Pokój

W ciszy będziesz śledziła 
Śmierć – tę dochodzącą opiekunkę 
Jak powoli usypia wszystkich bliskich 
Których obrałaś sobie za więzienie 
Anna Janko 

 

moje więzienie 
dom gdzie mieszkam 
i dom naprzeciwko 
mieszkałem 
zostali rodzice żony 
 
jaskółka uderza w szybę 
spada do doniczki 
zastyga między liśćmi 
 
myszy drążą korytarze 
podkopują ściany 
 
wieczór 
czytam z latarką w zębach 
nikomu nieznane książki 
piszę nieprzeczytane wiersze 
 
wiatr zasypia głową w dół 
uczepiony pazurami dachowych belek 
na strychu z którego nie znalazł wyjścia


 

Po otwarciu oczu

utrzymać dzieci poza sypialnią 
powiadomić służby 
 
córka wystraszona 
niespełniona obietnica 
porannej gry planszowej 
 
syn jak przechylony regał 
z którego spadły książki 
 
pierwszy wieczór 
kąpiel Oskara i Sary 
segregacja ubrań 
 
napięcie mięśni twarzy 
spływa po ciele chłodem 
jednolitym jak kamienny parapet 
 
jeden otwarty 
trzy zamknięte listy 
kartki w ich wnętrzach 
niegotowe na półmrok 
 
wiatr porywa litery 
może je zobaczysz 
na czarnym niebie 
zewnętrznych rolet


 

Dwie księgi

Sarze 

 

pamiętniki 
wymazał wpisy kratki i marginesy 
 
stanął przed morzem 
biały 
 
w falę spada kropla 
z palca spacerującej brzegiem córki 
 
boleśnie wydłubane 
miękkie oleiste ziarno małży 
 
wgłębienia policzków 
zieją pustką 
kołyszą owalny wiatr 
 
pierwsza książka 
spoczywa zamknięta na dnie 
 
druga 
macha kartkami 
wiosła na płaskiej tafli


 

Twój pokój

Oskarowi 

 

palec na nadgarstku 
puls 
liczba uderzeń przez sześćdziesiąt sekund 
 
kolejna próba 
ta sama droga 
chcę złapać miękki wiatr 
policzyć wodę 
 
ustawiam krople na brzegu 
wymiary 
zaokrąglenia 
 
żałuję że spłoszyłem morze 
dotykało stóp  
skrzydlatym prześcieradłem 
 
odeszło  
patrzę jak toczy się 
biała chusta piany 


 

Ojciec

zszedłeś z deptaku 
w zarośla za ławkami 

dzieci w helikopterach na monety 
kolejki do lodziarni 
 
miejsce gdzie przekroczyłeś granicę 
wracam do pracy 
za więcej niż średnią krajową 
ostatni dzień 
na przegląd techniczny samochodu 
 
i znowu 
drzwi do odcinka cieni 
między rzędami restauracji 
 
proszę o wstęp 
aż otworzy się przede mną 
nic 
jak coś 
 
trzy litery 
skrzydła spółgłosek i korpus samogłoski 
staw i księżyc 
motyl i ćma 
które nigdy się nie spotkają

 

 

Michał Kaczmarek


 

CZYTAJ TEŻ