydział na trzech uczelniach do wyboru. Mogłam iść do Pragi, Warszawy albo Lwowa. Wybrałam Warszawę. Natalia była najlepsza na roku. W dwurocznym, bo tyle teraz trwały całe studia na poziomie uniwersyteckim kursie, już w wakacje stała się gwiazdą w Polsce, czyli centralnej części mocarstwa. Niestety, ze względu na kontrowersje nie miała szans stać się gwiazdą planety, co dopiero mówić o występach na księżycowych bazach, gdzie mieszkali najbogatsi.
– Nie, Natalia. Nie ćwiczymy już. Relaksuj się, ale bez napinki mięśniowej. Zrób sobie muzułmańską jogę.
– Czemu nie mormońską, mogę mormońską? Proszę… – Spojrzała z miną skulonej suczki.
– Nie, musisz mieć energię na scenę. Zaraz wchodzisz. Antyk siedzi w loży razem z prezydentem miasta. Poznasz go. Uważaj, nie patrz mu w oczy.
– Gramy pod gołymi niebem? Dzisiaj jest pełnia. Mogą latać strzygi i inne obrzydlistwa – wytrzeszczyła oczy.
– Masz wykupioną aktualizację na drony obronne?
– Nie mam – odparła beztrosko. Natalia była tak bardzo skupiona na swojej pasji, że zapominała czasem o najbardziej podstawowych potrzebach. Miała z tego powodu co jakiś czas problemy z jelitami albo pęcherzem. Przeżyła kilka nowotworów. Nie było w tym nic wyjątkowego. Odkąd radioterapię zastąpiły surowice z aktywnymi cząsteczkami, które odbudowują komórki, nowotwory przestały być problemem. Pojawiło się za to więcej chorób psychicznych i społecznych. Natalia miała SGHQ. Nie potrafiła spojrzeć w oczy nieznajomemu. Długo się otwierała i była chorobliwie zazdrosna.
– Co?! Jak to nie masz wykupionej obrony? – zdenerwowałam się nie na żarty. To oznaczało, że w czasie koncertu nie będę mogła odejść od niej nawet na odległość pięćdziesięciu metrów. A jak ją jakaś rokita opęta, to stracę pracodawczynię.
– Dobra, Natala. Zapłacę ci. Ściągnę sobie potem z twojej gaży. Przyłóż bransoletę do mojej.
Pik. Pik. Pik.
– Aplikacja aktualna. W razie napaści osób zwierzęcych bezpieczeństwo 99%. W przypadku ataku kręcić się dookoła przez dwie minuty. Brak kręcenia grozi zbliżeniem napastnictwa – wyrecytowała sztuczna sekretarka.
„No, to mogę się skupić na sobie”, pomyślała Natalia. „Och, jak dobrze. Lubię muzułmańską jogę. Ach, przenikaj mnie, światło tego, tego. Jam mu tam? Nieważne. Byle oddech uspokoić. O, tu się wygnę, do ziemi i hop w kierunku mocy. Oj, coś mi strzeliło. Super. Płynie przeze mnie. Robię to doskonale. Zaraz tam wyjdę. Jestem niezniszczalna. Mam to coś. Ćwiczyłam tyle lat. Opłacało się. Dam im to światełko. Och, jak dobrze…”
W Trójmorzu panowała totalna tolerancja religijna. Aktualnie modne były miksy, fuzje różnych sekt, ezoteryczne zabawy łączące rytuały z całego świata czy procesje neochrześcijańskich mniszek. Natalia najbardziej lubiła korowody paciornic z Saskiej Kępy. Kiedy szły dorocznie wzdłuż prawej strony Wisły, czcząc święto Matki Bożej Zielnej, z pasa zieleni wystrzeliwały strzygi, rokity i inne zmory. To wyglądało jak spektakl. Mniszki miały w rękach różańce, a do welonów przyczepione przeźroczyste kulki. Kiedy demony wypadały z ukryć, zakonnice zaczynały kręcić głowami i ścinać przeklęte stwory laserami wielkodusznej mocy, poświęconymi przez biskupki. Mogły tak tylko raz w roku w ramach dni tolerancji wyznaniowej. Demony potrafiły niemiłosiernie zaszkodzić, ale byli tacy, co się z nimi bratali. Najczęściej wyznawali jakąś odmianę neohinduizmu.
Koncert na stadionie narodowym imienia Seby Sigmy rozpoczął występ zespołu Kilof i Goście. Odbywał się pod gołym niebem, „ale niepotrzebnie Magda dokupiła mi ochronę osobistą – zorientowała się Natalia – bo jak zobaczyłam przez okno garderoby, dookoła obiektu rozstawieni byli mnisi z kadzidłami. Miasto się postarało”.
Antychryst miał duży wpływ na media, ale na ulicy służyły mu tylko mewy, krukowate i koty. Potrafił je tak opętać, że atakowały napastników. Jednak nie miał władzy nad demonami. One go nie atakowały. Witały się swoim skrzekliwym głosem i robiły co do nich należy. Służyły szatanowi, a ten nie ufał Antychrystowi przez jego pyszałkowate kompromisy z ludźmi, które wydawały mu się skuteczne w dalszej perspektywie. Lucyfer w ludzkiej postaci zapominał, że nie jest teraz aniołem i ma ograniczenia, że posłuszni Bogu nie odstępują go na krok i mieszają mu w głowie, żeby osłabić reperkusje jego działalności.
– Natalia, wchodzisz na scenę. – Zastałam ją w pozycji Ściemy. Miała oczy przyklejone do sufitu. Dłonie z tyłu głowy, łokcie ku górze i nogi po turecku.
– Natalia – tym razem dotknęłam ją niezgodnie z prawem, szczypiąc ją w nos. Monitoring totalny od razu to wyłapał. Z głośniczka w garderobie usłyszeliśmy:
– Uwaga, zły dotyk. Proszę się odnieść, bo przyślemy służby kontroli. Uwaga zły dotyk. W przypadku braku reakcji osoby dotykanej przyślemy służby kontroli. Uwaga zły dotyk. Po upływie trzech minut przyślemy służby kontroli. Uwaga…
– Wszystko w porządku. Fałszywy alarm – powiedziała Natalia wybudzając się z fazy. I ała! To zabolało. Musisz mnie tak szczypać? Następnym razem poczekam na służby i dostaniesz mandat.
– Przepraszam. Wchodzisz na scenę.
Koncert był fascynujący. Jak wszystkie spektakle Natalii-Kasjopei. Nad stadionem unosiły się trójwymiarowe wizualizacje. Każda z nich obrazowała jej teksty piosenek. W dodatku muzycy byli podczepieni pod system dioda-mapa. Każdy występujący wyświetlał się kolejno na rozgwieżdżonym niebie w postaci hologramu. A po ostatnim numerze wybuchły sztuczne ognie inspirowane deszczem meteorytów. W czasie wydarzenia tylko dwie rogate latawice o kobiecych twarzach, z ogonami i szponami, przeleciały nad stadionem. Jedną trafił laserem dron. Zaskrzeczała niemiłosiernie, posypały się fioletowo-czarne pióra, ale odleciała dalej. Zdążyła jeszcze zauroczyć kilku widzów. Drugą latawicę mnisi ściągnęli modlitwami na ziemię i złapali w sieć. Co z nią zrobili dalej, wiedzą tylko wtajemniczeni. Pewnie dręczą ją gdzieś w piwnicach klasztoru egzorcystów na Szmulkach.
– Natalia, za drzwiami czeka Antyk. Chce z tobą rozmawiać. Jest fascynujący. Musisz go przyjąć – byłam taka podekscytowana, że z trudem mówiłam te słowa. Antyk mnie oczarował. Podszedł znienacka, jakby wyszedł ze ściany. Był szarmancki, subtelny i otwierał przestrzeń na rozmowę jak dobry ojciec. Słuchał więcej niż mówił. Nie spotkałam jeszcze takiego faceta. No i te jego błyszczące, węgielne oczy.
– Wyjdź stąd i zostaw mnie w spokoju. Wiesz przecież, że muszę odpocząć. Widzimy się za kilka dni przed koncertem. Z tego co pamiętam, to w Radomiu – przeciskała przez siebie półprzytomna i lekko poirytowana.
– W Radomsku.
– No, nieważne. Zostaw mnie.
– Natalia, proszę wpuść go, błagam cię – czułam jak zalewa mnie krew, a pot szczypie w oczy. Antychryst był taki obiecujący. Obiecał mi, że… Cholera, co z tą gówniarą jest nie tak. – Natalia – kontynuowałam. – Nie po to oddałam ci cały swój warsztat, godzinami znosiłam twoje dziwactwa…
– Przestań, Magda. Co się z tobą dzieje? Nie wjeżdżaj mi tu z takim szantażem emocjonalnym. Daj mi odpocząć – mówiła, a elektrotechnicy w niebieskich drelichach wyciągali jej diody z kostiumu.
– Natalia – mówię to teraz zawodowo, jak do współpracowniczki – pogadaj z nim chwilę, on czeka na zewnątrz. Mogę go wpuścić? Ma białe róże i czekoladki z ekologicznego kakao z tłuszczem z rekina.
– Nie. To moja ostateczna odpowiedź. Każde kolejne twoje zdanie będzie naruszeniem mojego prawa do odpoczynku po pracy. Do zoba. Powiedz temu panu, że jak ma propozycje sceniczne to niech się kontaktuje ze mną przez ciebie.
Antychryst nie dał za wygraną. Odszedł, ale kombinował kolejne spotkanie. Potrzebował Natalii do propagandy w swojej międzynarodowej układance. Szachy trzy de. Chciał, żeby Trójmorze opanowało cały glob, tworząc jedno wielkie mocarstwo zarządzane przez rząd światowy. Siebie widział jako premiera. Myśląc o tym niemalże unosił się nad ziemią. Właśnie wchodził na most Poniatowskiego. Na horyzoncie majaczyły warszawskie drapacze chmur, a wysoko nad nim szybowały mewy i krukowate rysując na niebie symbole nieskończoności. Nie rozumiał, czemu budowanie totalnego mocarstwa nie podoba się Bogu. „Przecież to wszystko było bliskie nauczaniu tego, który miał przyjść po raz drugi – dywagował. – Wolność to odpowiedzialność. Ludzie są stale i totalnie kontrolowani, żeby nikt nikogo nie skrzywdził. Każdy przecież robi, co chce. Nie trzeba się pocić, bo są roboty. Nie ma głodu, a choroby…
– O choroba… Jak jeździsz! – krzyknął do młodzieńca, który omal na niego nie wpadł deskolotką, pojazdem unoszącym się kilkanaście centymetrów nad ziemią. – A żeby cię tak strzyga zgniotła, param piórnik piórko – zaklął zaklęciem.
Młodociany nawet na niego nie spojrzał. Sunął dalej mostem Poniatowskiego. Po powojennej przebudowie była to dwukondygnacyjna przeprawa z basztami mieszkalnymi przypominającymi epokowe rakiety. Kiedy skejt znalazł się pośrodku Wisły, odwrócił się przez ramię i podniósł jedną rękę w kierunku Antychrysta celując w niego palcem wskazującym, ale poderwał się wiatr i zrzucił go z pojazdu. Przekoziołkował parę metrów i wstał niczym akrobata, jak gdyby nigdy nic. Otrzepał się i znów przymierzył palcem w kierunku uczłowieczonego Lucyfera.
– Już ja ci, gnoju pokarzę. Ścierk. Ścierk – wściekły Antyk przywoływał krukowate i mewy.
Na niebie zrobiła się czarno-szaro-biała chmura.
– Ścierk. Prank. Ścierk. Prank.
W tym momencie ptaki z parą przerośniętych kruków na czele zaatakowały bogu ducha winnego młodzieńca. Szarpały go na strzępy. Chłopak nadaremno wzywał służby. Antychryst potrafił hakować nie używając głosu i rąk. Testował na sobie oprogramowanie wewnętrzne. Jego mózg był podłączony do chmury. Pomagał mu w tym Viral, demon sieciowej mąciwody. Patron hejterów i stalkerów. Miłośnicy ciemności sprawili wspólnymi łańcuchy, że monitoring nie zarejestrował tego rozpadu ciała młodego człowieka na kawałki. Jego krzyk był tak przeraźliwy, że ktokolwiek go usłyszał, nigdy o nim nie zapomni. Krew tryskała na wszystkie strony. Oczarowane ptaki wyszarpywały kawałki ciała. To było jak wybuch w zwolnionym tempie albo jak taniec tumanu kurzu i śmieci targany wiatrem czy też rój pszczół tańczący wokół ula. Kiedy latające kręgowce skończyły makabryczną ucztę, na ziemi pozostały tylko ślady krwi, części błyszczącej, fioletowej garderoby, srebrny kask i żółta, świetlista deskolotka. Antychryst nasycił się gniewem tak bardzo, że aż poczuł w sobie szatańską dumę. Oczy strzeliły błyskiem. Zajączek wypadł z lusterka pychy. Przeciwnik Chrystusa wiedział, że tylko w ten sposób może wrócić do łask czy raczej przywilejów najpotężniejszego z upadłych. Szatan gniewał się na niego non stop.
– Co tu się stało? Pan to widział? – spytał go jeden z dwóch rosłych tulicjantów. Przedstawiciele resortu siły mieli za zadanie nie tylko pilnować porządku, ale też przytulać wszystkie emocjonalne ofiary pędzącego postępu. Stąd nazwa.
– Co miałem widzieć? – udawał zdziwionego.
– Pójdzie pan z nami. Musimy wyjaśnić, co tu się stało. To jakaś makabra.
– Panowie mundurowi chyba żartują. Jestem w Warszawie na zaproszenie prezydenta Bernarda Kawki. Nigdzie nie pójdę.
– Wiemy, że jest pan tu legalnie. Przecież mamy monitoring totalny, ale był problem z odczytem w momencie incydentu. Wezwali nas gapie. Proszę wyciągnąć przed siebie dłoń z bransoletą. Sprawdzimy zapis somatyczny.
– Nie mam tele-bio-fonu. Nie muszę nosić bransolety. Jestem Antychryst, obywatel Chinorosji. Szanowany dyplomata. Przywiozłem pieniądze do Trójmorza. Przecież mam w nadgarstku czip i wszystkie dane. Nie kliknęło wam? Proszę mnie nie nękać. Przyjechałem w interesach ważnych dla waszego miasta. Zresztą mam polskie korzenie. Konkretnie tatarsko-polsko-kongijskie. Moja mama była uczennicą szeptuch z Białegostoku, a ojciec czarnym magiem, dlatego mogą was dziwić ciemniejsze rysy. Ale spokojnie. Byłem nawet chrzczony. Podobno ugryzłem księdza w palec i mu się wylała woda święcona na posadzkę. A wy wyglądacie na niezadowolonych. Jak was tam traktują? Może powinniście awansować? Na koncercie Fazara i Kasjopei siedziałem blisko przełożonego, waszego przełożonego. Dobrze wyglądacie…
– Przełożony naszego przełożonego nie jest naszym przełożonym – wyrecytowali jednocześnie.
– Centrala. Prosimy o wsparcie – dodał jeden z nich przykładając nadgarstek do ust. Nie odrywał wzroku od Antychrysta, ale nie patrzył mu w oczy. Był pouczony.
– Panowie, spokojnie. Sprawdźcie czip.
– Jest pan dyplomatą. Nie możemy pana kontrolować tak głęboko. Tylko bransoleta. Zapis ruchu i emocji. Czipu nie ruszamy. Proszę poczekać i nie robić gwałtownych gestów. Najlepiej, jakby też pan nic nie mówił.
„Coś jest nie tak – dywagował Lucyfer w ludzkiej skórze. – Czemu Viral nie ogarnął. Co jest? Czyżby Michał Archanioł… a może ten gnój zaczął się modlić do… Co to, do stu diabłów, dlaczego mam problem z wyrażaniem myśli? Agitacja. Aliteracja. Awans. A…”
Tulicjanci milczeli. Jeden z tych służbistów w różowych kombinezonach i zielonych hełmach wyciągnął różaniec z relikwią św. Rozalii. Zapachniało różą i goździkami.
„Co to, do ciężkiej grypy, skąd ten zapach – panikował Antychryst. – Szatanie, Viralu, Mamonie, ratujcie”.
– Tak, tak – mówił do kogoś jeden z tulicjantów. – Czarny płaszcz w przedwojennym stylu, białe buty i biała czapeczka z daszkiem… Jak to puścić? – mówił w kierunku nadgarstka. – Rozumiem – pokiwał głową i spojrzał znacząco na dwumetrowego kolegę. Uśmiechnęli się tajemniczo.
– Panie Antychryście. Zaraz przyleci po pana rikszalot. Prezydent zaprasza do ratusza na kawkę i sziszę. Proszę poczekać.
– A… Ok. Nigdzie się nie ruszam.
Tulicjanci otworzyli właz i wrócili podziemną windą na posterunek. Antychryst nie poczekał na rikszolot. Wysłał prezydentowi video, że przybędzie za parę godzin, bo ma jeszcze jakieś sprawy. Musiał spotkać się z Natalią. Tele-bio-fon w postaci bransolety, który oczywiście miał pod rękawem, bo okłamał mundurowych, wyświetlił mu hologram Natalii. Nakrył go płaszczem, żeby widzieć wyraźniej. Właśnie wchodziła do windy pięćdziesięciopiętrowego apartamentowca na Śródmieściu Północnym. Dowiedział się też od cyfrowych agentów, którzy przetrzepali jej komunikatory, że za godzinę będzie pić koktajl wysokobiałkowy w towarzystwie swoich przyjaciółek, Julii i Eweliny.
***
– Szanowne panie, tamten pan, co siedzi tam w rogu, chce za was zapłacić rachunek. Czy sobie tego życzycie? – spytał niskorosły kelner na tarasie wieżowca. Był prawie nagi. Miał na sobie tylko białe spodenki i szykowną apaszkę.
– Pewnie – wypaliła bez zastanowienia Julia, wysoka blondynka w niebieskim kombinezonie z różową chustą na głowie.
– Niekoniecznie – oponowała Natalia. – Dziękujemy bardzo.
– Ej, Natalia, coś ty taka. Zobacz, jaki fajny typ. Wygląda na artystę. Może to jakiś reżyser. Kogoś mi przypomina. Pewnie wyświetlają go czasem na ogólnych. Czemu nie chcesz?
– Wiem, kto to jest, ale nie wiem, jak się tu znalazł.
– Co ty dajesz?
– No mówię wam. Oglądał mój koncert. Pewnie ma chody w mieście. Nie podoba mi się taka natarczywość. On za mną łazi. Pamiętacie Farmazona?
– No tak, musiałyśmy po nim słuchać twojego marudzenia na facetów przez pół roku. Ale to był prostak. Ten wygląda na wrażliwca – zachęcała Julia.
– Daj spokój. Mi by się już dawno zapaliła czerwona dioda. Zgłoś to do służb – zaproponowała Ewelina, transseksualna piękność w czarnym kombinezonie ze złotymi motywami, zbliżając usta do uszu Natalii.
– Uwaga, podejrzenie stalkingu. Mam wrażenie, że osobnik w czarnym płaszczu mnie prześladuje – wyrecytowała formułkę Kasjopeja, nie zastanawiając się długo.
Po kilkunastu minutach zjawili się tulipanowie. Przeprowadzili krótką rozmowę z Antychrystem i podeszli do stolika Natalii.
– Szanowna pani, nie chcemy przeszkadzać w prywatnej rozmowie, ale tamten pan znalazł się tu przypadkowo. Bardzo przeprasza i opuści to miejsce po zakończeniu konsumpcji. Nie możemy go wyprosić. To dyplomata. Dobrego dnia.
Tulicjanci wyszli z restauracji. Natalia spojrzała poirytowana na panoramę metropolii. Przypomniał jej się przemocowy Farmazon, uwielbiała jego czuły dotyk i nienawidziła sposobu bycia. Przy każdej okazji próbował obniżyć jej wartość, żeby podbudować własną. Ziewał ostentacyjnie na jej koncertach, a jak ćwiczyła sobie wokal w domu, to wychodził na długie godziny i wracał podenerwowany, jakby ktoś wyrządził mu krzywdę. Za to fajnie im się rozmawiało o tematach ogólnych, zwłaszcza jak spacerowali po Śródmieściu Północnym, na które teraz patrzyła. Ulice piętrzyły się między budynkami na kilku kondygnacjach. Zewnętrzne windy budynków przesuwały się świetliście. Słońce dogorywało na horyzoncie, a na niebie ujawnił się Mars, który w tym roku, z powodu szczególnej koniunkcji, świecił najjaśniej ze wszystkich gwiazd i planet. Natalia miała na sobie naszyjnik z kamienia pochodzącego stamtąd. Eksplorowanie Marsa zaczęło się, kiedy wszystkie mocarstwa przestały ze sobą walczyć fizycznie i wznowiły kosmiczny wyścig. Natalia dumała głęboko, a jej przyjaciółki plotkowały na temat ludzkiej wersji Lucyfera. Były oczarowane, zwłaszcza Julia. Ewelina pozostawała nieufna. Julia przekonywała ją, że trzeba go zaprosić do stolika i przepytać. Zabawić się sytuacją. Ewelina kontrargumentowała, że trzeba szanować wolę psiapsi. Zależało jej na Natalii, ale też obawiała się jej porywczej zazdrości. Nie chciała jej znowu stracić. Kasjopeja starannie selekcjonowała znajomości. Nie przebiła się swoją twórczością poza mocarstwo, ale w kraju występowała na największych scenach. Ewelinie to imponowało. Pracowała w mocarstwowej korporacji i męczyła ją proceduralna sztywność. Kontakt ze światem sztuki był dla niej jak tlen. No i uwielbiała głos swojej ex, za to nie lubiła facetów. Konkurowała też o Natalię z Julią. Wszystkie pochodziły z jednego miasta – Tarnobrzegu. Tworzyły dziwny trójkąt z oczkiem w środku. Ewelina, kiedy jeszcze była Januszem, randkowała z Natalią. Jej pierwsza miłość. Po zmianie płci zainteresowała się jej bratem Dareczkiem. Natalia musiała się z tym pogodzić. Niestety, Dareczek zmarł od nadmiaru toksyn w organizmie i braku leczenia. Dekadent. Ewelina była z nim do końca. Po jego śmierci przyjaźń między nimi stała się lekiem na całe zło. Julia to z kolei koleżanka z podstawówki. Tworzyła rzeźby 3D, jedna z nich na stałe zdobiła stolicę. Wyświetlała się w kilkunastometrowym akwarium obok kładki Wykluczonych między Solcem a Saską Kępą.
– Dobra. Ja spadam – oznajmiła Natalia wybudzając się z zadumy nad przeszłością, przyszłością, potęgą świata i jego ograniczeniami.
– No co ty? Nie pogadamy w końcu z tym dyplomatołkiem? – zażartowała Julia.– Fajny jest. Damy sobie z nim radę.
– Julio, droga wolna. Gadajcie sobie z nim. Mi się ten typ nie podoba. Nie śmieszy mnie jego szyderczy dowcip. Nie lubię jego występów. Pojawia się na miejskich ekranach częściej niż reklama prokreacji albo hazardowych zabaw. Dlaczego nasze ministerstwo go tak promuje? Czy to nie dziwne? Przecież Chinorosja przegrała wojnę. Płaci nam reparacje. To jakiś deal czy coś. Wymiana kulturowa. Sprzątanie świata. Nie podoba mi się. Przez takie gówno prawdziwi artyści tracą pieniądze. Moje piosenki nie wyświetlają się na miejskich ekranach.
– Natalia, nie bądź zachłanna. Właśnie skończyłaś koncert na stadionie. Tam było dziesięć tysięcy obywateli mocarstwa – strofowała Ewelina.
– Nie rozumiecie. Nigdy nie skumacie tego do końca. Nie umiem wam wytłumaczyć…
– Tak, bo nie jesteśmy artystkami. To chciałaś powiedzieć? – oburzyła się Julia.
– A nawet jeśli, to co?
– Nic, po prostu nie musisz być taka zarozumiała. Może napij się czegoś. Wiem, że miałaś koncert. Emocje opadną…
– Od takich gadek mam swoją terapeutkę.
– Ona jest cyfrowa.
– I co z tego?
– To, że żadna terapeutka nie zastąpi kontaktu z przyjaciółką, z żywym człowiekiem?
– A jeśli ten żywy człowiek jest toksyczny?
– Mówisz o mnie, czy o Ewelinie, a może o wszystkich…
– Dziewczyny, przepraszam. Muszę pobyć sama. Zostańcie sobie. Zamawiajcie na mój rachunek. Ja mam tu open bar. Nie męczcie mnie już. Przepraszam was bardzo.
– Dobra czil bomba atomowa – wypaliła Ewelina.
– Na spokojnie – dodała Julia.
– Lecę, możecie sobie pogadać z tym pajacem. Nie obrażę się. Nie uznam tego za nielojalność, tylko uważajcie. Pa.
***
Fazar był interdyscyplinarny. Robił standup, kręcił filmiki kierujące konsumpcję obywateli w aktualnie koniecznym dla państwa kierunku i komponował elektroniczną muzykę imitującą orkiestrę bez pomocy ej aj. Zresztą sztuczna inteligencja była częściowo zakazana w sztuce trójmorskiej. Można było z jej pomocą tworzyć, ale nie wolno było taką twórczością handlować. Algorytmy wyszukiwały z łatwością imitacje dzieł wystawione na handel. Niszczyły je, a użytkowników karały blokadą różnych sieciowych udogodnień. Można było nawet stracić przydział na saunę. Każdy obywatel Trójmorza mógł korzystać darmowo z sauny raz dziennie przez godzinę, chyba że dane miasto ogłaszało dni oszczędzania energii ze względu na jakieś chwilowe problemy. Ostatnio słońce częściej pluło awariogennym promieniowaniem. Poza tym życie w Trójmorzu było maksymalnie wygodne, tanie i kontrolowane, a jego obywatele byli bardzo uprzywilejowani na planecie, która po wielkiej wojnie i odrodzeniu liczyła niecały miliard ludności. Trójmorze miało trzysta milionów. Sięgało od Skandynawii po Bałkany i od Uralu po Łabę. Niemcy straciły część terytorium na rzecz Polski. W czasie wielkiej wojny ostatecznie przyłączyły się do Rosji, za co musiały zapłacić utratą państwowości. Trójmorze podzieliło się Niemcami z Francją, która stworzyła razem z Hiszpanią, Portugalią i Beneluksem nowe superpaństwo, Unię Zachodnią. Zachodnialsi nazywali Trójmorze Unią Wschodnią. Fazar należał do chrześcijańskiego kościoła Różowych Świątków. To była dosyć wpływowa organizacja po tym jak papieżem został Franciszek II z Kongo. Neokatolicy mówili, że działa na szkodę Kościoła, po jego encyklice „Nowy ekumenizm”. Franciszek II nakazał sprzedać wszelkie majątki kościelne. Ubóstwo stało się obowiązkowe. Księża nie mogli nic posiadać. To spowodowało prawdziwy kryzys w kościele. Fazar przez jakieś eksperymenty długowieczności jego majętnych rodziców wyglądał jak nastolatek, ale miał trzydzieści trzy lata. Stał się jednym z kapłanów, którzy przez Franciszka II odeszli od Kościoła i został pastorem Różowych. Teraz był na tajnym spotkaniu z Agencją Bezpieczeństwa Gospodarczego.
– Musisz mu to wstrzyknąć. I po sprawie.
– Czemu chcecie się go pozbyć?
– Nie zadawaj pytań.
– No dobra, tylko jedno. Ile?
– Dostaniesz tekę ministra kultury.
– Ok, ale chcę jeszcze jakąś posiadłość. Mamy przecież kolonie w Afryce. Dajcie willę na Madagaskarze!
– Bez przesady. To by się rzucało w oczy. Media zrobią ci aferę przed wyborami. Dostaniesz piętro w apartamentowcu w Maroko.
– No dobra, ale z widokiem na Śródziemne, może być Casablanca.
– Załatwione.
– Chcę jeszcze przydział na dodatkową kochankę.
– Coś jeszcze?
– Co zrobicie z ciałem. Przecież władze Chinorosji wiedzą o jego pobycie.
– Nie twoja rzecz. Katastrofy lotnicze zdarzają się wszędzie. Zwłaszcza, że Chinorosja ma teraz napięte stosunki z Sojuszem Obu Ameryk.
– Dobra, nieważne. Kiedy?
– Po koncercie. Wystąpisz przed Natalią. W czasie jej występu przebierzesz się za skejtolota i poczekasz na sygnał. Dostaniesz fioletowy kostium i srebrny kask najnowszej generacji. Wstrzykniesz mu to za pomocą strzały. Przypniemy ci specjalny rękaw. Po akcji wejdziesz do włazu tulicyjnego. Musisz trafić w gołe miejsce, w szyję, policzek, oko. Inaczej się nie uda. On nosi specjalne włókna wzmacniane karbonem.
– Jasne. Do zrobienia. Nie będzie nam się tu panoszyć agentura powiązana ze Złym. Dacie mi jakichś mnichów albo mniszki do pomocy?
– Po co? – spytał mężczyzna w białym kostiumie i czarnym kasku szczelnie zasłaniającym głowę.
– No bo ten Lucek przeklęty może wezwać zmory na pomoc i będzie taka jatka, że mi nawet cesarska ochrona powietrzna nie pomoże. – Jego niebieskie oczy przygasił strach i skierował je gdzieś w bok, a potem w górę. Poczuł, jak mrówki schodzą mu w dół po kręgosłupie.
– Mamy dogadane z demonami.
– Jak?
– Amok IV Wielki, stołeczny bramin to załatwił.
– Współpracujecie z neohindusami?
– A ty chciałeś z neokatolikami? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
– Dobra, nie mam więcej pytań. Gdyby coś nie wyszło…
– Wyjdzie.
– Ale gdyby nie wyszło, przelejecie miliard polomamonów na konto mojej sekretarki Poli.
– Zgoda.
***
– Julia, mogę tak po imieniu?
– Tak, Boże, znasz moje imię?
– Tylko proszę bez takich, nie wymawiaj imienia nadaremno. I takie tam. – Antychryst z trudem ukrywał wściekłość.
– Ach, no tak, bo ty się uważasz za wcielenie diabła… Ale wiesz co, ja się ciebie nie boję. Nie wierzę w te brednie. Natalia też ma tam jakieś swoje wkrętki z tą boginią Muzą czy coś. Sama nie wie, skąd jej się to wzięło.
– No dobra, Julio. Masz rację. Diabła nie ma, ani szatana. To mój sceniczny image. Po prostu nie lubię, jak ktoś szafuje świętościami.
– Aha, czyli ty możesz sobie gadać podczas tych swoich standupów o wcieleniu złego i zarażać tłumy swoją fazą, a ja nie mogę powiedzieć: o Boże?!
– Przestań!
– O Boże wszechmogący, Matko Boska.
– Przestań! – tym razem Antychryst zacząć się trząść. Z nosa wyszła mu szczypawica, ale Julia w ferworze dyskusji zbagatelizowała ten fakt. Potraktowała go po swojemu.
– Ha, ha – z trudem opanowywała śmiech. – Koza ci wystaje. Taki kozak, a w nosie koza.
Ewelina uwierzyła w jej sugestię. Nie zwróciła uwagi na to, że koza się rusza i ma nóżki. Zresztą Antychryst szybko przykrył szczypawicę serwetką. Julia postanowiła zabawić się nieoczekiwanym gościem. Igraszki zwróciły uwagę innych roześmianych biesiadników w restauracji na dachu kryształowego wieżowca.
– Zdrowaś Mario łaski pełna…
– Przestań, natychmiast przestań – dławił się przez białą serwetkę uczłowieczony Lucyfer, a z uszu wyszły mu dwa pająki krzyżaki.
– Pająk! – krzyknęła Ewelina, a jej czarny kostium zrobił się jeszcze bardziej czarny, co rozświetliło złote elementy w jej garderobie. Odezwała się cyfrowa medyczka.
– Uwaga, atak paniki z powodu arachnofobii, proszę opuścić to miejsce, albo wezwać miejskie służby. Uwaga atak paniki z powodu arachnofobii, proszę wypić duszkiem szklankę wody.
Ewelina odskoczyła od stolika pokazując palcem na Antychrysta, ten dusił się wysmarkując szczypawice jedną ręką, a drugą walił na oślep we własną głowę pozbywając się owadów. Julia nie mogła przestać się śmiać, a kolorowe postaci przy innych stolikach tej wielkiej tarasowej restauracji irytowały się coraz bardziej ekscentryzmem sąsiadów. Podszedł niskorosły, półnagi kelner.
– Czy mogę państwu jakoś pomóc? Czy panie czują się bezpieczne?
– Proszę wyprosić tego pajęczarza – krzyknęła Ewelina.
– Nie, w porządku. Niech zostanie, jest zabawny – oponowała Julia hamując rozbawienie.
– To może niech pan wróci do swojego stolika, a pani, jak będzie chciała, to do niego dołączy, żeby druga pani mogła czuć się bezpieczna – kombinował.
– Wszystko jest w porządku, ja wychodzę – oznajmił Antychryst zasłaniając się wciąż chusteczką. – Dziękuję szanownym paniom za miłą pogawędkę. Julio, czy udostępnisz mi swoje kanały komunikacyjne, żebym mógł cię jeszcze spotkać?
– Pewnie.
– To do zobaczenia.
– Trzymaj się – odpowiedziała Ewelina. Do ust miała przyklejony kryształowy pucharek z którego sączyła wodę, co podniosło akustykę jej pożegnania. Woda zabulgotała. Antychryst ukłonił się paniom i odwrócił w stronę windy, z której wyszła kobieta w czerwieni. Pewna siebie. Zadaniowa, o twarzy napiętej grozą. Nie patrząc w oczy upadłemu półaniołowi strzeliła mu w oko kuszą z rękawa. Antychryst padł na ziemię niczym akrobata, zaczął wić się w satanicznych konwulsjach, rozwalając stoliki naokoło. Po chwili przybiegła ochrona, potem tulicjanci i medycy. Słuchać było świergot dronów ochronnych i rakietolotów. Poderwały się też latawice. Wszystko na nic. Lucyfer opuścił organizm Anrychrysta. Niebo pociemniało. Gości restauracji ewakuowano, a diabelskie ciało opadło bezwładne na podłogę.
Zamachowczynią okazała się Pola, dziewczyna Fazara. Za zabicie zagranicznego dyplomaty groziło jej dożywocie. Chinorosja domagała się zadośćuczynienia. Nie była na tyle silna, żeby zaatakować Trójmorze, ale wystrzeliła kilka rakiet w kierunku trójmorskich kolonii w Afryce. Jedna spadła na Casablankę. Po kilku tygodniach mocarstwa się dogadały, a do mediów docierały tylko oficjalne komunikaty wypowiadane przez cyfrowych dziennikarzy na miejskich ekranach.
– Obywatele, mamy pokój. Cieszcie się, bawcie i nie zapominajcie o aktualizacjach.
***
SZATAN: Belialu Twoja kolej. Lucyfer ma depresję. Nie wróci tam. Smaży się w piekle.
BELIAL: Co mam robić?
SZATAN: To co teraz, tylko wejdziesz w ciało człowieka. Będziesz kolejną wersją Antychrysta.
BELIAL: A ten hipis nie wraca jeszcze?
SZATAN: Chciałbym wiedzieć. Absolut nie daje znaków. Działamy. Ile dusz zbałamucisz, tyle twoje.
BELIAL: Mogę sobie wybrać wygląd?
SZATAN: Niestety, musisz liczyć się z tym, jak cię zrobi ten, co jest który jest. Nie mam mocy stworzenia, ale mam parę opętanych. Spłodzą dziecko, a ty sobie w nie wejdziesz w czasie namaszczenia krwią z menstruacji strzygi.
BELIAL: Złośliwy panie, chcę więcej mocy od Lucyfera. Mewy i krukowate to mało. Chcę jeszcze…
SZATAN: Dobra, nie ma czasu. Właśnie kopulują. Spadaj na Ziemię. Będziesz miał jeszcze koty i dziki.
BELIAL: I psy, proszę o moc panowania nad psami.
SZATAN: Niestety, Archaniołowie przejęli psy.
BELIAL: No to wilki, lisy i szakale.
SZATAN: Nie targuj się. Zrobimy, co w naszej mocy. Spadaj na Ziemię. Działaj!
Jakub Węgrzyn
CZYTAJ TEŻ