przełożył
Zbigniew Dimitroca

Z tomu „Park Praksytelesa”


 

***

Chopin, ten dźwięk otwarty, motyl ten. 
Na wibrujących skrzydłach, cień na twarzy.   
Jesienne liście, deszcz szuka panaceum hen. 
Jemu samochód ze znakiem yin się marzy. 
Kiedyś kołysząc się zagrał czyściuteńko 
Na strunie cieńszej od pajęczyn – ten, co w nią uderzył. 
Przeźroczystość przestrzeni. Źdźbło tonie w podźwięku. 
Tragiczna szosa. Wśród traw bryka leży. 
Jak apokalipsa, jak czas, nie wszystkim sądzony. 
Złocista trawa. Zimne wieczoru dłonie. 
„Chopin, Chopin, tra-la-la-la” – błaznuje mim rozbawiony. 
Zakrwawiona głowa w agonii. 

Z tomu „Księga Adama”


 

***

Adamie, gdzie twoje ciało? 
prochy w porze kwitnienia 
jabłko w zawiązku 
 
wiedza ludzka 
przeciw Bożej niewiedzy 
 
bo czy Ten wie  
kto nie ma nic do zapomnienia? 
 
…kobieta pod ulewą 
zmywa z siebie kurz


 

***

staram się mówić 
prostym językiem 
składam sylaby 
dopasowując 
przestrzeń z przodu i przestrzeń z tyłu 
 
muruję na kolanach 
a on był przecież tylko cieślą!


 

***

zmęczysz się przy mnie 
zdjąwszy z siebie swój rynsztunek 
przyłbicę 
przeżarte sokiem jabłkowym 
 
schowasz to jabłko 
 
dotknę ustami 
jego zapachu 
ciebie 
znowu zacznę 
jak tamtej nocy 
kiedy się jeszcze nie narodziłam 


 

***

pokusa pozostawania kobietą 
jest najcięższa 
 
oto pszczoła – musi być pszczołą 
oto kwiat – musi tę pszczołę żywić 
 
powietrze otacza 
czas leczy 
byłeś dla mnie powietrzem 
Adamie 
lekarzu…


 

***

Adamie…
znowu odetchnę 
znowu zaznam radości 
niespodziewanego krzyku 
z łona matki… 
 
dług trójjedyny: 
urodzić się żyć umrzeć 
z ciemności – przez światło – w mrok 
jaśniejszy od światła 
 
oddychaj głęboko Adamie 
pij wodę 
wtedy będziesz mógł być sobą 
 
każdy jest godzien żeby się urodzić  
i umrzeć 
 
Przecież tyś jest, Adamie? 
oddychaj głęboko…

Z tomu „Babi Jar. Na głosy”


 

***

upadłem powiedział awram 
upadłem w kurz i leżałem 
a teraz idę krew moja idzie 
idzie ze szczeliny zbocza jaru 
idę potykając się i przewracając 
bo kamyczki bom zupełnie nagi 
zrobiwszy cztery ostatnie kroki pięć czy sześć 
kładę się w rowie bardzo chce mi się spać 
kładę się twarzą w dół jak wszyscy i leżę jak wszyscy 
może bym i płakał ale nie płaczę 
kto otworzy okna drzwi wieka powieki 
mnie awramowi 
ludowi awrama


 

***

rebe lewi icchak schoneerson przejazdem przez kijów 
powiedział ojcu ból 
to miejsce w przyszłości 
miejsce które niesiesz ze sobą w przyszłość 
dziedziczą je dzieci i dzieci dzieci 
stałem się bólem 
kiedy wyczołgałem się spod białych ciał 
stałem się słońcem księżycem dziadków i babin 
jarem 
staję na krześle nogami jak wilk 
wyję i wyję 
a oni mi szepczą: nie płacz herszele 
miejsce gdzie leżała maca 
jest jak słońce i księżyc 

Z cyklu „Treny Bożego Narodzenia”


 

***

tutaj śliwy zakwitną 
tarnina a nawet chrust 
szronem w styczniu


 

***

tu niemal nikt 
nie wie dlaczego deszcze 
nie zmyły krwi 


 

***

zamarzła woda 
lecz pękł nie dzban 
a serce nad sercami


 

***

niebo bez ptaków 
i tylko jedna gwiazda 
jak śmierć w Boże Narodzenie

 

 

Marianna Kijanowska


 

CZYTAJ TEŻ