Jakub Wojciechowski


Odwiedziny stolicy Kuyawski


 

Wici Wielkopolskie 1932, nr 15

 

Drukując dosłownie opowiadanie znanego już dziś w całej Polsce literata ludowego Jakuba Wojciechowskiego z Nowca, pod Dolskiem, jesteśmy pierwsi, którzy idą po linii żądań językoznawców a zwłaszcza dialektologów. Nie zmieniamy w rękopisie nic, nie poprawiamy ani ortografii, ani interpunkcji, ani fonetyki jak to uczynili niefortunni wydawcy życiorysu Wojciechowskiego, co napiętnował w „Języku Polskim” prof. Nitsch, nie modernizujemy języka ludowego jak Ilustrowany Kurier Krakowski czy Boy-Żeleński (por. książkę Wojciechowskiego pt. „Raz kiedyś a dziś”, wydaną z przedmową Boya). Czytelnicy nasi mają tedy przed sobą pierwszą wierną fotografię języka i formy wielkopolskiego literata ludowego, mieszkającego obecnie w Barcinie, a pracującego w Kamieniołomach piechcińskich. Nie tylko dla językoznawcy — psychologa, ale i dla psychologa ścisłego i socjologa nie może być rzeczą obojętną, które np. wyrazy pisze autor wielkimi a które małymi literami itd., o czym psychologowie poznańscy zapomnieli.

 

Z prof. Stanisławem Helsztyńskim w Solankach w Inowrocławiu, 1937

 

Nie zwykłę zaproszenie oczymałem od W. P. Dr. Helsztyńskiego, aby zwiedzic Stolicę Kuyawską. Wybrałem się koleją Panstwową z Barcina przes Wapienno, Piechcin, te dwie miejscowosci są to nieomal znane całemu Swiatu, bo tam stąd będzie wysułane Wapno nie tylko na naszą Polskę, ale nie omal na cały Swiat. Dali mijam Pakość, to miasteczko jest bardzo daleko i szyroko znane spowodu tam stojący Kalwaryi; następna stacyia Koscielec, jest to tam wtych okolicach znane spowodu tych wielkiech majątków koscielnych. Gdy miyam Rzeke Noteć, spoglądam na te tam urodzajne pola, okryte tam śrebnem zytem i tą złotą przynicą, która kryie nie omal całą Ziemie Kuyawską. Przybliża się Jnowrocław Pociąg juz dochodzi do dworca, ruch tam bardzo ożywiony. Spoglądam się na Tablice, skazującą odjazdy, na ktory się dzisaj znajduje wiele pustego miesca, co ja tego ras kiedyś na żadnem dworcu nie zauwazyłem. Kupuyę w Księgarni dworcowy Kuyawiaka, aby się dowiedziec te najnowsze wiadomości. Siadam na Tramwaj, udaję się na miesce zaproszone, ktorę się znajdowało przy ulicy Torunski Nr 5. Ruch uliczny mnie nie wiele dziwi spoglądam się na te nowoczesnę postępki, przy slicznem ciepłem i miłem powietrzu okna podfierane, Radjo gosi mowy i muzykę. Wchodze na ulice Torunską, gdzie jest stacyja Taksówek i Autobusów, spoglądam na to sliczne ubranie zgromadzonych tam polskich Oficerów, którzy obchodzieli wtem dniu uroczystość narodową i złozyli winiec poległem Patyotą, zpowstania wielkopolskiego. Wchodze do mieszkania Państwa Polskiech, teściów P. Dr. Helsztyńskiego, zgłosiłem się i byłem bardzo mile przyjętą od cały Rodziny P. Dr. Helsztyńskiego i Teściów. W pokoju bardzo slicznem i ozdobionem obrazem narodowem dawniejszy Polski. Rospoczyni my rozmowę z P. Dr. H. na temat Literacki, ktora trwała przes doś dłuszą chwiele. Powyczerpanił tego tymatu przectawiłem P. Dr. H. pisma od naszych Barcińskiech obywateli, ktorzy wystusowali pismo przeciw ogoszonej przes P. Dr. H. książce p. t. „Na Pałukach” (1931). Nie mogą się pogodzić nasi Barcinacy stem pismem, ze Barcinacy z Oficerem na czele podali tyły. P. Dr. H. przyzek mi, ze zbada dokładnie te sprawe i gdy nie polega na prawdzie, to będzie odwołana i zaznaczył mi, ze to były wyciągi spismow ksiązki kapitana Jana Tomaszewskiego i mam naszem Barcinskiem obywatelą obznajomic, ze postwierdzenił prawdy będzie to odwołane wnastępnem wydaniu książki*). Pospolnym obiedzie oprowadził mnie P. Dr. H. po Stolicykuyawski. Zwiedzieli my ten sliczny Koscił, ktory nie dawno był strachem całego Jnowrocławia, ze się zupołnie zapadnie. Dali zwiedzieli my Pomnik W. P. Powstancow, na którym by złozony winiec przes polskiech Oficerow, zktorego było mozna odczytac tego zywego ducha polskiego modego pokolenia wektorych jeszczy zyje duch tesz juz spoczywającech obok tego Pomnika, ktorych ilosc wynosi 45-ic. 

Dali zwiedzielismy Koscił staro zytny, ktory juz ma pozasobą przes 800 lat. Zdziwiła mnie ta sliczna rzezbia wtych starozytnych kamieniach, ktora przedstawiała dwuch Diabow, jednego dobrego Czowieka i dwa grobowce, znajduje się ta rzezba wkamieniach zewnęcznych od strony połnocy. Wewnąc podziwiałem te starą budowe, ktora się tylko na okrągo wiąze. Dali zwiedzielismy tesz Koscił św. Mikołaja, wektorem ras kiedys rozmawiała Królowa Jadwiga do Krzyżakow, wdalszy naszy drodze zwiedzieli my Spital, wektorem znajduje się wiele chorych i pragną sobie rychłego uzdrowienia. Wdalszym ciągu zwiedzieli my Gimnasyją Panstwowe, ktora nosi nazwe Poety Jana Kasprowicza, ktory dostał te zasłego, ze spoczywa na węglowym kamienił jako duch wieczny, bo jego ciało pruchnieje, ale duch jego będzie przechodził zjednego pokolenia na drugie. 

Udalimysię tą sliczną ulicą solankową na to całe polsce juz znane miesce kuracyne, to tak sliczne Jezioro, ktore ozdobia ten cały teryń. Taśliczna budowa tych domow kuracynych, te sliczne drzewa, ktore towarzyszą kazdemu przes roznicy, te sliczne ganki, ktore się ciągną do jednego kilometra. Ten wdzing kapeli wojskowy, ktory budzi ducha wewszystkich smutkach ichopotach. Ta nowa oswiata Radio, ktora gosi jeden referat po drugiem. W tym ogrodzie chodzi wszystko wesołe twarze okazują zadowolenia. Urodne Panny jeszczy swoją urode powiększają przypomocy ty sliczny czerwony farby. Nie widac tam zadny biedy i nędzy i zazdrości nie zmiarkowałem na zadnem kroku wszystko chodzi wesoło i zadozwolono. 

Niestety musze powtozyc słowa, ktore ras kiedy juz mowiłem wnaszy Stolicy Warszawski. A oto dzisaj w Stolicy Kujawski musze powtozyc te słowa. Ach jak by to było slicznie, jak by się wszyscy ludzie tak mogli bawic jak ci tutaj? Ale niestety. Miałem tesz sposobnosc się zapozac z P. Profesorem Jesionowskim, niestety czas na wiele rozmowy nam nie pozwolał; pospolnym zdjęcił z P. Dr. H. opuszieli my ten sliczny Ogrod Kuracyny. 

Wtowarzystwie P. Dr. H. i P. Prof. J. udałem się na Dworzec i musiałem pożegnac tych wielce szanownych Panonów dla mnie tak zyczliwych. 

Moje wrazenia: mamy my w Stolicy Kujawski dzisaj szkołe G. P., która nosi nazwe Jana Kasprowicza, zapewno jest to pierwszy Poeta, ktorego ziemia Kuyawska wydala, Syna Chopa małorolnenygo i nie stety tak rychło się pozegnał stem swiatem, niewiem czy ja dobze sądze, bo zdaniem mojem było by to zapewno nie szkodliwie ani dla Państwa ani dla Spoleczynstwa, gdyby ta skoła zrobiła początek i nauczała naszą modziez wtem duchu, ktory się do obecnych czasow naddaje. 

Niestety na jednem miescu zgoda, jednosc, wesołosc, zabawa, Sklanka piwa, nuzyka, Radio, co oko zobaczy, co sobie kto zapragnie, wszystko ma dyspozycyi. 

A na drugi stronie pomiędzy narodem nieswiadomem bieda nędza, troski, chopoty, niema zadny ochoty do zycia, niema dachu nad głową. O ziemio Kuyawska, coś wydała Poete Jana Kasprowicza, zrob początek i wyona te roznice, ktora tak jest wielka pomiędzy jedną a drugą stroną! 

 

Barcin, sierpień 1932
Jakub Wojciechowski


 

CZYTAJ TEŻ