Strzępy z życia bulimika


 

15-letni Julian stał całkowicie nago przed lustrem w łazience i przyglądał się swojemu wychudzonemu ciału. Bardzo dokładnie mierzył wzrokiem każdy jego skrawek. Stopy, nogi, brzuch, klata, ręce, twarz, dłonie. I nie tylko.  

— Nadal jestem za gruby.  

Julian zjadł przed chwilą całe ciasto, trzy paczki chipsów i arbuza. Mógł jeść, jeść i jeść. Ale teraz czuł się z tym okropnie. Chciał to wszystko zwymiotować. To wszystko, co jeszcze przed chwilą tak łapczywie zjadł. Co do ostatniego kawałka!  

Podniósł deskę klozetową. Nachylił się. Włożył dwa palce do jamy ustnej. Zawahał się… i po chwili skierował je w stronę swojego przełyku.  

Nie!  

Szybko wycofał palce.  

Julian był człowiekiem wierzącym i tylko Jan Paweł II mógł sprowokować go do wymiocin. Wziął stojącą nieopodal kibla niewielkich rozmiarów figurkę byłego papieża i wsadził ją do buzi. Powoli… powolutku… przybliżał ją w stronę przełyku.  

Czuł, że zaraz zwymiotuje. Do wymiocin prowokowała go sama figurka błogosławionego Jana Pawła II! Zawsze, kiedy jej używał wymiotowanie było bardziej przyjemne. Tak. Przyjemne. Kochał wymiotować. Kochał czerpać z tego przyjemność. I w końcu: kochał patrzeć na swoje wymiociny.  

— Łeeeeeeee!!!  

Taki dźwięk rozległ się, gdy Julianowi w końcu udało się sprowokować wymiotowanie figurką św. Jana Pawła II! Chłopak patrzył ze szczęściem na swoje wymiociny pomieszane z wodą znajdującą się w klozecie. Potem popatrzył na obrzyganą figurkę błogosławionego. I poczuł się szczęśliwy! Ale… no tak nie do końca! Chciał więcej! Wiedział co musi zrobić żeby być jeszcze szczęśliwszym!  

Julian położył się na podłodze w łazience. Znowu wsadził figurkę do swojej buzi. Sprowokował kolejne wymioty. Tym razem na samego siebie! Niestrawione resztki chipsów, ciasta i arbuza znalazły się na jego klatce piersiowej. Odłożył figurkę na bok i zaczął dotykać swojego obrzyganego ciała. Podniecało go to seksualnie . Jednak nikt poza nim nie wiedział o jego fetyszu. Wiedział, jaka jest Polska i jak zareagowaliby ludzie na jego rzygowinowy coming out. Zostałby za to zlinczowany.  

Julian podniósł się z ziemi i stanął przed lustrem. Patrzył jak wymiociny ściekają po jego ciele. Aż do samych stóp. Przez chwilę delektował się tym widokiem, ale nagle dopadł go smutek. Ale taki straszliwy! Mega dołujący! Popatrzył na swoją twarz i poczuł obrzydzenie. Widział zmarszczki.   

 

— Mam 15 lat… jestem już tak stary…  

Załamał się. Według siebie był nie tylko za gruby, ale także za stary. Chciał mieć znowu 12 lat. Jego młodość… to były wspaniałe czasy. Pierwszy gejowski seks, idealna wymarzona waga. A teraz? Czuł się staro. I potwornie grubo. Nienawidził swojego ciała. A jednocześnie nie mógł przestać na nie patrzeć. Podczas wielogodzinnych sesji wpatrywania się w nie przed lustrem wylewał morze łez, wynajdując fałdy tłuszczu w nieskończenie długiej ilości miejsc na swoim ciele.  

— Muszę przerwać ten ból…  

Znowu pochylił się nad kiblem. Ale wcześniej podniósł z ziemi figurkę Jana Pawła II. Znowu włożył ją do jamy ustnej. Znowu sprowokował nią wymiociny. Raz. I drugi. I trzeci. Wymiotował, dopóki miał czym. Przynosiło mu to niewiarygodną przyjemność. To była ekstaza! Znalazł się w takim stanie, że nie patrzył już gdzie wymiotuje. Zwymiotował na deskę klozetową, po chwili zwymiotował również na podłogę. Potem uklęknął i zaczął zlizywać wymiociny z podłogi. Po czym znowu na nią zwymiotował.  

— Nie mam już sił…  

Chciał zlizać wymiociny jeszcze raz, ale położył się w nich bezsilnie. I zasnął.  

***  

Wymiotowanie i wielogodzinne przeglądanie się w lustrze nie było jedynym zajęciem Juliana. Od poniedziałku do piątku, jak każdy nastolatek, Julian uczęszczał do szkoły. Był tam znienawidzony. Przez wszystkich. Ludzie nienawidzili go za jego homoseksualną orientację. Ludzie nienawidzili go za to, że jest tak obrzydliwie chudy. Ludzie nienawidzili go za jego wkurwiający charakter. Ludzie nienawidzili go za jego „pedalski ubiór”. Za jego hiper ciasne rureczki. Za jego różowe trampeczki. Za jego obcisłe świecące się bluzeczki. Julian mieszkał w małej miejscowości i nikt nie ubierał się tak „pedalsko” jak on. Był jednostką zbyt dziwną dla konserwatywnej społeczności malutkiego miasta. I przez to bardzo znienawidzoną. Tu nie tolerowało się żadnego przejawu inności, a co dopiero takiego! Julian ze względu na swoją orientację, ubiór, chudość, charakter był tu znienawidzony jak nikt inny.  

— Pedale, wypierdalaj z tej szkoły! — usłyszał od jakiegoś ucznia na przerwie.  

Słyszał takie teksty każdego dnia. A nawet gorsze! Nie miał w szkole ani jednego przyjaciela, ani jednej przyjaciółki. W ogóle nie miał ani jednego przyjaciela czy przyjaciółki nie tylko w szkole, ale ogólnie w miejscowości, w której mieszkał.  

Czasem był popychany. Zdarzyło się, że dostał w twarz. Gdyby dowiedzieli się jeszcze, że jest fetyszystą wymiocin, to zabiliby go. Byłoby to za dużo dla mentalności mieszkańców niewielkiego miasta. W związku z tym Julian nie ujawniał swojego fetyszu nawet w internecie. Nie pisał żadnego bloga, nie udzielał się na czatach ani stronach internetowych, w żaden sposób nie próbował znaleźć osób podobnych do niego, bo paranoicznie bał się, że zostanie wykryty przez kogoś ze szkoły. Albo kogokolwiek z miasta. A w takim małym mieście plotki szybko się roznoszą…  

Julian sądził, że ludzie traktują go w taki, a nie inny sposób, gdyż są całkowicie bezbożni. Nikt z jego pokolenia nie chodził do kościoła. Tylko on jako jedyny pojawiał się w nim nie tyle, ile w niedziele, a codziennie (!).  Już nie mówiąc o tym, jak gorliwie modlił się do figurki błogosławionego Jana Pawła II, która pomagała mu uzyskać wspaniałe doznania podczas zmuszania się do zwymiotowania…  

DRYYYYŃ!!!  

Koniec lekcji. Julian z ulgą opuścił budynek szkoły, a następnie w pośpiechu skierował swoje kroki w stronę bramy, aby całkowicie opuścić jej teren. Gdy był już blisko zobaczył kamień odbijający się od ziemi. Ktoś znowu chciał trafić go kamieniem. Na jego szczęście zawsze pudłowali. A może pudłowali specjalnie? Nie wiedział… teraz się nad tym nie zastanawiał. Zaczął biec przed siebie, aby uciec przed nienawistnym gradem kamieni. Nie był zbyt dobry w bieganiu. Tak jak w czymkolwiek innym co wymagało wysiłku fizycznego. Był przecież potwornie chudy. Prawie nic nie jadł, a jak już to zazwyczaj tylko po to, aby zaraz to zwymiotować. Oczywiście najlepiej przy użyciu figurki Świętego Jana Pawła II. Przy tak wyniszczonym organizmie, przy tak chudym ciele wszystko męczyło go bardzo szybko…  

… ale dobiegł do swojego domu. Udało mu się to bez żadnego postoju. A zresztą nie miał do niego daleko. Małe miasto… wszystko jest niedaleko siebie.  

***  

Julian kochał mróz. I kochał ciemność. Dlatego cieszył się, że jest już grudzień. Cieszył się, że spadł pierwszy śnieg. Mógłby spacerować godzinami w mroźną, grudniową noc. I najczęściej tak robił. Gdy tylko mógł spacerował do samego rana. Najczęściej chodził po pobliskim lesie. Uwielbiał przedzierać się przez zimne tabuny śniegu. Było go naprawdę mnóstwo! Julian naprawdę to kochał!  

— Co do kurwy…  

Nagle jego oczom ukazał się jakiś mężczyzna. Wyglądał na bardzo starego, takiego co ma zaraz umrzeć… a pomimo tego masturbował się! Stał oparty o kłody drewna nie wiedząc, że jest obserwowany przez młodego chłopaka.  

Julian zbliżył się!  

Trzask!  

Ups! Pod jego nogą złamała się jakaś gałąź. Staruch to usłyszał i odwrócił się. Mimo że było ciemno Julian zobaczył napalenie na jego twarzy.  

— Chłopcze, chodź tu do mnie — mówił powolutku zbliżając się w jego stronę z opuszczonymi do kostek spodniami.  

Julian przestraszył się. Starzy napaleńcy nie byli w jego typie. Zaczął uciekać, bo bał się takich ludzi. Staruch, widząc to zręcznym jak na swój wiek ruchem podciągnął spodnie pod pas i trzymając je zaczął biec za chłopakiem. Pościg nie trwał długo. Julian grzązł w śniegu. Był jak mucha w smole. Staruch zaraz do niego podbiegł i przewrócił go na ten śnieg. Znowu opuścił spodnie i…  

— AAAAA!  

Julian krzyknął z bólu. Stary dziad gwałcił go z niezwykłym jak na swój wiek wigorem. Ani trochę nie przejmował się jego krzykami, nie bał się, że ktoś może je usłyszeć. Ruchał go w jego ciasną dziurkę aż Julianowi pociekły łzy. Ból był nie do zniesienia. Pyta dziada była gruba. I długa. Do tego nie zastosowano żadnego lubrykantu. Staruch nie był na tyle litościwy żeby nawilżyć dziurkę Juliana choćby śniegiem…  

— Skurwysynu, jesteś jak dar z nieba. Tak dawno nie ruchałem młodej dupci… tak dawno nie ruchałem młodej dupci!  

W przód i w tył, w przód i w tył. Chłopak miał wrażenie, że penis dziada za chwilę rozerwie mu wnętrzności. Nie miał siły mu uciec. Był przez niego przygnieciony. W dodatku był zbyt chudy żeby walczyć.  

— O tak… o tak! — krzyczał dziad, nie czując najmniejszego strachu przed tym, że ktoś może się w końcu zjawić.  

Raz i dwa, raz i dwa. Julian nie wiedział ile to trwało. Wydawało mu się, że całą wieczność nim dziad w końcu się spuścił. W jego wnętrze. Oblech zostawił swoją spermę we wnętrzu chłopaka.  

Odszedł.  

Tak po prostu? Julian myślał, że już po nim, że po gwałcie zostanie zabity. A może stary dziad myślał, że chłopak nie żyje? W końcu nie dawał oznak życia. Ból, krzyk… to był tylko początek. Potem leżał jak martwy popychany przez starucha.  

***  

Było bardzo zimno. Ale chłopak nie podnosił się aż do rana. Chciał zamarznąć. Niestety tak się nie stało. Ku swojemu smutku nadal żył. Obudził się rano. Co gorsza, zobaczył słońce. Tak bardzo nienawidził słońca. Szczególnie w zimę, najpiękniejszą porę roku…  

Wstał. Ledwo, ale udało mu się. Chciał umrzeć. Był obrzydzony tym, co się wydarzyło… i jeszcze bardziej tym, co zobaczył. Nieopodal stało przy drzewie stare lustro. Zobaczył w nim siebie. Grubszego niż kiedykolwiek. To już nie były fałdki tłuszczu rozsiane w różnych miejscach jego ciała. On był gruby całościowo. Był obrzydliwy od stóp do głów.  

— Od stóp do głów, od stóp do głów… nie to niemożliwe. Nie mogę być taki gruby. Widzę tylko swoje nogi i twarz. A co z klatką piersiową, a co z brzuchem?  

Pomimo mrozów pozbył się także górnych części ubrania.  

— Nie…  

Julian był przerażony tym, co zobaczył. W mgnieniu oka podciągnął zsunięte przez gwałciciela spodnie i z powrotem narzucił na siebie swoją jaskrawą bluzkę i kurtkę. Pobiegł do domu. Następnie na strych. Taboret. Lina. 

Jednak w ostatniej chwili stanęła mu przed oczami figurka Jana Pawła II, więc porzucił swój zamiar i żył potem jeszcze przez dwa miesiące.  

 

2012. remix 2026

 

 

Aaron van Doren


 

CZYTAJ TEŻ