Melancholia
Jakiś czas temu spotkałem przyjaciela, któremu dokuczał kamień nerkowy, i który był w nastroju dość podłym. Wszystkim wiadomo, że taka choroba przygnębia; powiedziałem mu to, on się zgodził; z czego wywiodłem wniosek taki oto: „Skoro wiesz, że ta choroba wywołuje przygnębienie, to nie powinien cię twój stan ani trapić, ani drażnić”. Zgrabne to rozumowanie rozbawiło go szczerze, co było nie lada osiągnięciem. W nieco pociesznej formie wyraziłem przecież rzecz istotną, którą nazbyt rzadko biorą pod uwagę ludzie dotknięci przeciwnością losu.
Głęboki smutek zawsze jest skutkiem chorobliwego stanu ciała; o ile taka czy inna bolączka nie oznacza choroby, chwile spokoju niebawem wracają, a jest ich znacznie więcej, niż sądzimy; sama zaś myśl o nieszczęściu raczej zadziwia niż smuci, dopóki zmęczenie albo kamień jakiś ulokowany gdziekolwiek nie zaciąży nam na myślach. Większość ludzi przeczy temu i twierdzi, że tym, co w nieszczęściu zadaje im ból, jest sama myśl o nieszczęściu; przyznaję zresztą, że kiedy samemu jest się nieszczęśliwym, trudno nie uwierzyć, że niektóre obrazy są wyposażone niemal w pazury i kolce, i że zamęczają nas one w sposób samoistny.
Przyjrzyjmy się jednak tym chorym, których zwiemy melancholikami; zobaczymy, że potrafią oni w każdej myśli znaleźć powód do smutku; każde słowo ich rani; czują się upokorzeni i beznadziejnie żałośni, kiedy ich pocieszasz; gdy ich nie pocieszasz, mówią sobie, że są bez przyjaciół i zostali sami na świecie. Wzburzenie umysłu tym sposobem kieruje ich uwagę jedynie na ów nieprzyjemny stan, który narzuciła im choroba; a w momencie, gdy biją się z myślami i czują przytłoczeni rzekomymi powodami do smutku, jednocześnie delektują się tym smutkiem, podobnie jak degustator delektuje się winem. Melancholik przedstawia nam wyolbrzymiony obraz każdego strapionego człowieka. Rzecz w jego przypadku oczywista – że jego smutek jest chorobą – musi być prawdą dotyczącą wszystkich; jakiekolwiek rozmyślania nad naszymi cierpieniami prowadzą jedynie do ich zaostrzenia, jakbyśmy rozdrapywali niezagojoną ranę.
Możemy się uwolnić od tego rodzaju szaleństwa, które wyłącznie potęguje nasz ból, przyjmując, że smutek jest jedynie chorobą, że znosić go trzeba jak chorobę, oszczędzając sobie nieustannych dociekań i tłumaczeń. Postępując w ten sposób, rozpędzamy korowód cierpkich refleksji; traktujemy nasz frasunek jak ból brzucha; popadamy w cichą melancholię, rodzaj niemal nieuprzytomnionego odrętwienia; przestajemy się skarżyć; tolerujemy; odpoczywamy jednak i w ten sposób walczymy ze smutkiem tak, jak należy. Właśnie do tego zmierzała modlitwa i nie było to złe rozwiązanie; w obliczu ogromu obiektu, w obliczu mądrości, która wie wszystko i wszystko już zważyła, w obliczu niepojętego majestatu, w obliczu nieprzeniknionej sprawiedliwości człowiek pobożny rezygnował z formowania myśli. Z pewnością nie ma takiej modlitwy, wypowiedzianej z przekonaniem, na której nie skorzystałoby się natychmiast; pokonanie gniewu to już wiele – prócz tego rozsądek podsuwa nam jednak owo opium wyobraźni, które odwodzi od ciągłego zliczania dotykających nas nieszczęść.
6 lutego 1911
Spójrz w dal
Melancholikowi mam do powiedzenia tylko jedno: „Spójrz w dal”. Niemal zawsze melancholik to człowiek, który za dużo czyta. Do tego rodzaju odległości ludzkie oko nie jest przystosowane ani trochę; w pełni odpoczywa ono dopiero na rozległych przestrzeniach. Kiedy patrzysz w gwiazdy lub widnokrąg morza, oko masz zupełnie odprężone; skoro oko jest odprężone, usposobienie staje się swobodne, a chód pewniejszy; cały się rozluźniasz i nabierasz giętkości aż w trzewiach. Nie próbuj jednak się rozluźniać siłą woli; własna wola użyta na tobie poprowadzi cię opacznie, a w końcu zadręczy; nie myśl o sobie; spójrz w dal.
To prawda, że melancholia jest chorobą; lekarz może czasami odgadnąć jej przyczynę i przepisać lekarstwo; lekarstwo to jednak skupia ponownie uwagę na ciele, a troska o stosowanie diety niweczy jego skutki; dlatego lekarz, jeśli ma dość rozumu, odsyła cię do filozofa. Pośpieszywszy przecież do filozofa, co znajdujesz? Człowieka czytającego za dużo, myślącego krótkowzrocznie i jeszcze smutniejszego niż ty.
Państwo powinno wspierać nauczanie mądrości podobnie jak medycyny. W jaki sposób? Poprzez prawdziwą naukę, która polega na kontemplowaniu rzeczy, i poezję wielką jak świat. Albowiem mechanika naszych oczu, którym dają odpocznienie szerokie horyzonty, przekazuje wielką prawdę. Myśl powinna oswobodzić ciało i je zwrócić wszechświatowi, jego prawdziwej ojczyźnie. Nasze człowiecze przeznaczenie łączy z funkcjami cielesnymi głęboka więź pokrewieństwa. Zwierzę, gdy tylko otoczenie pozostawia je w spokoju, kładzie się i śpi; człowiek myśli; jeśli są to myśli zwierzęce, biada mu. Jego cierpienia i potrzeby ulegają zdwojeniu; strach i nadzieja go dręczą; w rezultacie jego ciało nie przestaje się napinać, krzątać, rzucać i hamować, wszystko pod dyktando kaprysów wyobraźni; stale podejrzliwy, człowiek nieustannie się rozgląda, czujnie obserwując przedmioty i ludzi. A jeżeli chce się wyswobodzić, oto znowu on, zagłębiony w książkach, świecie wciąż zamkniętym, zbyt bliskim jego oczu, zbyt bliskim jego pasjom. Myśl zamienia się w więzienie, ciało cierpi; powiedzieć bowiem, że myśl się ogranicza, i powiedzieć, że ciało działa na swoją własną szkodę, to powiedzieć to samo. Człowiek ambitny tysiąc razy przerabia swe przemowy, zakochany – swoje modły. Jeśli chcemy, aby ciało było zdrowe, myśl musi podróżować oraz kontemplować.
To nam właśnie umożliwi nauka, o ile nie będzie ani napuszona, ani przegadana, ani niecierpliwa; o ile odwróci nas od książek i skieruje nasz wzrok w stronę widnokręgu. Musi tedy chodzić o podróż oraz ogląd. Jeden i ten sam przedmiot, dzięki prawdziwym powiązaniom, które w nim odkrywasz, prowadzi cię do innego i tysiąca innych, wir rzeczny niesie twoją myśl ku wiatrom, ku chmurom, ku planetom. Prawdziwa wiedza nigdy nie zamyka się w jakiejkolwiek drobnej rzeczy tuż pod twoim nosem; wiedzieć bowiem to rozumieć, w jaki sposób rzecz najmniejsza wiąże się z całością; żadna rzecz nie zawiera swej racji w sobie samej, właściwy przeto ruch polega na tym, że nas oddala od nas samych; a jest to zdrowe dla umysłu w równym stopniu, jak zdrowe jest dla oczu. W taki sposób twoja myśl spocznie we wszechświecie, jej domenie, i dostroi się do życia twego ciała, które jest również powiązane ze wszystkim. Kiedy chrześcijanin mówił: „Moja ojczyzna jest w niebie”, sam nie wiedział, jak bardzo trafiał w sedno. Spójrz w dal.
15 maja 1911
[fragmenty „Propos sur le bonheur”, 1928]
Alain
(Émile Auguste Chartier)
CZYTAJ TEŻ