Rafał Rutkowski
Przerośnięte twarze
Robiąc zdjęcie tradycyjnym aparatem
kiedy spojrzysz w obiektyw nic nie zrobisz
tylko zobaczysz kilka wyraźnych scen z życia
pogoń w płaczu kilkulatka czy niedzielne śniadania
marzenia jak zbyt wcześnie otwarte słoiki
których nie sposób spożytkować przed ich zepsuciem
to klucz palących się gołębi o przerośniętych twarzach
przelatujących z latarni na latarnię
za nimi wędrują moje nogi wzdłuż żył
które wyryły nieznaną mi mapę
Wspólna trasa
Sen zamknięty w autobusie
każdy z nas zdejmuje głowę jak czapkę
wyrzuca za okno rany po nich łączą nas
w jedno ciało jest nas coraz więcej
patrzymy w jeden i ten sam film
który tak naprawdę naszym odbiciem
bez wyrazu bez mimiki bez odbioru
tylko ręce korpus nogi
jedyna twarz jaka nam została
to ta którą namalowano na przedniej szybie
jestem ślepy i tylko z dziwnego przekonania
podejrzewam że to uśmiech
jedna twarz na kilkadziesiąt osób
powiedziano że każdy numer autobusu
ma inny charakter ale kiedy dojedziemy
mamy nareszcie nie mieć żadnego
Euforia
Spotkałem na przystanku autobusowym
człowieka który trzymał słońce w worku
mówił że każdego ranka wygrzebuje je
z ziemi przeciąga przez nerki i serce
potem wraca do domu ale zanim dojedzie
cały wór światła znika więc nad ranem
musi jechać jeszcze raz
Trzy de
Siedzimy na kanapie i zastanawiamy się
nad fenomenem drukarek trzy de
mówią możesz wydrukować wszystko
pytam się czy mogę zatem wydrukować jutro
czy mogę wydrukować dzisiaj
odpowiadają możesz tylko wydrukować
jeden do jednego cały wczorajszy dzień
Patrząc na ducha
Zaczynam przestawać wierzyć w słońce
w okrągłość ziemi w to że bardziej podoba mi się
rock’n’roll niż disco w lniane koszule
przestaję się odzywać do siebie bo boję się
że odpowiem sobie na wszystko
biegnę więc za horyzont i wieszam nad nim
kroplę krwi z nadzieją ze będzie lepiej
wchodzić i zachodzić że ruszy swoje odbicie
w wiśle będę mógł wziąć je do kieszeni
rozprowadzić po całym kraju jak po policzkach
przestaje wierzyć w czarne i białe zaczynam dostrzegać
inne kolory na przykład przezroczysty
który mieszam w pępku i czuje jak przenika
do mojego krwiobiegu powoli
czując że wraz z wątpliwością
to nagłym, to wolnym ruchem
mogę zniknąć
Pogoń
Wskakuję do basenu odbijam się od ściany
płynę krytą żabką a kiedy jestem zanurzony
widzę na dnie ułożonych swoich zmarłych
kiedy odbijam się od drugiej ściany i zanurzam
głowę widzę na dnie swoich nienarodzonych
którzy wpatrują się we mnie zadowoleni
tak płynę kilometr czyli pięćdziesiąt basenów
zastanawiam się czy czas to nie jest złudzenie
ponaglenie które służy tylko temu aby płynąć
Igła
Jestem igłą którą się szyje rzeczywistość
narzędziem od odgadywania
momentem w którym koła samochodu się kręcą
nie dotykając jezdni
kiedy scrolluję dzień
mogę go przesunąć tylko w przyszłość
a strona pojawia się dopiero gdy światło dociera
do teraźniejszości
całość mojego bytowania ma różne natężenia
od wyjęcia mnie ze schowka poprzez wbicie
w ścianę świata i wyszarpnięcie za głowę
jestem ostra więc czasem prowadzi mnie
prosto w usta i zszywa z innymi ustami
tworząc parę
czasem kaleczę wtedy na niebie pojawia się
czerwony księżyc i zaraz zaczynają się
kłopoty
Wielki Piątek
Zjednoczyłem włosy zdjąłem z twarzy
wielką cienką łzę która służyła innym
za lusterko odbijałem nią światła z tunelów
którymi szedłem uważnie zapamiętując
trasę przepływałem ją stojąc w wydrążeniu
patrząc przenikliwie w niebo jakbym je znał
a nie znałem mając na sobie maskę którą
wypłakałem zakopując dłonie w ziemi
szukając jej organów z tęsknoty aby być bliżej
zjednoczonej barwy która nas wzywa jak
podpalony lont na dnie światła które stoi
niczym człowiek witając się z nami i mówi
że źrenice mają więcej wspólnego z ciemnością
niż z nim że cali jesteśmy utkani z mroku
że przyszedł nas spalić bo głód jasności jest
cenniejszy niż wszystko co znamy a czas
to był moment kiedy szliśmy się spotkać
Rafał Rutkowski
CZYTAJ TEŻ