I
Szalej, o, bólu,
krzycz, cierpienie, aż braknie ci sił!
O, współczucie, spójrz wzrokiem wewnętrznym:
tu leży to, co przeżyte,
co w radości cierpiało,
a w cierpieniu cieszyło się:
tu leży to, co odeszło!
Odeszło tam, skąd nie przyszło
i gdzie trwać nie będzie,
to, co zawsze jest tam i tu:
to pewien stan:
w nim więcej jest tego, co znośne,
mniej tego, co konieczne,
brak w nim rzeczywistości,
a jednak działa silniej niż ona.
Życie, które odeszło,
połączenie wszystkich przeciwieństw
przyjemności i niedoli,
smutku i radości,
pragnienia i bólu,
szczęścia i nieszczęścia.
Cnoty i występku,
słabości i siły,
pożądania i rezygnacji,
tchórzostwa i odwagi…!
Kiedy odszedłeś, jesteś bardziej obecny,
jesteś nam bliższy niż wcześniej.
Teraz kochamy cię, o zmarły,
bardziej niż życie;
bo teraz jesteś dla nas bardziej zagadkowy
niż za życia były twoje sprzeczności,
które rzadko kochaliśmy, raczej ich nienawidziliśmy,
bo rzadko potrafimy kochać, przeważnie tylko nienawidzić,
bo ty rzadko zasługiwałeś na miłość, najczęściej na nienawiść –
jak nam się zdawało.
Teraz rozumiemy twoje sprzeczności,
bo widzimy inne dużo większe i bardziej zagadkowe.
Jakże miałbyś nie mieć ich w sobie?
Jak mogliśmy cię nienawidzić?
Jak mogliśmy odmówić ci miłości,
łagodności i współczucia?
Jak mogliśmy być dla ciebie tak okrutni,
twardzi i obojętni?
Największa przewina to nie okazać współczucia!
A zapominamy o tym codziennie, jak i ty kiedyś zapominałeś.
Teraz wstyd i skrucha
przez współczucie, cierpienie i ból
dają nam chwilowe poczucie wzniosłości,
dzięki której, zmywając dawne winy, czujemy:
Nie możesz przeminąć!
Nie możesz przeminąć,
bo stałeś się myślą.
Teraz żyjesz w pamięci,
która nie trwa długo, bo jest krótka,
giniesz, pojawiasz się znowu,
tam, gdzie mieszkają wszystkie myśli
i uczucia, które nas opanowały:
w skarbcu ludzkości,
którego żaden klucz nie zamyka.
Tak stajesz się nieśmiertelny:
stałeś się duszą,
której nieśmiertelność jest naszą nadzieją
i pewnością.
Musisz być nieśmiertelny,
bo nieśmiertelność twojej duszy
jest naszą najgorętszą tęsknotą,
która jak każda prawdziwa tęsknota
nie doznaje w tym życiu zaspokojenia.
Nie w tym życiu!
Lecz w tamtym, do którego jasności
cały czas dążymy.
Nigdy nie przeminiesz,
wieczna pewności, wieczna nadziejo,
wieczna tęsknoto, wieczny bólu,
wieczna beznadziejo wiecznej winy – – –
Płaczcie….!
Płaczcie….!
Płaczcie….!
I radujcie się!
Cieszcie się,
bądźcie pełni radości,
bo przeżyliście właśnie
swą wielką chwilę.
I z całego serca dziękujcie
temu, co odeszło,
bo prowadzi was tam,
gdzie odnajdziecie duszę,
duszę nieśmiertelną.
II
O, rzeczywistości, twarda i surowa,
nie pozwól się zafałszować przez uległą mądrość,
która nie wie, nie przeczuwa,
nie widzi i nie zgaduje.
Tak mętna jej pociecha!
Tak jasny twój ból!
Jest taki, jak tego pragniesz!
Czy pragniesz pocieszenia?
Chcesz wierzyć, że nic się nie zdarzyło?
Czym jesteś, jeśli to było niczym?
Jeśli było niczym dla ciebie?
Czym było wtedy, jeśli teraz jest niczym?
Jeśli teraz można cię pocieszyć?
Przybądź mój bólu!
Przytul mnie mocno!
Nie puszczaj mnie,
jeśli nie chcesz zginąć;
Aż stracę oddech,
który mnie dusi.
Precz, przybywaj, precz, przybywaj!
Przybywaj!
III
A jednak:
czy nie jest żywe wszystko, co widzimy?
Któż nie widzi tego, co żyło?
Któż nie widzi na wieki
tego, co raz zobaczył prawdziwie i w całości:
duszy ukochanego?
O, jasności, o, czystości tego widoku!
Ucho i oko,
wszystkie zmysły i rozum
są jednym. Raz jeszcze stają się jednością
z ukochanym.
Jednoznaczne, choć rozmaite, bogate, choć proste.
Znaczą wszystko, choć tak niewiele.
Bo nie potrzeba wiele,
gdy mamy całość.
IV
Nieuniknione jest odchodzenie od siebie.
Tak w życie, jak i w śmierć.
Bez pytania drugiego o zdanie.
O to, czy chce zostać sam.
Czy nie chciałby odejść razem.
Ustalenie było takie, by być razem.
Brutalnie łamie umowę jedna ze stron.
V
Przychodzimy ci pomóc
Zbudować pomnik.
Nietrudno znaleźć potrzebne kamienie.
Nie są tak rzadkie, jak myślisz.
Nie rzadsze niż dobre serca prostych ludzi.
W nich znajdziesz uczucia, które są trwałe.
To będzie fundament.
Jeśli on będzie mocny, nie musisz martwić się o resztę.
Cokolwiek ma wzrosnąć,
musi mieć w sobie dążenie ku górze, inaczej nie wzrośnie.
A jeśli ma takie, to czekaj cierpliwie:
bo jesteś wśród dobrych myśli!
Z takimi się możesz pokazać.
A one już znajdą tę duszę, której szukasz.
VI
Ostatnie spojrzenie jeszcze jedno – i – – –
Za późno – kolejne nie było możliwe.
VII
Czy kiedyś wędrowcy się jeszcze spotkają?
Tam, gdzie nie ma kierunków?
I gdzie nie ma czasu?
A na ziemi czas przecież upływa.
I wszystkie kierunki się różnią od siebie!
Jak można się zatem odnaleźć?
VIII
Lecz moje uszy nic już nie słyszą.
A oczy nie widzą.
Przeczucia! Nadzieje! Fantazje!…
Prawdziwy jest już tylko smutek.
IX
Czy trzeba by też pragnąć śmierci?
A gdy już się umrze,
czym staje się smutek dla duszy?
Czy ona pamięta jeszcze ukochanego?
A może jest wtedy daleko nad wszystkim
i nawet o smutku już nie pamięta.
Co więc zyskuje w zamian?
X
To beznadziejne: być może
mijamy się tylko bez końca
i nigdy się nie spotykamy.
XI
Dla Pana tysiąc lat jest jak dzień.
Taki też dzień daje kochającym,
ilekroć się tracą nawzajem.
I mogą się wtedy zobaczyć,
na nowo odnaleźć.
XII
Bądź silny!
I odrzuć od siebie pociechę:
bo ona cię tylko pozbawić chce tego,
co wartościowe.
I pomyśl:
bez pociech musiała odejść od ciebie ukochana istota.
I nie wiedziała też, dokąd odchodzi.
Nie wiedziała też żadnej z tych rzeczy,
o które pytasz.
Bądź jej godny.
Idź dalej odważnie.
Tak jak szła ona.
Bo gdy można umrzeć,
co jest trudne,
to można też żyć.
[„Texte”, 1926]
Arnold Schönberg
CZYTAJ TEŻ