Jakub Wojciechowski
Dawni a dzisaj
Kronika Gostyńska 1931, seria III, nr 7, s 126-7
Gdy zaczonem myslec spominają mi się sowa mojego Kochanego Ojca ktory juz w Grobie spoczywa jak on mowi do swej Żony czyli do mej Kochany Matki gdy nasze Dzieci wyrosną to je wyslemy weświat tam oni się sami uzywią i nam przyslą tyle ze my przes Zadny troski Zyć bedemy mogli na nasze stare lata. A to Zaufanie oni mieli Ze tylko Dzieci jech mogą uszczęśliwic, Ale co stych dzieci będze to nie mieli Zady Gowy bolenia czy one będą jakiemi Złedziejami lub innemi Rabusiami wszystko to jem było obojętne. Matka chodziuła porowno złejecem do pracy. Starsze dziecko to to mocze musiało miec w obserwacyi i tak w biedze nędzy brudzie i Niedostatku my wyrostali i tak mijały dnie tygodnie miesiące i rok po roku. gdy jedno zaczyno chodzić do Szkoły to je zastąpiło następne. A gdy je móg jaki Gospodarz do bydła pasenia poczebowac to juz to swoje Dziecko mu dali podopieke miała óno nowego Ojca i nad sobą nowego Opiekuna.
A gdy ten małoletni Parobek niemóg dac tem Będłątką rady i zrobiuły one jaką szkode temu jego Pracodawcy karał je przez litosci. Nie było Kary dosyc dla tego modego Parobka ze był słaby i mody ale jeszczy był karany biciem od swego Gospodarza albo odtegu ktoremu bydło szkode wyrządziuło.
Nie jezem wrogiem rzadnego Gospodarza ale pisze to ja zwłasnego przekonania i jest to Fakt ktory się odbija na moj Własny sklerze.
Niedosyc tego na polu przy Paseniu a gdy znowu w Podwurzu to go mógła gospodyni poczebowac do usugi i był on zatrudniony od rana do wieczora dnia następnego gdy przyszed do Szkoły to znowy lunie od P. Nauczycela ze nie zrobiuł Szkolny pracy ktora mu była zadana Znowu P. N. się gu nie spytał czy miał czas do tego czy nie jeno lunie dostał zato ze niemiał zrobiony Szkolny pracy.
Ale był za to bity ze się nie umiał bronic A tak się skonczyły lata Dziecinstwa Dziecka Biednego robotnika. A zawdy żył taki Dzieczak w tem zapale korych mu jego rodzice dali ze jene wyrosne to pojade weświat.
A tak jak ja tak setki tysące i nawet Miliony naszych Dzieci synow i Curkow wysułali nasze Rodzice we Swiat aby szukali pracy i Chleba dla się i dla swoich rodzicow. A miałem to szczescie Ze mogłem opuscic strony Ojczyste Zrobic miesce następnym ktory był młodszy odemnie.
A gdy pozni opusciułem naszą Ojczyzne ktora się wtem czasie znajdowała pod czudzem Jazmem udałem się westrony wielkiego Przymesu nie daleko Stolicy niemieckiej znalazłem tam inne Waronki pracy i całego zycia. Tam chocias były rodziny robotnikow zyli oni sobie tam swietnie mieli oni przewaznie tylko jedno dwa Dzieci Mąż Ze Zoną i Dzecmi wychodzeli sobie na przechacke w Niedziele i Swięta swoje Dzieci do Szkoły slicznie ubierali. Dzieci Rodzica musieli czytac i pokazac co się nauczyli i juz nie było umętu aby ja móg otem Zapomniec ze ta ruznica jest tak wielka po między naszą okolicą a tam tą. A wciąż mnie serce bólało kiedy zem sobie spominał swoja Wioske Rodzinną lub Wioski następne wektorych zem na nogi wyrastał.
Barcin, 19.VI. 1931.
Jakub Wojciechowski
*Autorowi poprzedniego artykułu, p. Dr, Helsztyńskiemu, zawdzięczamy niedrukowany dotychczas nigdzie artykulik pisarza-robotnika Wojciechowskiego. Umieszczamy go w tym celu, aby naszych czytelników zapoznać ze sposobem pisania tego niezwykłego robotnika. Cieszylibyśmy się bardzo, gdyby artykuł p. Wojciechowskiego ośmielił i w naszym ludzi do pisania swoich wspomnień z młodych lat, a chętnie je umieścimy na łamach naszego pisma.
CZYTAJ TEŻ