***
Chopin, ten dźwięk otwarty, motyl ten.
Na wibrujących skrzydłach, cień na twarzy.
Jesienne liście, deszcz szuka panaceum hen.
Jemu samochód ze znakiem yin się marzy.
Kiedyś kołysząc się zagrał czyściuteńko
Na strunie cieńszej od pajęczyn – ten, co w nią uderzył.
Przeźroczystość przestrzeni. Źdźbło tonie w podźwięku.
Tragiczna szosa. Wśród traw bryka leży.
Jak apokalipsa, jak czas, nie wszystkim sądzony.
Złocista trawa. Zimne wieczoru dłonie.
„Chopin, Chopin, tra-la-la-la” – błaznuje mim rozbawiony.
Zakrwawiona głowa w agonii.
Z tomu „Księga Adama”
***
Adamie, gdzie twoje ciało?
prochy w porze kwitnienia
jabłko w zawiązku
wiedza ludzka
przeciw Bożej niewiedzy
bo czy Ten wie
kto nie ma nic do zapomnienia?
…kobieta pod ulewą
zmywa z siebie kurz
***
staram się mówić
prostym językiem
składam sylaby
dopasowując
przestrzeń z przodu i przestrzeń z tyłu
muruję na kolanach
a on był przecież tylko cieślą!
***
zmęczysz się przy mnie
zdjąwszy z siebie swój rynsztunek
przyłbicę
przeżarte sokiem jabłkowym
schowasz to jabłko
dotknę ustami
jego zapachu
ciebie
znowu zacznę
jak tamtej nocy
kiedy się jeszcze nie narodziłam
***
pokusa pozostawania kobietą
jest najcięższa
oto pszczoła – musi być pszczołą
oto kwiat – musi tę pszczołę żywić
powietrze otacza
czas leczy
byłeś dla mnie powietrzem
Adamie
lekarzu…
***
Adamie…
znowu odetchnę
znowu zaznam radości
niespodziewanego krzyku
z łona matki…
dług trójjedyny:
urodzić się żyć umrzeć
z ciemności – przez światło – w mrok
jaśniejszy od światła
oddychaj głęboko Adamie
pij wodę
wtedy będziesz mógł być sobą
każdy jest godzien żeby się urodzić
i umrzeć
Przecież tyś jest, Adamie?
oddychaj głęboko…
Z tomu „Babi Jar. Na głosy”
***
upadłem powiedział awram
upadłem w kurz i leżałem
a teraz idę krew moja idzie
idzie ze szczeliny zbocza jaru
idę potykając się i przewracając
bo kamyczki bom zupełnie nagi
zrobiwszy cztery ostatnie kroki pięć czy sześć
kładę się w rowie bardzo chce mi się spać
kładę się twarzą w dół jak wszyscy i leżę jak wszyscy
może bym i płakał ale nie płaczę
kto otworzy okna drzwi wieka powieki
mnie awramowi
ludowi awrama
***
rebe lewi icchak schoneerson przejazdem przez kijów
powiedział ojcu ból
to miejsce w przyszłości
miejsce które niesiesz ze sobą w przyszłość
dziedziczą je dzieci i dzieci dzieci
stałem się bólem
kiedy wyczołgałem się spod białych ciał
stałem się słońcem księżycem dziadków i babin
jarem
staję na krześle nogami jak wilk
wyję i wyję
a oni mi szepczą: nie płacz herszele
miejsce gdzie leżała maca
jest jak słońce i księżyc
Z cyklu „Treny Bożego Narodzenia”
***
tutaj śliwy zakwitną
tarnina a nawet chrust
szronem w styczniu
***
tu niemal nikt
nie wie dlaczego deszcze
nie zmyły krwi
***
zamarzła woda
lecz pękł nie dzban
a serce nad sercami
***
niebo bez ptaków
i tylko jedna gwiazda
jak śmierć w Boże Narodzenie
Marianna Kijanowska
CZYTAJ TEŻ