Czego uczy
Księga Hioba?


 

11 Czy starczy mi sił, aby przetrwać?
Jakiż tu cel cierpliwości?
12 Czy moja siła z kamienia?
Czy ja mam ciało ze spiżu?
13 Nie znajdę dla siebie pociechy.
Choć stokroć pomnożę zasoby,
daleki ode mnie ratunek.

Hiob

 

Why?
Who, me?
Why?

Feet don’t fail me now
Take me to the finish line
Oh, my heart it breaks every step that I
take
But I’m hoping at the gates
They’ll tell me that you’re mine

Lana Del Rey, „Born To Die”

 

Wydawałoby się, że hermeneutyka biblijna dostarczyła nam już niezwykle obszernego odczytania Księgi Hioba; poetyckiego dialogu mądrościowego, który stał się na tyle kanoniczny dla naszej kultury, że wszedł do spisu obowiązkowych lektur szkolnych. Uczymy się więc od najmłodszych lat, że teodycea tłumaczy tą przypowieścią sens istnienia cierpienia w świecie stworzonym przez dobrego Boga. Lecz w ślad za egzegezą należy brać z niej wręcz więcej, niż chciałyby tego sztampowe szkolne reintepretacje, zatrzymujące się na poziomie „problemu zła”. Jest to bowiem fascynujący zabytek literatury, którego obecność, choć powszechna, wciąż nie ma znaczącego wpływu na duszę owładniętą mrokiem Depresji XXI wieku.

Hiob, patriarcha Starego Testamentu, posiada w Księdze bogactwa, wysoką pozycję społeczną i kochające potomstwo. Jego los odmienia się jednak w wyniku zakładu Boga z ha-Satanem (hebr. שָׂטָן, satan – „przeciwnik”, „oskarżyciel”, „oszczerca”). Jak doskonale wiemy, spadają na niego liczne nieszczęścia, które spychają go na całkowity margines życia.

Martin Buber w „Prophetic Faith” pisał, że Stary Testament opiera się na relacji słowa i doświadczenia w czasie rozumianym jako historia objawienia. Prawdziwy patriarcha, czyli figura myślenia, na której możemy się oprzeć i z której czerpiemy mądrość, antycypuje przyszłe odczytania własnych słów, ukrywając refleksyjną naturę swojego przekazu pod siłą zadawanych przez siebie pytań.

Hioba nieszczęścia nie pozbawiają wiary; przeciwnie, pogłębiają jej filozoficzny wymiar. Co więcej, nie jest on postacią pasywną ani masochistyczną. Nie przyjmuje cierpienia w milczeniu i nie udaje, że ono go nie dotyka. W przepięknych, poetyckich lamentach złorzeczy własnej egzystencji, wyraża protest wobec bezsensu bólu i wyczekuje zejścia do Szeolu, krainy wiecznego spoczynku:

 

15 Moja dusza wybrała uduszenie,
a śmierć – moje członki.
16 Zginę. Nie będę żył wiecznie.
Zostaw mnie – dni me jak tchnienie.
17 A kim jest człowiek, abyś go cenił
i zwracał ku niemu swe serce?
18 Czemu go badać co ranka?
Na co doświadczać co chwilę?

 

Jak pisze Buber,

Księga, mimo całej swej rozbudowanej retoryki, będąc produktem długotrwałego procesu literackiego, jest jednym z wyjątkowych wydarzeń w dziejach literatury światowej: to moment, w którym po raz pierwszy możemy być świadkami tego, jak ludzkie poszukiwanie zostaje ubrane w formę mowy („Prophetic Faith”, s. 188).

Przypowieść ta uderza w transakcyjny obraz religijności, demaskując go jako ontologiczną iluzję: Bóg nie jest księgowym, a modlitwa nie działa jako system nagród i kar. Tak reinterpretowana Księga Hioba staje się opowieścią nie tylko o cierpliwości, lecz przede wszystkim o odwadze, która pozwala człowiekowi wypowiedzieć swój ból wobec Boga, bez utraty wiary, ale również bez udawania, że cierpienie samo w sobie jest czymś sensownym. Cierpienie przychodzi z zewnątrz, wdziera się w ciało i umysł, penetruje człowieka aż po najdalsze zakamarki jego woli. Jest skażone wstydem, samotnością i społecznym wykluczeniem. Hiob doświadcza tego wszystkiego i nie znajduje pocieszenia.

Przyglądając się zaś współczesnemu instrumentarium psychoterapeutycznemu, w dużej mierze, jak chcieli Deleuze i Guattari, funkcjonującemu w ramach kapitalistycznej logiki usług, widzimy, że system ten wytwarza problemy, za których rozwiązanie następnie każe sobie zapłacić.

Przede wszystkim jednak to Mark Fisher zauważył, że prywatyzacja stresu i cierpienia jest jednym z najbardziej przebiegłych triumfów neoliberalizmu. W tym świetle więc współczesny Hiob jawiłby się jako ktoś, kto nie ma dostępu do żadnego narzędzia, które mogłoby mu realnie pomóc, a jedyne, co by mu pozostało, to stanowczość głosu i odmowa zaprzeczania, że pogrąża się w głębokiej rozpaczy. Można by zaryzykować nawet stwierdzenie, że on jako jedyny odmówiłby prywatyzacji swojego bólu i stanąłby naprzeciwko kapitalistycznej logiki – „naprawy siebie”. Spróbujmy zatem na chwilę zamienić koncepcję Boga na ideę Absolutu lub Wszechświata. Powtórzmy pytanie: czego uczy ta wywodząca się z przekazu ustnego, prastara mądrość naszych przodków? Otóż tego, że człowiek musi nieustannie zmagać się z poczuciem marności (vanitas) własnej egzystencji. W warunkach ścisłej kontroli i totalnego osaczenia Hiob decyduje się dochodzić swoich praw przed Najwyższym. Domaga się wysłuchania, domaga się uzasadnienia, choć wie, że jego głos brzmi wobec Absolutu jak wołanie jednostki w obliczu kosmicznego milczenia.

 

19 Czy wzrok swój kiedyś odwrócisz?
Pozwól mi choćby ślinę przełknąć.
20 Zgrzeszyłem. Cóż mogłem Ci zrobić?
[Przecież] człowieka przenikasz.
Dlaczego na cel mnie wziąłeś?
Mam być ciężarem Najwyższemu?
21 Czemu to grzechu nie zgładzisz?
Nie zmażesz mej nieprawości?
Wkrótce położę się w ziemi,
nie będzie mnie, choćbyś mnie szukał.

 

Ta przewrotna parabola może więc stać się inspiracją do poszukiwania współczesnych źródeł depresji. W rzeczywistości pełnej uwikłań i gęstych sieci wzajemnych zależności coraz trudniej powiedzieć, że jesteśmy „czystym kodem”, na którym odciska się ręka zatrudnionego w korporacji programisty. Nasze cierpienie nie jest pojedynczym błędem, lecz efektem złożonych przecięć: strukturalnych nacisków, społecznych oczekiwań i intymnych historii zapisanych w ciele.

W tym sensie doświadczenie Hioba można odczytać również jako próbę „zresetowania” duszy, nie w technicznym znaczeniu, lecz jako proces wglądu, w którym człowiek konfrontuje się z ukrytymi warstwami własnego cierpienia i postanawia się wyłączyć. Tak zinterpretowana depresja nie będzie zatem wynikiem jednego uszkodzonego modułu, który wystarczy naprawić, lecz prędzej efektem nieczytelnych przecięć wewnętrznych procesów, losowych zdarzeń i społecznych skryptów, które zapisują się w nas poza naszą kontrolą.

Hiob nie tyle „naprawia” siebie, ile zadaje pytania, których żaden terapeuta na usługach kapitału nie potrafi obsłużyć:

dlaczego cierpienie pojawia się bez przyczyny?

dlaczego niewinność nie chroni przed bólem?

dlaczego system świata jest asymetryczny wobec jednostki?

 

Fisher mówił, że melancholia współczesności polega na utknięciu w czasie, który nie potrafi wyprodukować sensu. Hiob, choć żyje w epoce starożytnej, doświadcza tego samego zawieszenia: jego czas się zatrzymuje, jego przyszłość zostaje skradziona, jego wewnętrzny świat ulega czasowej entropii. Ten stan „czasowego utknięcia” łączy go z melancholijnym podmiotem XXI wieku, który doświadcza bólu bez narracji, cierpienia bez obietnicy, świata bez teleologii.

Hiob jednak w ciągu pytań — a nie w jakimkolwiek rozwiązaniu — skrywa swoją mądrość. Odmawia traktowania swojej egzystencji zarówno jako linearnej opowieści, która daje się przewidzieć i zrozumieć, jak i jako istnienia pozbawionego przyszłości. Pytania Hioba są egzystencjalne, ale nie techniczne. Polegają na próbie nazwania tego, co w człowieku pęka, a nie na próbie jego natychmiastowego naprawienia. Przynoszą mu więc ostatecznie wyzwolenie.

 


Bibliografia

Buber, Martin, „The Prophetic Faith”. Harper & Brothers, 1960.
Fisher, Mark. „Ghosts of My Life: Writings on Depression, Hauntology and Lost Futures”, Zero Books, 2014.
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Pallottinum, 2003.

 

Olga Rembielińska


 

CZYTAJ TEŻ