Natarczywe pukanie. Kroki. Odgłos otwieranych drzwi.
STARY
Pan to ma zdrowie.
PISMAK
Ja, proszę pana, muszę!
STARY
Kto panu powiedział, że jestem w domu?
Milczenie.
STARY
Sąsiedzi?
PISMAK
Co mi szkodziło pukać.
STARY
A gdyby był dzwonek czynny, to by pan tak dzwonił? Tak przez pół godziny? Trzeba mieć trochę wyobraźni. To ja płacę rachunki za elektryczność.
PISMAK
Zawsze żałowałem, że nie ma pan telefonu.
STARY
Ja przeciwnie. Pan widzi, jak się różnimy?
PISMAK
Ecie pecie. Dobrze wiemy obydwaj, ile okazji pan stracił, ile zaszczytów i pieniędzy przeleciało panu koło nosa… Właśnie z powodu braku telefonu. Pan wie, że w książce telefonicznej do tej pory figuruje pańskie nazwisko – z innym oczywiście adresem? Kiedyś nabrałem się i zadzwoniłem. Ta baba tam zrobiła mi piekielną awanturę.
STARY
Ona postępuje konsekwentnie. To taka specjalna logika. Za własne błędy i niedopatrzenia karci innych.
PISMAK
Niewinnych.
STARY
Po rozwodzie, kiedy opuściłem dom, powinna była podanie o stosowną adnotację wnieść w urzędzie pocztowym.
PISMAK
Pocztowo-telekomunikacyjnym.
STARY
Pan zawsze taki precyzyjny? Gdzieś już pana kiedyś widziałem.
PISMAK
Mało to miejsc publicznych? A ulice?
STARY
Nie myślałem o ludziach z ulicy. Ja pana na pewno widziałem w tamtym życiu.
PISMAK
Trele morele. Przesyt wrażeń przyniósł modę na babranie się w czczych pogawędkach o reinkarnacji.
STARY
Mówię wyraźnie: w tamtym życiu. Bo, widzi pan, ja swój pobyt tutaj, na ziemi, z konieczności musiałem podzielić nie tyle może na dwa etapy, ile na dwa życia… (trzask) Niech pan nie włącza magnetofonu!
PISMAK
(płaczliwie) To po co ja tutaj…
STARY
Po co? Nie wiem. Zobaczymy. Jeżeli nie dawałem znaku życia – znaku istnienia – to nie bez przyczyny. Pan mi przeszkodził.
PISMAK
Cicho o panu od dziesięciu lat.
STARY
Całe szczęście.
PISMAK
Właściwie od momentu rehabilitacji uszło z pana jakby powietrze.
STARY
(z naciskiem) Uszło czy jakby uszło?
PISMAK
Metafora.
STARY
To, co wtedy robiłem, robiłem dla siebie, no, trochę także dla synów… bo dla niej nie bardzo. Twarda, nieszczęśliwa, najgorsze, że zdradzała mnie już przed wojną, o czym nie miałem pojęcia. Kochałem ją, a ona tak świetnie potrafiła się maskować… Potem wróciła z KL Ravensbrück, muszla cudem wyrzucona na brzeg, pusta… Jeszcze bardziej jej nie potrafiłem przeniknąć. Mur, pan sobie wyobraża, mur, ściana. Od razy uwierzyła w moją winę!
PISMAK
Owionął pana smrodek.
STARY
Dość! W smrodzie najlepiej czują się muchy. Widział pan! Muchy!? Tak? Jak to wygląda? Pan wie, ile ich się potrafi zebrać? Nie odgonisz. Trzeba samemu uciekać od źródła smrodu.
PISMAK
Trudno uciekać od samego siebie.
STARY
Tak, panie. Zostałem posmarowany gównem. Ale nie ma się nad czym rozwodzić. Niech pan lepiej napisze o tym poemat. Nie wątpię, że będzie frapujący. A potem, jak tu przyjedzie Mrożek, Miłosz, Herbert albo Venclova, niech pan im nie daje spokoju. Trzeba wierszyk powielić, nie odstępować wieszczów, dostanie pan na odczepnego stypendium, a może i dobre słowo. Najlepiej na piśmie, którym pan będzie potem terroryzował wydawców. (śmieje się) Należy się stówa za dobrą radę.
PISMAK
Nie prosiłem pana o rady.
STARY
Do licha! Ależ zawraca mi pan głowę! Nie zdołałem dokończyć myśli. Przecież przed wojną, kiedy było normalnie, ja byłem zwykłym sobie tłumaczem. Tłumaczem literatury naukowej i w ogóle fachowej, nawet technicznej. Tak, proszę sobie wyobrazić, uważałem się za dobrego rzemieślnika, i mnie, tak, uważano. Ale już jako rzekomy zdrajca – to znaczy po wojnie, w tym kiepsko urządzonym domu dla obłąkanych – dużo pisałem, ma się rozumieć kreowałem, wydawałem, żeby pokazać tym, na których mi zależało, że stoję i trzymam się prosto. A teraz, jak pan to nazywa, zre-ha-bi-li-to-wa-ny, zrozumiałem, że nie mam nikogo… I dla kogo to wszystko? Sam nie zjem. Co miałem zrobić, zrobiłem, ale, jak się okazało, dla siebie. Żeby żyć. Żeby sobie żyć. Nie znalazłem potem człowieka, o którym byłbym do końca przekonany, że święcie wierzył w moją niewinność!
PISMAK
A pan Adolf?
STARY
Ho, śledzi mnie pan od dawna!
PISMAK
Niekoniecznie. Całe miasto plotkowało o panów harmonijnym pożyciu.
STARY
Miło pan to określił. Mówili po prostu: „te dwa pedały ze Zwierzynieckiej”. Adolf przygarnął mnie, bo bym zamarzł pod płotem, wyrzucony z własnego domu. On to zniósł. Zniósł te ploty ludzkie, to prymitywne dedukowanie, gadanie, żeby coś gadać. A w ogóle! (uderza pięścią w stół). Wcześniej przetrwał czas zagłady. W okupację mieszkał pod zamienionym nazwiskiem u introligatora i pracował w jego zakładzie jako czeladnik. Potem byliśmy razem i w sześćdziesiątym ósmym wspólnie co rano zamalowywaliśmy gwiazdę Dawida, którą ktoś byle jak nakreślał na drzwiach jego mieszkania. Po trzynastu latach zaczęły się pojawiać na drzwiach takie same gwiazdy, Tyle że już w sklepach nie było farby, żeby tę gwiazdę zamalować. Po jakiejś mowie tego, pan wie, działacza, tego na J., Adolf wystąpił z „Solidarności”. Pojechaliśmy na wieś, ktoś nam powiedział, ze w geesowskim sklepie jest jeszcze farba. Wspólnie zamalowywaliśmy gwiazdę Dawida. Nie udało się dokończyć, bo Adolf padł przy tych drzwiach rażony apopleksją.
PISMAK
Chudy był, znaczy szczupły. Hm… apopleksja… Mówiło się, że został otruty.
STARY
Otruty? Pierwsze słyszę. Ale możliwe – farba strasznie śmierdziała. Tamte w sześćdziesiątym ósmym były zdecydowanie mniej toksyczne.
PISMAK
(zaciera ręce) Dobre!
STARY
Metafory niech pan sobie zostawi, mówiłem, na wizytę któregoś z nowych wieszczów!
PISMAK
A ja powtarzam: dziękuję za rady. Dziękuję: nie.
STARY
Proszę się nie martwić. Tym razem rada była gratis. Najwyżej ja dopłacę. Widzę, że będę musiał. W przypadku, gdy pan gdzieś opublikuje takie tanie synekdochy.
PISMAK
Czy to nie dziwne, że oprócz pana Adolfa tylko były gestapowiec Willer wierzył w pana niewinność?
STARY
Bardzo dziwne. Radzę to starannie przemyśleć.
Odgłos otwieranej teczki.
STARY
Co pan tam przywlókł? Bombę?
Milczenie, ciężki oddech.
PISMAK
(zmienionym głosem) Nie bombę.
STARY
Przestraszył się pan?
PISMAK
Ja? Cóż znowu? Przyniosłem, przyniosłem…
STARY
Drży panu głos. Niech pan schowa tę wódkę.
PISMAK
Może jednak?
STARY
Nie ostrzegano pana?
PISMAK
Przed czym?
STARY
Że nie znoszę, nie toleruję…
PISMAK
(przerywa) Pijaków?
STARY
Dyletantów!
PISMAK
Chciałem się napić.
STARY
Pij pan. Tam za drzwiami są kieliszki. W kredensie.
Kroki, skrzypienie parkietu, odgłos otwieranych drzwiczek, delikatny dźwięk cienkiego szkła.
PISMAK
W pańskim kredensie jak w Desie. I co? Tego się nie używa?
STARY
Zechce pan odnieść na miejsce drugi kieliszek.
PISMAK
Ani kropelki?
STARY
Dyletant!
PISMAK
(nalewa sobie) Słucham? (wypija)
STARY
Też pan nieźle popijał przed pięćdziesięciu laty. Nie mając żadnych dochodów, miał pan zawsze pieniądze na wódkę. Do tego stopnia to rzucało się w oczy, że…
PISMAK
(nalewa sobie i szybko wypija) Bzdury pan opowiada!
STARY
A ja pana… jednak… poznaję.
PISMAK
Co? Przed pięćdziesięciu laty? Ja? Ja piłem? Nie mogę sobie tego przypomnieć. Miałem wtedy dwa lata.
STARY
Myślałem.
PISMAK
Co pan myślał?
STARY
Myślałem, że pan wygląda bardzo młodo. Okazuje się, że pan wygląda bardzo staro. (przełyka ślinę) Galiński?
PISMAK
Tak jest. Galiński z Kuriera Porannego. Dziwne.
STARY
Co dziwne?
PISMAK
Słyszałem, że nie czytuje pan gazet. Szedłem tu z nastawieniem, że pan mnie nie zna.
STARY
Poznałem.
PISMAK
Co znaczy „poznałem”, skoro wcześnie pan mnie nie znał?
STARY
Mówiłem panu. W tamtym życiu. Galiński. Czesław Galiński. Pijak.
PISMAK
Jerzy Galiński. Dziennikarz, popularyzator.
STARY
Pijak, syn pijaka. A co porabia tatuś, Czesław Galiński?
PISMAK
Już nic nie porabia.
STARY
To znaczy, że umarł. Zawsze się kręcił i młócił ozorem… Przepraszam, a może tatuś szanownego pana sparaliżowany?
PISMAK
Co też pan? Jak pan może?
STARY
To tatuś nic panu nie mówił?
PISMAK
Wyprowadziłem się z domu jeszcze przed maturą. Walczyłem z analfabetyzmem wśród budowniczych Nowej Huty, dostałem tam mieszkanie i…
STARY
To się pan napracował.
PISMAK
Proszę?
Milczenie
STARY
Pisało się o pańskim ojcu, że przebywał w KL Sachsenhausen…
PISMAK
Mój ojciec? W Sachsenhausen? (po chwili) Tak, tak. Był.
STARY
Chyba z wizytą.
PISMAK
Proszę?
STARY
A proszę, proszę. Po tej haniebnej łapance w Domu Plastyka, kiedy doprawdy sam nie wiem, jakim cudem czy może zbiegiem okoliczności zdołałem uciec z szeregu – z szeregu, jak to potem napisał Różewicz, prowadzonych na rzeź – żeby po trzech dniach i nocach ukrywania się w kącie strychu na Staszica, w pierwszym lepszym domu, którego bramy dopadłem… tak… żeby więc dotrzeć do moich małych synów, których wychowywałem sam…
PISMAK
To znane…
STARY
Za mało znane. Moja książka, którą wreszcie zdołałem wyszarpnąć – o! – z brzucha, przeszła właściwie niezauważona. Kiedy miałem moralne prawo ją wydać, było już lato osiemdziesiątego pierwszego… A na strychu, tam, na Staszica… tego mojego strachu nie potrafiłem opisać.
PISMAK
Pan wspomniał o Różewiczu.
STARY
Po co owijać w bawełnę. Mów pan: Różewicz ma talent, ja nie mam talentu. Pan się boi? Nie ma się czego obawiać, Nie gryzę. Pan zresztą jest uzbrojony.
Milczenie
STARY
Dlaczego pan milczy? Trzeba coś mówić, podejmować wątek. Wysmażyć metaforkę. Naprędce. Zaraz, zaraz, co panu jest?
Przybliża się, słychać jak PISMAK dyszy.
STARY
Po łapance, ucieczce i długo jeszcze na strychu przy Staszica dyszałem podobnie jak pan teraz. No, potem coraz częściej nie mogłem zaczerpnąć tchu. Zatykało. Angina pectoris. Rada chronika, lub, jak pan woli, rada starego dziada: powinien pan sypiać w pozycji półleżącej. Odkąd pan pamięta, pański ojciec zawsze pluł na mnie.
PISMAK
(z podziwem) Zgadza się. Pamiętam: ja leżę w dziecinnym pokoju i zasypiając słyszę odgłosy rozmów panów pijących w stołowym, jakieś, wie pan, toasty, strzępy pieśni partyzanckich i syk mojego ojca podczas wymawiania nazwiska Średzki… Średzki-kolaborant, Średzki-szmata, Średzki… Średzkiego pokarał Bóg… Potem dorastałem, potem starałem się mężnieć, a tu wciąż w domu to samo: Średzki. (dyszy)
STARY
Niech pan rozluźni krawat. Koszulę trzeba porządnie rozpiąć.
PISMAK
Nic, nic. To…
STARY
… z emocji
PISMAK
(z irytacją) Pan wciąż o tej broni. Że…
STARY
O jakiej broni?
PISMAK
Nic, nic. Zaczął pan opowiadać, że zszedł pan z tego strychu.
STARY
To niech pan usiądzie wygodniej… Głębiej wcisnąć się w fotel trzeba, nogi wyciągnąć… Nie podkurczać! Magnetofonu nie ruszać! Nie, tak nie można… (energiczne kroki) Pozwoli pan, że magnetofon wezmę w depozyt, do końca wizyty będę go miał przy sobie… Po jakichś chyba dwóch tygodniach od zejścia ze strychu, tak to nazwijmy, mogłem wziąć synów i przewieźć ich do Wieliczki. U mojej siostry, która tam mieszkała, byli bezpieczniejsi. Wiedziałem, albo tak mi się wydawało, że tracę grunt pod nogami, że brodzę w ogniu. Ale miałem dobrą pracę w firmie przewozowej. Doskonale znałem niemiecki, byłem przydatny. Miałem Kennkartę. Dopóki się dało, trzeba było coś robić, żeby dzieciom zapewnić byt. I niech pan zgadnie, kogo zobaczyłem w Wieliczce? Wszedłem do fryzjera, żeby się ogolić. Zobaczyłem dwie twarze pańskiego ojca. Czesław Galiński z profilu i w lustrze. Fryzjer go strzygł.
PISMAK
Pan mógł się pomylić. Pan się musiał pomylić.
STARY
Może mogłem, może musiałem. No tak, leksykon podaje, że Czesław Galiński, taki to a taki, et cetera, był w latach 1940-1944 więźniem niemieckich hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Tymczasem siedział sobie u fryzjera Wróbla w Wieliczce. Po wojnie, kiedy kurowałem się w sanatorium w Szklarskiej Porębie, potwierdziła to pewna dama, zresztą matka legendarnego dziś, nieżyjącego już reżysera, która niestety swoje rewelacje mogła przekazywać jedynie nieoficjalnie, ponieważ sama była kolaborantką i kochanką, o czym wszyscy malarze wiedzieli, wysokiego oficera SS, potem ukrywała się, dopóki mogła. Później ją osądzono, zmarła w więzieniu. (Pauza) Trzeba się teraz zastanowić: a może to była dzielna kobieta, choć nie patriotka? W najdosłowniejszym sensie oddając się okupantowi, zapewniła synowi, małemu chłopcu, normalny rozwój. Trzymała go w cieplarni, z dala od zgiełku, nie miał kolegów, ale miał wszystko to, co powinno mieć dziecko, żeby nie zmarniało. Potem, nim ją zamknęli, zapewniła mu świetną opiekę w pewnym domu inteligenckim i przesyconym patriotyzmem. No co, ładna historia?
PISMAK
Jak można dawać wiarę rewelacjom kurwy?
STARY
Oraz zdrajcy, wprawdzie zrehabilitowanego, lecz podobno zboczeńca, prawda? Pan kiedyś wypowiadał się autorytatywnie – właściwie nie wiem, skąd to u dziennikarza bez śladu nazwiska wziął się taki ton autorytatywny – w sprawie zamierzchłej: w sprawie Brzozowskiego. Kierując się swoim kocim zaiste rozumkiem próbował pan udowadniać, że wszystko wskazuje na to, że Stanisław Brzozowski był rzeczywiście agentem Ochrany. Bez dowodów, których śladu nie odnaleziono do dzisiaj.
PISMAK
Aż miga mi przed oczami, tak strasznie pan przeskakuje.
STARY
Kto rzucił podejrzenie na Brzozowskiego?
PISMAK
Bakaj. Bakaj i Azef.
STARY
Bakaj i Azef. Byli pracownicy carskiej Ochrany. Ni z tego, ni z owego wyprysnęli z Ochrany. Jak pchły. I zapodali. Tak jakby dalszy ciąg kreciej roboty, to nic, że w dobrym kierunku. Niby. Pan im właśnie uwierzył. No! Bo to sensacja… a może, co?, może drugie dno?
Brzęk tłuczonego kieliszka.
STARY
Panie, co pan? Co pan wyprawia? Taki kieliszek…
PISMAK
Zapłacę panu… Zwrócę równowartość.
STARY
Gówno zapłacisz!
PISMAK
Zebrało mi się na mdłości… i…
STARY
I dlatego, na modłę starej polskiej szkoły, polskiej szkoły filmowej, ścisnął pan w dłoni szkło z trunkiem odkażającym. Amant, cholera, amant!
PISMAK
(ze świszczącym oddechem) Ja, ja, ja pana przepraszam… Mdłości.
STARY
Eufemizm. Tak, następstwa mdłości zdradza zapaszek. Proszę wyjść do łazienki i zrobić ze sobą porządek. Zaraz dam panu ręcznik, po wszystkim wyrzuci go pan do kubła z brudami, do takiego niebieskiego z pokrywką. A co do skaleczonego palca – na drzwiach wewnętrznych łazienki wisi apteczka pierwszej pomocy. Tam wszystko pan znajdzie. Tylko pomału i spokojnie. Festina lente. (Odgłos odsuwanej szuflady)
No, bierz pan już ten ręcznik. (Odgłos zasuwanej szuflady)
PISMAK
Jeszcze raz przepraszam i dziękuję panu.
STARY
Potem mi pan będzie dziękował.
Kroki odchodzącego. STARY otwiera okno.
STARY
Jeszcze mi tu musiał nasmrodzić. Zasrany metaforysta.
Cicho otwierają się drzwi. Skrzypią klepki parkietu. Odgłos lekkich stóp w damskich pantoflach.
HANIA
Jakub…
STARY
(włącza magnetofon) Od tej pory wszystko się będzie nagrywać. Tytułem wstępu dam im ten kawałek z Księgi Micheasza: Zniknął pobożny z kraju, nie ma uczciwego wśród ludzi. Wszyscy czyhają na rozlew krwi, jeden na drugiego sieć zastawia. Wiesz, że on nie powinien wiedzieć, że ty tutaj ze mną jesteś.
HANIA
Agresywny?
STARY
Nie żeby aż tak. Natrętny i dosyć obrzydliwy. (Przerwa) Narobił tutaj w gacie. W miarę inteligentny. On sam musiał podejrzewać, że to właśnie jego ojciec był wtyczką w gestapo.
HANIA
Stare dzieje.
STARY
Jego ojciec wrzeszczał najgłośniej „łapaj złodzieja”.
HANIA
Mogłeś go skompromitować raz na zawsze w swojej książce, a jednak nie zrobiłeś tego… Ten były gestapowiec Willer, który przyjechał tu z dowodami uniewinniającymi ciebie, miał także papier świadczący o tym, że to stary Galiński był konfidentem gestapo. Patrzył na ciebie jak na idiotę, kiedy podarłeś ten papier.
STARY
Stare dzieje, sama mówiłaś, stare. Wybacz, i ty także jesteś stara. Wszyscy ode mnie odeszli: żona, synowie, także ty, moja druga, może największa miłość. Odeszłaś, bo ci podszepnęli, żem zdrajca. A ty z rodziny partyzanckiej, to zrozumiałe. Ojciec w bandzie Ognia, zabity, brat zgnił w więzieniu. Patrioci przemienieni w bandytów i na odwrót. Wiem, nie mogłaś tego znieść, biednego Adolfa wysłałem za tobą, żeby wszystko wyjaśnił. On jeden, jedyny mi wierzył. Dlaczego wtedy mu powiedziałaś: „wy wszyscy jesteście tacy sami”? Wy, wy, wiadomo. Wiem, miałaś wtedy dziewiętnaście lat… Wróciłaś do mnie po nieudanym życiu z alkoholikiem, po czterdziestu latach. Zniszczona, wyglądasz starzej niż ja – jak to przyjemnie brzmi, prawda: osiemdziesięciolatek z przeszłością. Dowody zbrodni Galińskiego? Dziś Przyznasz, że to nonsens… A ten tam, jego syn, on cię tutaj absolutnie nie powinien zobaczyć.
Milczenie. Trzask.
HANIA
Dlaczego teraz wyłączyłeś magnetofon?
STARY
Od tego momentu nagrywanie straciłoby sens.
HANIA
Chimeryczny jak zawsze.
STARY
Nie chciałbym, żebyś się na mnie gniewała. Wiesz, że jest tak, jak mówię. Ale nie zapominaj, że tuż obok przeszłości leży przyszłość. On tutaj zaraz przyjdzie, on cię nie może widzieć. Wyjdź cichuteńko i zaraz z budki w kawiarni zatelefonuj na policję. Niech tutaj natychmiast przyjadą. Powiedz, że pod pretekstem robienia wywiadu napadł mnie jakiś gość agresywny i że ja sobie nie mogę z nim dać rady. Ja, rozumiesz, powiedz im, niedołężny staruszek, u którego na ścianach wiszą obrazy muzealnej wartości. Nie mów, że pisarz. Byłaś w drugim pokoju, napastnik próbuje mnie dusić, a może już udusił, jest przekonany, że mieszkam samotnie, ty się wymknęłaś… Jak dobrze, że jeszcze nie rozeszło się po mieście, że przed tygodniem po perypetiach największa miłość wróciła, żeby opiekować się zgrzybiałym dziadem.
HANIA
Jakub, chyba znowu będę musiała wyjechać. Nie potrzebujesz mnie. Tak sobie myślę, że to nie była miłość. Że wtedy zafascynowałam cię moją młodością, niczym więcej. Akceptowałam wszystko, coś robił…
STARY
Haniu, po czterdziestu latach mi to mówisz? Przez ten czas dzień w dzień przed zaśnięciem mówiłem sobie, że i ty mnie zdradzałaś.
HANIA
A ja, też przed zaśnięciem, że mnie oszukałeś.
STARY
Liczą się fakty! Idź już. Zrób to, zadzwoń natychmiast. Ale natychmiast! Powiedz im, że to kwestia życia i śmierci. Potem już będzie dobrze.
HANIA
Naprawdę?
STARY
Tak.
HANIA
A ja rzeczywiście wyglądam tak staro?
STARY
Niech będzie, że to ja młodo wyglądam. A teraz idź już. Proszę cię o przysługę. Gorąco proszę!
HANIA
Zaraz będę z powrotem.
STARY
I powiedz, że będziesz czekać na nich przed bramą. I rzeczywiście czekaj. Nie ruszaj się stamtąd. Wejdziesz tu z nimi.
HANIA
Z policją?
STARY
Jasne, z policją. No widzisz, już nie z żadną milicją. Możesz to jeszcze zrobić dla mnie, prawda?
HANIA
Tak, mogę. Raz przynajmniej prawdziwie ci pomogę.
STARY
Raz a dobrze. Szkoda już słów. On zaraz wyjdzie z łazienki. A potem zrobisz, co zechcesz. Będziesz przecież mogła wyjechać. Nie mam prawa cię powstrzymywać. Idź już.
HANIA
Pa!
STARY
Pa.
Szczęk zamka, zasuwy, brzęk łańcucha
HANIA
A potrzebujesz mnie?
STARY
Bardzo.
Odgłos cicho zamykanych drzwi.
STARY
(ze śmieszkiem) W tej chwili – bardzo. (Odgłos odsuwanej szuflady, dźwięk rzuconego na blat ciężkiego przedmiotu) Wtedy odeszła bez słowa; przecież to zwykła baba, nic więcej… młode, ładne, ciepłe ciało, nic więcej. Nic więcej? Wtedy nie pytała, czy jest mi potrzebna. Szept byle kogo, że zdrajca, wystarczył. Z ciepłym ciałem i z miłą twarzyczką miała prawo być dla mnie okrutna. Ja teraz mam większe prawo. Z ciałem zimnym, z niemiłą twarzą. (Zamyka okno, milkną odgłosy z podwórza) Prawo starości.
Kroki z łazienki.
PISMAK
Dobrze usłyszałem; prawo starości?
STARY
Nie słyszał pan o takim prawie?
PISMAK
Słyszałem. Nawet ostatnio doznałem. Jakaś panienka ustąpiła mi miejsca w tramwaju.
STARY
Nic dziwnego. Uginają się pod panem nogi.
PISMAK
Ręcznik wrzuciłem do tego niebieskiego.
STARY
W porządku. Według mojej instrukcji.
PISMAK
Boję się, że może tam zgnić. Bardzo mokry.
STARY
(ze śmieszkiem) Dwa pedanty się raz zeszły, jeden czujny, drugi przeszły. Ale, panie Jerzy, bez skrępowania, pij pan z butelki.
PISMAK
A tak, napiję się po tym wszystkim… Taka stara, odrapana kamienica. Myślałem, że pan żyje przeszłością, w kurzu…
STARY
Jaką przeszłością? Zafałszowaną przez innych?
PISMAK
… a tam w łazience nowiutka pralka automatyczna, zachodnie kosmetyki, wszystko lśni jak w domu zamożnego młodego małżeństwa. No, no!
STARY
A tu pan nie widział?
PISMAK
Byłem jakiś taki, sam pan wie, odurzony. (popija) O, jaki ogromny telewizor, Philips…
STARY
Mam także video, o, panie, a jakie kasety, nic tylko lizać paluchy. (Uderzenie ciężkiego przedmiotu) A to pan widział?
PISMAK
Ooo! Pan jest na wskroś nowoczesny.
STARY
Modny! Ja jestem modny!
PISMAK
Można obejrzeć? Taaaki pistolet!
STARY
Hihi, nuworysz!
PISMAK
No co?
STARY
Nie odróżnia pan pistoletu od rewolweru. Brak klasy. Nie widzi pan, że to bębenkowiec? Rewolwer. Prawdziwy Colt.
PISMAK
O!
STARY
Niech sobie pan poogląda. Proszę zważyć w rękach. Niezła waga, co? Półtora kilograma. Ach, jasne, pan się i na tym nie zna.
PISMAK
Widziałem podobny typ u znajomego reżysera. Teraz rzeczywiście moda na broń gazową. Nie wiem jednak, czy to skuteczne. Włamywacze są szybsi. Zanim pan sięgnie po to żelastwo…
STARY
Proszę śmiało nacisnąć cyngiel. Pan nie ma pojęcia, jak bardzo podnieca mnie huk wystrzału. Sam się tym bawię, ale to nudne. No, niech pan do mnie strzeli!
PISMAK
A nie, nie. I bez tego głowa mi pęka.
STARY
Dawaj pan. Zademonstruję. Biorę delikatnie, o tak, najlepiej przez chusteczkę… zbrodnia w rękawiczkach, chachacha, taak, ciekaw jestem, jak się pan potem z tego wyplącze.
PISMAK
(ze strachem) Słucham?
STARY
Pij pan. Pij pan.
PISMAK
(wypija haust wódki) Makabra. (z obrzydzeniem) Z bronią, nawet jeśli to straszak, nie ma żartów. Osmali panu skroń; niech pan przynajmniej zasłoni oczy!
Huk wystrzału
PISMAK
O Boże! To… Potwór, spryciarz. Nie mógł to prościej…? Po co strzelał do siebie? To tak, jakby podwójnie mnie zabił. Ooo! To jego mózgowie… rozprysnęło się… Ubrudził… ubrudził moje spodnie. Co robić, co robić, co robić…
Łomotanie do drzwi, ostre szczekanie psów.
GŁOSY
Otwierać. otwierać, policja!
1991
Marek Sołtysik
CZYTAJ TEŻ