– Ależ tu ponuro – rozejrzało się dziecko po nowym, wspaniałym świecie – gdzie ci wszyscy ludzie, którzy mieli żyć długo i szczęśliwie?
– A coś ty za jeden? – wycedziła gąsienica, wygrzewając się na wielkim, atomowym grzybie.
– Ja? Nie wiem. Wczoraj byłem małą dziewczynką. Dziś jestem chłopcem… kiedy gryzę ciastko z lewej ręki, rośnie mi pyrtek, a kiedy z prawej, znów zamieniam się w dziewczynkę.
– To całkiem zrozumiałe – odparła flegmatycznie gąsienica. – Jak masz na imię?
– Alicja.
– A jak masz na imię, kiedy jesteś chłopcem?
– Tak samo: Alicja.
– Głupoty pleciesz. Wszyscy wiedzą, że imiona chłopców nie zaczynają się od „a”. No, czego tu szukasz? Nawet jeśli nie wiesz, kim jesteś, powinieneś wiedzieć, czego szukasz…
– Szukam… – Alicja odchrząknął, by zastanowić się, czy znów nie zabrzmi głupio – szukam ludzi, którzy żyli długo i szczęśliwie. Gdzie oni są? Ci wszyscy…
– …zapytaj Elę – gąsienica ułożyła się wygodniej i wraz z grzybem poczęła unosić się coraz wyżej i wyżej. – Zapomniałabym… Ela nie przyjdzie, bo chora.
– Na grypę?
– Nie, na depresję. To też zaraźliwe.
– W takim razie skąd Ela wie, gdzie mieszkają szczęśliwi ludzie?
– Jak to skąd? Na pewno z dala od niej. Przecie tam, gdzie przebywa ona, ich już nie ma – powiedziała na odlotnym gąsienica i zniknęła w przestworzach. A dziecko stało jak sparaliżowane, bojąc się postawić kroku w jakimkolwiek kierunku, by nie natknąć się na Elę…
Stało więc i stało, i stało…
– Nie wierz nigdy gąsienicom – usłyszał nagle Alicja od wytwornej damy, która wysiadła z czarnej Wołgi – dziś są robakiem, jutro motylem, dziś mówią jedno, jutro nie będą niczego pamiętać. Umierają w tej czy innej postaci, nie ma więc sensu ich słuchać, nie ma sensu poświęcać uwagi efemerycznym bytom, to wszystko nie ma sensu… – kobieta zawarła w dwóch zdaniach całe swe doświadczenie życiowe.
– Kim pani jest?
– Siostrzenicą króla polskiego Stefana Batorego, panią na Čachticach, hrabiną Elżbietą Batory i twoją serdeczną przyjaciółką in spe. Mów mi Ela.
Oszołomiony majestatem hrabiny Alicja zapomniał, że miał jej zadać pytanie.
– Nie pytaj gąsienic o to, jak żyć długo i szczęśliwie, zapytaj mnie. Pytaj o co chcesz, a zdradzę ci wszystkie sekrety, jeśli… – hrabina ściszyła głos – jeśli jesteś dziewicą!
– Wczoraj jeszcze byłem dziewicą, ale dziś jestem chłopcem i nie wiem, czy to precyzyjne określenie… – zmartwił się Alicja.
– No to nie pytaj, nie ma to sensu – dama ucięła rozmowę i majestatycznie ruszyła z powrotem do czarnej Wołgi.
– Ale skąd pani wiedziała, o co chciałem zapytać?
– Ech, biedne dziecko… przeczytałam twój list w gazecie.
Hrabina rzuciła w kierunku Alicji egzemplarz internetowego pisma otwarty na stronie:
Szanowna Redakcjo,
pomocy! Królowa Kier pojmała mych rodziców i gotowa ich skazać na ścięcie, jeśli nie wrócę z przepisem, jak żyć długo i szczęśliwie.
Przykazała mi zebrać informacje z pierwszej ręki. Zanim ustaliłam, czy pierwsza ma być prawa, czy lewa, spotkałam już trzech panów, którzy na oko żyli długo i wyglądali na szczęśliwych. Rozmowy notowałam skrupulatnie.
Pierwszy wydawał się świętym Mikołajem, gdyż rozdawał dzieciom cukierki. One jednak nie wołały Święty Mikołaju! tylko Onkel Josef! O nazwisku pamiętam tyle, że kojarzyło mi się z instrumentem, może z ukulele, ale to nieważne, przecież ten pan często zmieniał tożsamość.
Zanotowałam: Miłym być dla dzieci i nie poczuwać się do żadnej winy.
Drugi wyglądał jak Sinobrody, ale czy zabójca może żyć długo i szczęśliwie? Na filozofii uczyli, że nie może. To znaczy uczyli, że Sokrates mówił, że nie może, tylko nie rozumiem, skąd niewinny Sokrates miałby takie rzeczy wiedzieć?
Ale wracając do owego pana, on twierdzi, że wcale nie uśmiercał żon i podejrzewa o zabójstwa swoją sekretarkę. Zresztą on się pod Sinobrodego tylko podszywa, naprawdę jest Bhagwanem, ściganym przez policję za przestępstwa tej właśnie pani.
On o podtruwaniu ludzi nic nie wiedział. Ani o podsłuchach. Ani o planowanych zamachach. On z nią nawet nie współżył. Ze wszystkimi, tylko nie z nią.
Zanotowałam: Współżyć ze wszystkimi, tylko nie z sekretarką Bhagwana.
Trzeci pan wyglądałby jak Skąpiec, gdyby nie to, że był Azjatą. Zapamiętałam jego imię – Pol od „Pola śmierci” – chociaż nie potrafię tego gramatycznie uzasadnić.
Z tej rozmowy notatki mam najobfitsze: Koniecznie studiować w Paryżu (udzielać się w „Le Cercle Marxiste”), oszczędzać ryż (tylko dla analfabetów), oszczędzać amunicję (dla dzieci – cios o drzewo), oszczędzać populację (w zupełności wystarczą ¾), poza tym uśmiechać się dużo i sumienie mieć czyste.
Kleiła mi się rozmowa z tym panem tak bardzo, że zapytałam nawet: co, jeśliby jakiś człowiek przestał być szczęśliwy? Odparł, że to niemożliwe. Nalegałam: gdyby już naprawdę ktoś nie chciał… On na to: tacy nie pożyją długo.
Wróciwszy do Królowej Kier, oddałam jej notki, oddałam jej pióro, a ona: to mało, to mało, to mało! Nie wypuści mych rodziców, póki nie odnajdę więcej ludzi, którzy żyli długo i szczęśliwie.
A przede wszystkim, póki nie wycisnę więcej z Pola!
Ale na litość, jak miałabym go teraz znaleźć?!
Redakcjo, ratunku! Wierzę, że Redakcja jest w stanie mi pomóc. Któremuś z ostatnich numerów przyświecały cytaty z Marksa – ten pan też lubił Marksa – a skoro was łączą inspiracje, chyba nietrudno znaleźć do niego numer, mejla, cokolwiek.
Nie prosiłabym o tak wielką przysługę bezpodstawnie.
Niektórzy mówią, że bez Marksa nie byłoby nie tylko komunizmu i Czerwonych Khmerów Pola, ale i faszyzmu, i nazizmu. Ja nie bardzo rozumiem, jak to działa, ale ja nie wnikam, chcę jedynie ratować rodziców. Pomocy!
Alicja
Gdy tylko zniknęła Elżbieta Batory, zaparkowano drugą czarną Wołgę, z której wysiadł Gilles de Rais w stroju kanonika i ciepłym głosem rzekł:
– Drogie dziecko, nie przejmuj się transfobiczną hrabiną, mnie możesz pytać, o co zechcesz, a na wszystko odpowiem ze zrozumieniem.
– No to po czym u licha poznać ludzi, którzy żyją długo i szczęśliwie?
– Słyszałem, że po zapachu napalmu. I to rankiem.
– Nic nie pojmuję.
– Dziecko kochane, na pewnoś zmęczone po dalekich wojażach, to dlatego. Zapraszam cię serdecznie do zamku na kolację z łakociami, a trudne rozmowy odłóżmy do rana…
Dziecko – uradowane tym, że odwiedzi trans-friendly zamek – sądziło, że tam już na pewno się dowie, jak to jest z ludźmi, co żyli długo i szczęśliwie.
I więcej już Alicji – ani jako chłopca, ani jako dziewczynki – nie widziano.
Karolina Feć
Fragment zbioru „Antybaśnie” realizowanego ze środków otrzymanych
w ramach „Stypendium Twórczego Miasta Krakowa”

CZYTAJ TEŻ